07.02.2017

Rozdział 29 "Pandora"

~Angel~

W swoim nędznym życiu miałam szanse wypróbować różne zawody. Byłam płatnym zabójcą, zbierałam ludzkie dusze, byłam niańką, sprzątaczką, grabarzem, psychologiem, sprzedawczynią, szkoliłam młode demony... Było tego naprawdę wiele, lecz nigdy nie byłam adwokatem. Raczej skazywałam ludzi na śmierć, ale nigdy ich nie broniłam. Może być trudno, ale przyjmuje wyzwanie.
Razem z Perrie ukłoniłyśmy się tak nisko jak umiałyśmy, co po chwili uczynił także Max.
- Co was sprowadza? - zapytał Siro. Wyprostowałam się i spojrzałam mu w oczy. A przynajmniej próbowałam, bo opaska na jednym oku trochę to uniemożliwiała.
- Napisałam do was z prośbą o wizytę, gdyż wydarzyła się dość nieoczekiwana sytuacja - powiedziałam po chwili.
- Cóż takiego skłoniło cię do przybycia do nas? - zapytał Demetrio.
- Jak wszyscy dobrze wiemy w Devil's Town niedawno rozegrała się krwawa potyczka z wampirami... - zaczęłam, ale przerwał mi jeden z tych nadętych bęcwałów.
- Doskonale o tym wiemy. Straciliśmy przez to wielu ludzi.
- Chodzi jednak o to, że niektórzy zostali przemienieni... - kontynuowałam niezrażona.
- Zlikwidowaliśmy potencjalne zagrożenie - przerwał mi jakiś mężczyzna z Rady. Perrie lekko pobladła, ale ich śmiertelne oczy nie byłyby w stanie tego zobaczyć.
- Jak dobrze wiecie byłam martwa - powiedziałam już lekko zirytowana - Jednak, gdy Bóg zesłał mnie z powrotem, zastałam w domu przemienioną Łowczynie.
W wieloosobowej grupie na sali podniosły się szepty. Wszyscy wpatrywali się morderczym wzrokiem w Perrie. Widocznie nie są aż tak głupi i połączyli parę faktów.
- Pokaż swe nowe oblicze! - rozkazał Severo. Dziewczyna spojrzała na mnie przerażona, ale ja tylko kiwnęłam lekko głową. Wychwyciła moje pozwolenie i wysunęła powoli kły. W całej sali podniosły się głosy. Ktoś wezwał strażników, którzy otoczyli Perrie. Dwójka z nich wykręciła jej ręce do tyłu i zmusiła do klęczenia.
- Kiedy dowiedziałaś się o zdradzie? - zapytał zdenerwowany Siro.
- Wiedziałam od samego początku - powiedziałam pewnie, a głosy podniosły się jeszcze bardziej. Musiałam praktycznie krzyczeć, aby mnie usłyszeli - Sądzę jednak, że nie można jej ukarać za to, że poniosła tak wielki cios w obronie naszego świata i was! Poświęciła się, aby ratować to co ważne!
- Jest wampirem! - krzyknął ktoś, a reszta go poparła- Nie można jej ufać!
- Została przemieniona w brew jej woli! - krzyknęłam ponownie, aby zwrócili na mnie uwagę - Krocze na tej ziemi dłużej niż wy wszyscy i wiem, że wampir to dobry towarzysz! Owszem, żywi się krwią, lecz można ją zdobyć ze szpitali czy z banków krwi!
- Wampiry to bezwzględne bestie!
- Odkąd skończyła się bitwa, czy dostaliście jakikolwiek donos o masakrze w naszym mieście?! - wszyscy ucichli, a ja mogłam już normalnie mówić - Łowczyni stara się hamować swój głód i bardzo dobrze jej idzie. Odkąd wróciłam z nieba, uczę ją jak panować nad jej nowymi zdolnościami.
- Skąd możemy wiedzieć, że nie ukrywacie tych morderstw?!
- Znałam kiedyś Łowce, który wbrew swej woli został przemieniony na misji - powiedziałam patrząc na główną trójkę - Wolał umrzeć zanim ktokolwiek się o tym dowiedział, lecz wiem, że gdyby przeżył byłby wspaniałym Łowcą. Pomyślcie jak wielu dobrych wojowników straciliście skazując takie osoby na śmierć?
Wszyscy ucichli. Wpatrywali się w ich przywódców i czekali na rozkazy. Trójka wpatrywała się we mnie przez dłużą chwile, ale ja stałam dumnie z kamienną twarzą. Nie zdradzę jakiejkolwiek swojej słabości. Nie przed tymi bydlakami.
- Możecie wierzyć lub nie, ale dlaczego nie moglibyście dać jej szansy? Daliście ją mnie i nie zawiodłam was - powiedziałam pewnie - Skoro demon może się zmienić to czy wampir nie ma takiej szansy?
Demetrio powiedział coś szeptem do reszty, nadal patrząc na nas uważnie. Po chwili zaczęli dość długą dyskusje między sobą. Staliśmy w tej ciszy dobre pięć minut, gdy w końcu raczyli na nas spojrzeć.
- Od dłuższego czasu pracujemy nad nowym projektem pod nazwą Pandora- odezwał się Siro.
- Em... Nie rozumiem? - przyznałam się niepewnie.
- Pandora miała być grupą składającą się tylko z nadnaturalnych osób - z nieśmiertelnych - wyjaśnił - Mieli zajmować się misjami, którym śmiertelni Łowcy nie byliby w stanie sprostać.
- Niestety nie znaleźliśmy osób godnych miana Pandory - dodał Severo.
- Jednak teraz możemy wprowadzić plan w życie.
- Zaraz, chwila! - powiedziałam kręcąc głową - Nadal nie rozumiem.
- Od dwóch miesięcy w lesie otaczającym wasze miasto odnotowano niepokojące... Zjawiska - wyjaśnił Demetrio.
- Jakie zjawiska? - odezwała się Perrie, nadal zmuszana do klęczenia.
- Demony z całego świata zjeżdżają w wasze strony - powiedział Siro patrząc z lekką pogardą na Per - Pragniemy, aby pierwsza grupa Pandory zajęła tym, czym Łowcy nie potrafią.
- Czyli... Macie już kogoś w tej grupie? - zapytałam zaciekawiona. Jak mogłam nie wyczuć obecności moich pobratymców?! Jak mogłam bagatelizować wszelkie oznaki ich przybycia?! Zachowałam się jak samolub, myśląc, że po tym wszystkim co przeszliśmy, moje życie będzie normalne. Poświęciłam zbyt dużo uwagi sobie i swoim problemom, nie orientując się, że prawdziwy problem przybywa do mojego miasta!
- Posiadamy już dwa wampiry,  czarownice oraz... wyrocznie - odpowiedział trochę niepewnie ostatnie słowo - Chcielibyśmy, aby Pandora była zróżnicowana, lecz wampiry wręcz same pakują się do naszego podziemnego miasta. Jak wiemy, zrobią wszystko, aby przeżyć.
- Co to ma wspólnego z Łowczynią? - zapytałam wskazując na dziewczynę.
- Domyślamy się, że chcesz uratować przyjaciółkę. Mamy więc propozycje.
- Nie bawię się w układy - zadrwiłam - Jest za stara na takie gówna.
- Więc możemy śmiało skazać Łowczynie? - zapytał z okropnym uśmiechem Siro. Kiwnął głową i po chwili przy szyi Perrie pojawił się miecz jednego ze strażników. Dwójka przycisnęła ją bardziej do ziemi, aby wykonujący wyrok miał łatwiejsze zadanie. Perrie była praktycznie biała, ale patrzyłam na nią tylko przez sekundę. Nie zdradzę swoich słabości.
- Miało to na mnie zrobić wrażenie? - zapytałam marszcząc brwi - Czy może miałam się wystraszyć?
Poleciałam wzrokiem po wszystkich zebranych i, oczywiście, zatrzymałam się chwile dłużej na Michale. Patrzył wystraszony na Perrie. Wyczuł mój wzrok i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że miał mnie za dziwkę, po tym co mu powiedziałam. Patrzył na mnie zrezygnowany, jakby chciał mi przekazać, że dla mojej duszy nie ma już ratunku. Jakby myślał, że na prawdę nie zależy mi na nim czy na Perrie, którą praktycznie skazuje na śmierć. Skreślił mnie.


~Perrie~

Śmierć. Wiedziałam, że to spotkanie zakończy się śmiercią. Nie sądziłam jednak, że zginę w ten sposób.
- Czy przypadkiem wampiry nie były wam potrzebne do nowej "super grupy"? - zapytała robiąc niechlujny cudzysłów w powietrzu - Chcecie zabić wyszkolonego wojownika?
- Mamy już dwa wampiry, po co nam trzeci? - zapytał obojętnie Demetrio. Kiwnął jeszcze raz, a ja zamknęłam oczy. Miecz niebezpiecznie zbliżył się do mojej szyi. Zimna stal dotknęła na sekundę mojej skóry, po czym uniosła się szybko, aby zadać ostateczny cios. Odmówiłam w myślach ostatnią modlitwę i czekałam na cios. Nic się jednak nie stało. Poczułam powiew wiatru tuż obok mnie, po czym szczęk metalu o podłogę. Otworzyłam zdziwiona oczy i spojrzałam w stronę zamieszania. Płaszcz Angel leżał na ziemi, parę metrów obok mnie, a jego właścicielka wisiała przy suficie wraz z moim kątem. Przygniotła go do ściany i podduszała. Mężczyzna miotał się na wszystkie strony, lecz to nic nie pomogło. Nikt na sali nie zainterweniował. Nikt nie wydał rozkazu zabicia, nie wypowiedział ani słowa. Wszyscy wpatrywali się zafascynowani w skrzydła An.
- Angel - wyszeptałam cicho - Puść go.
Wiedziałam, że mnie usłyszy. Musiała. Zleciała powolutku na dół, nadal trzymając mężczyznę za szyje. W końcu wylądowali, a strażnik wziął głęboki wdech i masował szyje. Spojrzała na Rade krwisto czerwonym okiem. Pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego jak jego czerwień kontrastuje z kruczoczarnymi piórami, z których ciekła krew. Jej skrzydła nadal nie były zagojone i wszelkie rany, które miała otworzyły się. Złamanie także nie wytrzymało i jej skrzydło zwisało bezwładnie.
- Podobał się pokaz?! - wysyczała niczym wąż.
- Czyż nie tego potrzebujemy, koledzy? - zapytał jeden z tych durni i spojrzał na resztę Rady - Któż inny miałby pomóc nam zwalczyć demony, jak nie sam demon?
- Dołącz do Pandory - rozkazał Siro. Angel spojrzała na nich wzrokiem, od którego nawet ja schowałabym się do kąta, po czym spojrzała na moich dwóch strażników. Ktoś z Rady rozkazał im się cofnąć, a ja w końcu mogłam się wyprostować. An wzrokiem nakazała mi się podnieść.
- Chce, aby ona wsparła Pandorę u mego boku - powiedziała pewnie. Obok mnie nie stała Angel. Obok mnie był demon, który dostawał wszystko co chciał. Była to osoba, wprost stworzona do władzy. Osoba, która mogłaby wymordować wszystkich w tym pokoju w parę minut.
- Zatem niech tak będzie - zarządził Severo i wskazał na Max'a, który do tej pory trząsł się pod ścianą - Co robi tu ludzki chłopiec?
- Spotkałyśmy go w samolocie. Zdążył się mały incydent i musiałyśmy go zahipnotyzować - odpowiedziałam zamiast Angel - Niestety, ale hipnoza nie zadziałała na niego i...
- Odporny - wyszeptał ktoś z tłumu.
- Zlikwidowałyśmy zagrożenie ze strony jego rodziny i przyprowadziłyśmy tutaj - dokończyłam. Wszyscy przez chwile patrzyli na Maxa, który aktualnie krył się za skrzydłami Angel. Gdybym mogła to siedziałabym tam razem z nim.
- Chłopiec musi przejść szkolenie - zażądał ktoś z tłumu. Demetrio już miał coś, powiedzieć do strażnika stojącego najbliżej chłopca, ale Angel była pierwsza.
- Max zostaje z nami.
- Przyszły Łowca musi przejść szkolenie - stwierdził Severo.
- W dupie to mam - oznajmiła twardo - Chłopak idzie z nami. Będzie pod naszą opieką. Nauczymy go wszystkiego co będzie mu potrzebne.
- Nie ma takiej możliwości - zadrwił.
- W takim razie przygotuj się na śmierć każdej osoby, która się do niego zbliży.
W sali zapadła cisza. Siro kiwnął na jakiegoś nieszczęśnika i spojrzał wyzywająco na Angel. Czarnoskóry mężczyzna podszedł do Maxa, ale zanim zdążył zbliżyć się do niego choćby na metr, Angel skręciła mu kark.
- Ostrzegałam - rzuciła luźno - Chłopak idzie z nami.
- Zatem niech tak będzie - powiedział jeden z nich mrużąc oczy - Pozwól nam dać mu potrzebne wyposażenie.
Angel przytaknęła od niechcenia, a paru strażników miało nas poprowadzić w stronę zbrojowni. Nim wyszliśmy Siro odezwał się po raz ostatni.
- Jeśli dowiemy się, że chłopiec nie jest szkolony, a wy dwie knujecie przeciwko nam, zostaniecie skazane na oficjalną egzekucje - wysyczał z nienawiścią płonącą w oczach. Angel prychnęła i jako pierwsza wyszła z pomieszczenia. Strażnicy zaprowadzili nas do zbrojowni, gdzie czekała na nas także ekipa uzdrowicielek. Dwójka mężczyzn zajmowała się Max'em, a kobiety od razu podbiegły do nas.
- Zajmijcie się jej skrzydłami - zaprotestowałam, gdy chciały mnie przebadać. Kazały Angel usiąść na krześle i zaczęły czyścić jej skrzydła z krwi. Jedna z nich zdjęła jej opaskę i mało nie zemdlała widząc zaschniętą krew, ropę i jej poszarzałe białko oka. Strażnicy zajęli się dobieraniem broni ćwiczebnych dla Maxa, Angel otoczyły uzdrowicielki, a ja stałam z boku patrząc na wszystko. Po chwili poczułam ból, więc od razu spojrzałam w stronę oprawcy. Była to jednak uzdrowicielka, która usuwała znak płonącego słońca i po chwili na moim ramieniu pojawił się wąż. Ciągnął się od lewego barku i schodził na rękę. Owijał się wokół mojego ramienia aż w końcu doszedł do dłoni, gdzie pojawił się jego pysk. Parę sekund później pojawił się biały wąż wijący się obok czarnego, ale jego ogon zaczynał się na ręce, a głowa przy szyi. Moja lewa ręka była całkowicie pokryta tatuażem. Zerknęłam przelotnie na An i zauważyłam, że na jej prawej ręce pojawił się taki sam tatuaż. Najwidoczniej był to znak Pandory.
Uzdrowicielka zniknęła, a na jej miejsce pojawił się Michał.
- Udało się wam - powiedział - Szczerze powiedziawszy, to miałem złe przeczucie.
- Nie bądź taki surowy dla Angel - odpowiedziałam patrząc w stronę dziewczyny. Warczała na uzdrowicielkę, która czarami starała się wyjąć szkło z jej oka. Jej zdrowe skrzydło co chwile trącało resztę kobiet, które starały się nastawić złamanie pod odpowiednim kontem i zabandażować je, aby się zrosło.
- Prawie pozwoliła ci umrzeć.
- "Prawie" robi dużą różnice - zaśmiałam się smutno, nadal czując zimną stal na karku - Nie poświęciła by mnie dla kaprysu. Tak samo wykorzystała fakt, że Rada chce ją w Pandorze i zażądała w zamian mnie i Maxa. Ona dba o tych, którzy dla niej coś znaczą.
- Widocznie tylko ja mam takiego pecha - prychnął patrząc na dziewczynę, która krzyczała na uzdrowicielki.
- Masz cholerne szczęście, tylko jeszcze tego nie wiesz - stwierdziłam - Zrobiła to co musiała, abyś nie skończył tak jak ona. Abyś nie musiał przechodzić tego samego piekła.
Michał nie odezwał się już więcej. Omiotłam jeszcze raz spojrzeniem cała sale i zatrzymałam się na Max'ie. Przygarnęła go, bo wiedziała, że nie poradzi sobie z tutejszymi treningami. Wiedziałam też, że zrobiła to przez Dimitri'ego. Nie chciałam pozwolić, aby kolejne dziecko cierpiało z jej powodu.
-Zrobisz coś dla mnie? - zapytałam po chwili. Archanioł spojrzał na mnie z uśmiechem i przytaknął.
- Za chwile skończą skakać w okół Max'a - zadrwiłam - Mógłbyś go zaprowadzić do naszego hotelu? My musimy jeszcze zostać, ale dla niego to już za dużo.
Michał uśmiechnął się szerzej i odszedł w stronę chłopca. Po paru minutach obaj rozpłynęli się w powietrzu. Młody musi odpocząć, a uzdrowicielki jeszcze zajmują się Angel. Nie widziałam potrzeby, aby męczył się tu z nami.
Po jakiejś godzinie krzyków demonicy i słuchaniu wszelkich przekleństw, w końcu mogłyśmy odejść. Wzięłyśmy torbę z przydzielonymi rzeczami Max'a i ruszyłyśmy do wyjścia.
Szłyśmy korytarzem, gdy w końcu odważyłam się odezwać.
- Myślisz, że mówili prawdę?
- Nie, żartowali - zadrwiła - Widziałaś kiedyś żeby Rada żartowała? Jeśli zrobimy coś źle to nas zabiją.
- Ale ja się do tego nie nadaje!
- Ja też myślałam, że nie nadaje się na Łowce, a teraz patrz! Jestem całkiem dobra - powiedziała dumnie - Poza tym w czym widzisz problem?
- Ja nic nie wiem o demonach! - powiedziałam z lekkim strachem - Nigdy nie miałam z żadnym z nich do czynienia!
- A ja to co? - zapytała patrząc na mnie urażona.
- No, ale ty o ty - 'wyjaśniłam'. Angel poklepała mnie po plecach z uśmiechem.
- Nauczę cie.
- Wiesz, że nadal masz czerwone oczy, nie?
- Wiesz co to oznacza?! - krzyknęła podekscytowana - Musze kogoś zjeść! Jak znajdę jakiegoś przystojniaka to może się z tobą podzielę.

7 komentarzy:

  1. Jej wróciłaś .... Kocham to!!!!

    I czekam na następny... Mam nadzieję że Zayn i Perrie sobie wybaczą i Angel znów zacznie obrażać ZeeZee...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham!!!!! ♥♥♥
    Mam nadzieję, że Zayn i Perrie się pogodząak ♥ tak samo jak Angel i Liam ♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH