01.03.2016

Rozdział 26 "Wyglądamy jak dziwki (...) O to chodziło"

~Angel~

Gdy tylko dolecieliśmy, od razu pojechałyśmy do hotelu. Rozpakowałyśmy się i ruszyłyśmy na podbój Amsterdamu.
Dobra. Będę szczera.
Do Rady mamy się udać dopiero jutro wieczorem, a nam nie chce się siedzieć samym w hotelu, więc idziemy na jakąś imprezę. Mam nadzieje, że uda mi się coś zjeść.  
-Gotowa?- zapytałam stając przed lustrem. Perrie wyszła z łazienki i okręciła się wokół własnej osi.
-Muy bien!- powiedziałam patrząc na nią. Miała na sobie krwisto czerwoną sukienkę do kolan, na jedno ramie i lekko bufiasty dół, a do tego cienki, czarny pasek. Czarne szpilki i czerwona szminka wszystko dopełniły.
-Ty też nie wyglądasz najgorzej- powiedziała ze śmiechem i puściła mi oczko.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i spojrzałam w lustro. Ubrałam czarną, skórzaną, bufiastą spódnice, czarny stanik cały w ćwiekach i do tego skórzaną kurteczkę. Założyłam czarne buty na koturnach, oczywiście z ćwiekami, i pomalowałam usta na krwistą czerwień.
Perrie stanęła obok mnie i poprawiła włosy.
-Wyglądamy jak dziwki- stwierdziła patrząc dokładnie w nasze odbicia.
-O to chodziło- odpowiedziałam malując rzęsy. Po chwili wyszłyśmy z hotelu i ruszyłyśmy w Drogę. Kluczyk zostawiliśmy w recepcji i ostrzegłyśmy o późnym powrocie. Normalnie upiłabym się jak świnia, ale nie mogę, więc mam nadzieje chociaż na dobrą zabawę.
Przechodziłyśmy obok jakiegoś salonu fryzjerskiego, gdy Perrie nagle stanęła.
-Co się stało?- zdziwiłam się.
-Chce pofarbować włosy- stwierdziła z uśmiechem.
-Co?
-Chce zmienić kolor włosów- potwierdziła. Bez zbędnych ceregieli weszła do środka, a ja przez chwile nadal stałam w miejscu. Po chwili wróciłam do żywych i poszłam za nią.
-... taki inny- tłumaczyła coś kobiecie w fartuszku. Podeszłam do nich i przysłuchiwałam się rozmowie.
-Może platynowy? Albo liliowy?- zaproponowała.
-Co się będziesz ograniczać?- zadrwiłam- Zrób sobie różowe...
-Tak!- krzyknęła ucieszona, a ja spojrzałam na nią jak na głupka- Chce różowe! Ale takie jasne z ciemnymi pasemkami!
Westchnęłam i usiadłam na jakiejś kanapie w rogu pokoju. Fryzjerka od razu wzięła się do roboty, więc mam nadzieje, że nie potrwa to długo. Ja w tym czasie czytałam gazety.

~*~

Przejrzałam kilka gazet, ale potem zaczęłam bawić się telefonem. Gazetki o zadbanych włosach i nowych trendach w modzie to raczej nie mój gust.
Na telefonie przynajmniej mogłam jakoś zabić nudę. Grałam w przeróżne gry, ale po dwudziestu minutach już mi się znudziły. Normalnie bym się zdrzemnęła, ale nie mogę, więc nie zostało mi nic innego jak czekać. Chociaż powiem szczerze, że moja cierpliwość powoli się kończy.
-Wisisz mi przysługę- stwierdziłam patrząc na Perrie.
-Tak, wiem- uśmiechnęła się- Ale jeszcze chwilka. Wysuszą mi włosy i idziemy.
-Jasne, a ile to potrwa?
-No nie wiem... Dziesięć minut?- powiedziała niepewnie.
-Jezu...- jęknęłam załamana, przeciągając samogłoski- To tak długo...
-Zachowujesz się jak dziecko- stwierdziła, gdy fryzjerka w końcu zaczęła suszyć jej włosy. Boże! Ile to może trwać?!
-Bo tak się czuje!- odpowiedziałam- Miałyśmy iść na imprezę, a siedzimy u fryzjera!
-Jeszcze chwila i idziemy- obiecała. Eh... Zabije ją kiedyś.
Ale tym razem raz, a porządnie.

~*~

W końcu dotarłyśmy na miejsce! Dzielnica czerwonych latarni była zatłoczona, ale nie przejmowałam się tym zbytnio.
-Dlaczego akurat tu?- zapytała, gdy przechodziłyśmy koło kolejnych kobiet tańczących za szybami budynków.
-Bo tu jest najwięcej zdesperowanych facetów- wyjaśniłam patrząc w stronę mężczyzny, który rozmawiał z jedną z nich przez szybę.
-Ale tu jest pełno...
-Dziwek?- dokończyłam przeciskając się przez grupę ludzi.
-Nie mów tak- powiedziała- To są po prostu...
-Ladacznice- powiedziałam ze śmiechem.
-Nie.
-To może kobiety z dużym doświadczeniem seksualnym- śmiałam się dalej.
-Chodziło mi bardziej o...- mówiła nadal lekko zakłopotana.
-A więc kobiety lekkich obyczajów?- wybuchnęłam śmiechem.
-Już trochę lepiej- stwierdziła. Pokręciłam głową, wciąż się uśmiechając, i zaciągnęłam ją do jednego z klubów.
Na parkiecie tańczył tłum ludzi, a w powietrzu czuć było cholerny alkohol, który i tak na mnie nie działa. Gdybym była normalnym człowiekiem to chyba upiłabym się samym oddychaniem.
Przez głośną muzykę nic nie było słychać, więc wskazałam na wolną loże i zaczęłyśmy się przeciskać przez ludzi. Ledwo zamówiłyśmy drinki, a już dosiadło się do nas kilku kolesi.
Spojrzałam na Perrie wzrokiem mówiącym "A nie mówiłam?" i napiłam się drinka.
Tak z przyzwyczajenia, myśląc że to coś da.

~*~

Po godzinie picia, tańczenia na barze, obmacywania się, i cholera wie czego jeszcze, w końcu ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu. Oczywiście nie same. Towarzyszyli nam nijaki Pietro i Aaron.
Kilka ulic od naszego noclegu zaciągnęłyśmy ich w ślepą uliczkę.
-Ostra jesteś...- uśmiechnął się, gdy przycisnęłam go do muru.
-Nawet nie wiesz jak bardzo- zadrwiła Perrie, patrząc w naszą stronę. Chwile później wgryzła się w szyje Pietra.
Wrzasnął, ale chwile później Perrie zajęła się hipnozą.
-O kurwa...- wyszeptał Aaron i chciał uciec, ale nie pozwoliłam mu.
-Gdzie tak lecisz?- uśmiechnęłam się słodko i przecięłam mu lekko szyje. Od razu poczułam napływ energii. Po jakiejś minucie osłabł, co dało mi do zrozumienia, aby przestać. Odłożyłam go grzecznie pod ścianę i raz dwa zahipnotyzowałam.
Perrie jeszcze jadła, więc postanowiłam wkroczyć dopiero, gdy przesadzi. Po chwili zrobiła dokładnie to samo co ja. Już miałyśmy odchodzić, gdy zauważyłam jakiś ruch na rogu ulicy.
Początkowo myślałam, że mam zwidy, ale po chwili czyjaś głowa wychyliła się zza muru. Natychmiast uciekł, gdy zobaczył że go zauważyłam. Wyobraziłam sobie skrzydła i już chciałam polecieć, ale poczułam ból, który przypomniał mi o złamaniu.
-Cholera jasna!- warknęłam- Łap go Per!
Różowo włosa ruszyła we wskazaną przeze mnie stronę, a ja wzięłam kilka głębokich wdechów. Moje skrzydła zniknęły, a ja rzuciłam się biegiem za wampirzycą.
Była tuż za rogiem i trzymała szarpiącego się chłopaka.
To był Max, chłopak z samolotu.
-Miałaś go zahipnotyzować!- wrzasnęłam wściekła- Wiesz co by się stało, gdyby Rada się dowiedziała?! Miałybyśmy przesrane przez tego gnojka!
-Zahipnotyzowałam go- stwierdziła- Przysięgam!
-Skoro tak to co on tu robi?!
-A bo ja wiem?!- krzyknęła zła. Chłopak przestał się szarpać, a ja podeszłam do niego.
-Co tu robisz?- warknęłam. Nie odpowiedział.
-Co pamiętasz z samolotu?- zapytała Perrie. Puściła go, położyła ręce na jego ramionach i spojrzała na niego.
-Rozmawialiśmy- oznajmił lekko przestraszony.
-O czym?
-O was- odpowiedział- O Radzie.
Odciągnęłam od niego Perrie i kazałam mu stać w miejscu. Kulturalnie powiedziałam mu, że jeśli ruszy się choćby na krok to urwę mu głowę i wypatroszę go.
-Powiedz szczerze- poprosiłam patrząc jej głęboko w oczy- Zahipnotyzowałaś go czy nie?
-Przysięgam na swoje niebijące już serce, że tak!- powiedziała. Zerknęłam ukradkiem na chłopca. Dosłownie stał jak słup soli. Nie ruszył się choćby na milimetr.
Wróciłam wzrokiem do Per.
-Z nim jest coś nie tak- myślałam na głos.
-Wiesz...- zaczęła cicho, aby nas nie usłyszał- Słyszałam o ludziach, którzy są odporni.
-Co?- zdziwiłam się.
-Odporni nie reagują na hipnozę- wyjaśniła- To rzadki przypadek, ale jednak są tacy ludzie.
-Myślisz, że...
-Tak- przerwała mi.
-Możemy to sprawdzić- powiedziałam- Ale nie możesz się wtrącać.
Przytaknęła i wróciłyśmy do niego. Spojrzał na nas zaciekawiony.
-Koleżanka popełniła błąd i nie zrobiła tego co powinna- stwierdziłam, a on spojrzał na nas zdziwiony- Zahipnotyzuje cie teraz i wrócisz do swojego głupiutkiego taty, jasne?
Przytaknął nadal zdziwiony. Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam, że wyszedł z hotelu i się zgubił. Przytaknął i odszedł.
Taa... Bo się drugi raz nabiorę.
Był jakieś pięć metrów od nas, gdy go zawołałam.  
Odwrócił się i patrzył na mnie z pokerową twarzą.
-Udowodnij, że mnie słuchasz- powiedziałam patrząc na niego. Wyjęłam z jakiegoś kosza butelkę po piwie i rozbiłam ją o najbliższą ścianę. Wzięłam największy kawałek szkła i podeszłam do chłopaka.
-Weź to- rozkazałam patrząc mu w oczy- Przetnij sobie dłoń.
Wziął szkło i przejechał najostrzejszą częścią po wewnętrznej części dłoni. Widziałam jego zawahanie i trzęsącą się rękę.
Jakoś mnie nie przekonał.
-Super- "pochwaliłam"- To teraz wbij sobie go w brzuch.
-Oszalałaś?!- krzyknęła.
-Miałaś się nie wtrącać!- stwierdziłam- Masz wbić sobie szkło w brzuch. Dokładnie tu.
Wskazałam palcem na miejsce tuż pod lewym żebrem. Spojrzał na mnie jakby chciał się upewnić, czy na pewno dobrze usłyszał. Przechyliłam lekko głowę w prawą stronę i patrzyłam na jego ruchy.
Jego ręka się trzęsła, ale powoli nakierował szkło w stronę wyznaczonego miejsca. Powolutku zbliżał się do skóry, ale w ostatnim momencie rzucił szkło w moją stronę i uciekł.
Gnojek albo ma cholerne szczęście, albo ma dobrego cela, bo trafił prosto w moje oko!
-Kurwa!- krzyknęłam wyjmując szkło z lewego oka- Łap go do cholery!
Przez długi czas nie mogłam odzyskać wzroku. W końcu się poddałam i, z zamkniętym okiem, dogoniłam ich. Chłopak się szarpał, ale to nie stanowiło żadnego problemu dla Perr.
-Bierzemy go do hotelu- rozkazałam wycierając krew, która nadal ciekła z mojego oka. Co jest do cholery?!
-Co ci się stało?- zdziwiła się.
-Wbił mi szkło w oko!- wrzasnęłam zła- Pewnie mam tam jakiś odłamek...
-Jeśli nie przestaniesz się wyrywać to osobiście cie zjem!- krzyknęła wkurzona. Chłopak w końcu przestał wierzgać, więc ruszyłyśmy w stronę naszego hotelu.
Razem z chłopakiem czekałam przed tylnym wyjściem, a Perrie poszła odebrać kluczyki do pokoju. Po kilku minutach wpuściła nas wejściem dla pracowników i pojechaliśmy windą na trzecie piętro.
Chłopak poszedł do łazienki, aby obmyć ranę, a my myślałyśmy co robić dalej.
-Trzeba go wziąć do Rady, ale co z jego ojcem i bratem?- odezwała się- Powiadomią policje.
-Trzeba ich znaleźć i wyeliminować z gry- stwierdziłam patrząc w lustro. Moje oko jak gdyby nigdy nic, dalej sobie krwawiło.
-Dlaczego to zawsze ja mam największe obrażenia?!- wysyczałam do lustra.
-Nie możemy ich zabić!
-Kto mówi o zabijaniu?- zadrwiłam- Znajdziesz ich i zahipnotyzujesz. Tylko tym razem nie spieprz sprawy.
-Jest odporny, jak miałam go zahipnotyzować?!- oburzyła się.
-Oh... Dobrze wiesz o co mi chodzi- westchnęłam- Po prostu załatw to tak, żeby o nim zapomnieli i po sprawie.
Nastała cisza. Ja grzebałam sobie w oku, a Per poszła porozmawiać z Max'em. Po kilkunastu minutach w końcu wyszli z łazienki.
Dzieciak usiadł na łóżku, a Per ubrała kurtkę.
-Po drodze kup bandaż- poprosiłam.
-Może Rada ci jutro pomoże?- powiedziała nie pewnie.
-Wole poczekać do powrotu- stwierdziłam- Nie ufam tym starym zgredom.
-Jesteś od nich wszystkich starsza- popatrzyła na mnie z politowaniem.
-Idź już- powiedziałam bez emocji i zamknęłam jej drzwi przed nosem. Odwróciłam się i spojrzałam na chłopaka. Patrzył na mnie niepewnie.
-Jak tam ręka?- zapytałam siadając na fotelu.
-Krwawi- oznajmił pokazując dłoń owiniętą kawałkiem ręcznika. Pewnie Perrie mu pomogła.
-Normalnie bym ci pomogła, ale jak to się mówi: oko za oko- zadrwiłam.
-Właśnie, a twoje... oko?- zapytał niepewnie.
-Też krwawi- warknęłam. Chłopak wstał i podszedł do szafki. Patrzyłam dokładnie na jego każdy ruch. Wyciągnął jakiś biały materiał, chyba pościel, i oderwał kawałek. Poszedł do łazienki i wrócił z mokrym materiałem.
-Co robisz?- zapytałam. Każdy jego ruch był dla mnie podejrzany.
-Nic ci nie zrobię- powiedział spokojnie- Nie bój się.
-Nie boje się ciebie- skrzywiłam się- Po prostu mam cie dość. Jeśli coś kombinujesz to wiedz, że tym razem nie będę taka miła. Osobiście odprowadzę cie do piekła...
-Okey. Zrozumiałem- przerwał mi- Weź rękę.
Posłuchałam go i pozwoliłam podejść.
Przetarł mi oko i położył mały kawałek materiału nasiąkniętego chłodną wodą.
Jak ty nisko upadłaś... Pomaga ci jakiś głupi nastolatek!
-I jak?- zapytał niepewnie.
-Trochę lepiej- przyznałam niechętnie.
Chłopak usiadł z powrotem na łóżku, a ja praktycznie leżałam na fotelu. Miałam wrażenie, że ciągle się na mnie gapi!  
-Idź spać- mruknęłam znudzona. Spojrzał na mnie niepewnie, ale zgasił lampkę i położył się do łóżka.
-Będziesz mnie pilnować całą noc?- zaciekawił się.
-Nie potrzebuje snu- oznajmiłam- Więc tak: będę mieć na ciebie oko.
-Dobranoc- powiedział i odwrócił się na drugą stronę. Odburknęłam coś pod nosem i włączyłam telewizor. No co? Jeśli jest zmęczony to pójdzie spać, jeśli nie to trudno. Ja nie zamierzam się nudzić przez całą noc.
Myślałam, że gorzej być nie może, ale jednak... Zostałam jakąś niańką dla dzieci.     

7 komentarzy:

  1. Normalnie aż mnie oko zabolało xDDD
    Coś okropnego xD
    Ja chcę Liii noooo! :D
    Czekam na kolejny rozdział ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :)
    Nie mogę się doczekać rozwinięcia wątku Maxa :D
    Jestem ciekawe co postanowi rada :)
    Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej oko mnie teraz boli XD
    Rozdział świetny jak zawsze :)

    - Kaczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak była mowa o oku aż mną dreszcz wstrząsnął
    Ale rozdział super
    Bardzo mi sie podoba
    Czekam na cd ;)
    ~D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kobieto, nie pisz takich rzeczy, bo mnie zaczęło oko boleć. xd
    Mimo to, jak zwykle udany rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH