20.12.2015

Rozdział 23 "Wszystko i nic"

~Eleanor~

Nie spałam całą noc. Cały czas siedziałam obok Angel, gdyby miała się obudzić. Co prawda Perrie zarzekała się, że z nią zostanie, ale wolałam siedzieć przy niej. Co godzinę czarowałam, aby pomóc An dojść do siebie. Nie mam zbyt dużego doświadczenia, jeśli chodzi o uzdrawianie demonów, więc pomagał mi Grimm. Jej rany powoli się goiły, ale żeby do końca dojść do siebie musiała by się pożywić. Do tego dochodziło złamane skrzydło, a wiem od Michała, że przywrócenie skrzydeł do zdrowia nie jest takie proste. Podobno razem z lekarzem ma wrócić Gabriel. Mam nadzieje, że przyjdą jak najszybciej.
Tak oto razem z Perrie siedzimy w sali i gramy w karty. Niby głupia wojna, ale przynajmniej nam się nie nudzi.
-Jestem prawie pewna, że oszukujesz- stwierdziła patrząc na mnie uważnie. No dobra czasem używałam mocy, ale bez przesady...
-Błagam cie, Per- powiedziałam ziewając. Po chwili usłyszałam dzwonek. Szybko go wyłączyłam i odłożyłam karty, tak aby Perrie nie podglądała.
Podeszłam do Angel i wymówiłam zaklęcie. Chwile później nad jej ciałem pojawiła się niebieska mgiełka, która wsiąkła do jej ran. Zajęło to kilka minut, więc po chwili odwróciłam się, aby wziąć karty, ale Perrie najwidoczniej mnie uprzedziła.
-Ja tylko...- wyszczerzyła się odkładając karty na miejsce.
-Taa... Jasne. Pewnie ich pilnowałaś żeby nie uciekły- zadrwiłam. Usiadłam na miejsce i przetasowałam talie, aby zacząć grę od nowa. Pod koniec rozdania strasznie głośno zaburczało mi w brzuchu.
Perrie spojrzała na mnie i wybuchła śmiechem.
-Poczekaj, zrobię ci śniadanie- uśmiechnęła się. Miałam zaprzeczyć, ale ona tylko powiedziała żebym nie ruszała jej kart i pobiegła do kuchni. Siedziałam chwile w ciszy. Z nudów zaczęłam rozglądać się po sali.
Pomieszczenie wygląda jak każda normalna sala do treningów. Czekoladowe ściany i ciemno brązowe podłogi wyglądają ładnie, niestety niebieskie maty w niektórych częściach sali nie współgrają, ale i tak wygląda ładnie.
Brak okien rekompensuje sześć naprawdę dużych lamp, które są rozmieszczone w rzędach, po trzy. Co jakiś czas można zobaczyć jakieś stare zdjęcia Angel. Sądząc po ich żółtawym kolorze, są naprawdę stare. Piwnica mieści się pod całym domem, więc jest tu naprawdę dużo miejsca. W lewym rogu stoi kilka maszyn do ćwiczeń.
Ciekawa jestem skąd Angel je wzięła...
Mam wrażenie jakby były zabrane w prost z siłowni. W sumie bym się nie zdziwiła. W prawym rogu stoi ogromna szafa na broń, a kilka metrów dalej są manekiny do ćwiczeń. Obok nich wisi ogromne lustro.
Tyle razy tu siedziałam, a jakoś nigdy nie zwracałam uwagi na wystrój sali. Musze zagonić chłopaków do ćwiczeń, bo ostatnio trochę się zapuścili.
Moje rozmyślenia przerwał głos Perrie.
-Chodź do kuchni!
-Już idę!- odkrzyknęłam. Szybko wstałam, co za skutkowało zawrotami głowy. Przytrzymałam się ściany i odczekałam kilka sekund. Poszłam dalej, myśląc, że już mi przeszło. Gdy wchodziłam po schodach zawroty głowy powróciły, a przed oczami zobaczyłam ciemność.
-Per...- powiedziałam to bardzo cicho, ale byłam pewna, że to usłyszy. W końcu jest wampirem. Moje oczy same się zamknęły, a ostatnie co pamiętam to podłoga na dole schodów.

~*~

Opanowała mnie ciemność. Jakieś głosy docierały do mnie jak przez mgłę. Chciałam się podnieść, ale czyjaś dłoń mnie powstrzymała.
-Nie wstawaj- usłyszałam. Otworzyłam oczy i od razu je zamknęłam. Oślepiło mnie światło, więc przetarłam oczy. Ktoś pomógł mi wstać i dopiero wtedy poczułam, że siedzę na czymś miękkim. Co ja robię na kanapie?
-Wypij- usłyszałam zachrypnięty głos. Chwile później Louis podał mi szklankę.
-Co się stało?- wychrypiałam wypijając wodę.
-Zemdlałaś i spadłaś ze schodów- wyjaśniła Per, podając mi talerz kanapek.
-Kiedy ostatnio jadłaś?- dopytał się Lou. Chwile się zamyśliłam.
-Chyba wczoraj po południu- wymamrotałam. W dodatku nie dokończyłam wtedy obiadu...
-Od dawna nic nie jadłaś i nie spałaś całą noc- wyjaśniła- Do tego dużo czarowałaś, co ci nie pomogło. Najzwyczajniej w świecie miałaś prawo odpłynąć.
Przytaknęłam i wzięłam się za kanapki. Przez chwile na mnie patrzyli jakbym znowu miała zemdleć, ale po kilku minutach dali sobie spokój. Na zegarku wybiła godzina siódma, a na dworze wciąż było ciemno. Najprawdopodobniej będzie padać.
Nie lubię takiej pogody, przytłacza mnie. Już jesień, więc muszę się przyzwyczaić.
-Witaj.
Przestraszona wzdrygnęłam się, po czym spojrzałam w bok. Tuż obok mnie pojawił się Grimm. W łapkach trzymał jakąś fiolkę.
-Cześć- wymamrotałam przecierając oczy.
-Wypij to. Pomoże ci- oznajmił podając mi fiolkę.
-Co to?
-Nie ufasz mi, pani? Nie chce twojej krzywdy- powiedział urażony.
-Nie, ja przepraszam! Po prostu... To była ciężka noc...
-Dlatego przybyłem- powiedział dumnie- Ten napój pomoże ci odzyskać siły. Możesz czuć się trochę senna, ale to nic złego.
-Dzięki- uśmiechnęłam się i wypiłam zawartość fiolki. Napój był gorzki, więc od razu popiłam wodą. Ale jeśli ten okropny smak ma mi pomóc...
-Prześpij się. To ci pomoże- stwierdził. Chwile później przykrył mnie kocem. Mam wrażenie, że nie odszedł ode mnie dopóki nie zasnęłam.
  


~Perrie~

Siedzieliśmy z Lous'em w kuchni i jedliśmy śniadanie. A właściwie to on jadł, a ja piłam. W salonie była kompletna cisza. Jedyne co słyszałam to umiarkowany oddech El i mruczenie kota. Eleanor spała, a Grimm ją pilnował.
Po jakimś czasie dołączył do nas Michał.
Wziął jabłko i wyszedł na zewnątrz. Chyba poleciał na dach bo coś mi mignęło za oknem. No cóż...
-Nad czym tak myślisz?- usłyszałam. Szybko odwróciłam się w stronę Louisa.
-W sumie to nie wiem- wzruszyłam ramionami.
-Nie kłam- powiedział twardo- Chodzi o Rade?
Gdy wypowiedział ostatnie słowo, od razu się spięłam. Trafił w dziesiątkę.
-Może...- wymamrotałam spuszczając głowę.
-Miałyście tam jechać dzisiaj, tak?
-Niby tak, ale Angel nadal jest nieprzytomna, więc może...
-Nie myśl nad ucieczką- oznajmił- Jeśli nie pojedziecie dziś, to jutro. Musicie to załatwić.
-Wiem.
-Nie stresuj się tak. Angel wszystko załatwi- stwierdził przekonany i podszedł do mnie. Przytulił mnie, czym naprawdę mi pomógł.
-Ooo...! Wszystko powiem El!- usłyszeliśmy śmiech. Odsunęliśmy się od siebie i zobaczyliśmy Nialla. Za nim stali Harry z Nicol.
-Jakby jeszcze było co powiedzieć- zadrwił Lou.
-Co dzisiaj na śniadanie?- zapytał zaciekawiony blondyn.
-Śniadanie pod tytułem "Zrób to sam"- oświadczyłam kończąc RH-.
-Co?- powiedział smutno- An zawsze robiła śniadanie...
-Leży nieprzytomna w piwnicy, więc musisz sobie sam poradzić.
-Jak to nieprzytomna? Co się stało?- zaniepokoiła się Nicol.
-Wczoraj wróciła w niezbyt dobrym stanie...- próbowałam wyjaśnić. Chwile później Nicol pobiegła do sali treningowej, a za nią Harry. Jakby za sprawą magicznej różdżki, do kuchni zeszła się cała reszta. Mattew i Alard od razu ruszyli do piwnicy, Zayn i Liam marudzili na ból głowy, a Alex oglądała coś na telefonie. Chłopakom od razu dałam tabletki, a chwile później wróciło rodzeństwo.
-A co się stało z El?- zapytał Harry.
-Zemdlała- oznajmił Lou- Nie spała całą noc, a nad ranem spadła ze schodów.
-Co?!- krzyknęli wszyscy.
-Spokojnie nic jej się nie stało- uspokoiłam ich.
-Ładnie dbasz o dziewczynę- zadrwił Liam.
-Ty się lepiej zamknij, zanim ja zacznę ci wypominać błędy- bronił się Louis, po czym walnął Liama w rękę, aby nie zabrał mu kanapek. Ten natomiast wrzasnął, jakby co najmniej tą rękę mu odciął.
-Ledwo cie dotknąłem!- podniósł ręce w geście obronnym.
-Od wczoraj mnie strasznie boli...- wyjąkał masując obolałe miejsce. Gdy zobaczyłam jego czerwoną, opuchniętą rękę, aż walnęłam się w czoło.
Boże... Z kim ja się zadaje...
-Masz złamaną rękę, kretynie!
-Co?- zdziwił się, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Złamałeś sobie wczoraj rękę- powtórzyłam.
-Nigdy nie miałem złamanej ręki- przyznał się- Fajnie!
-Co?- teraz to ja się zdziwiłam.
-Nowe przeżycie- stwierdził- Chociaż trochę boli...
-Jesteś powalony- oznajmił Zayn.
-To kto mnie zawiezie do szpitala?- zapytał z miną zbitego pieska. Na ochotnika zgłosił się Louis. Od razu poszli się ubrać, i już mieli wyjść z domu, ale ich zatrzymałam.
-Ale co powiesz lekarzowi?- zdziwiłam się. Liam spojrzał na Louisa i poklepał go po ramieniu.
-Przykro mi kolego, ale wczoraj się pobiliśmy- stwierdził i wyszedł z domu, zostawiając zdziwionego Louisa.
-Co? Ale przecież...!- wybiegł za nim z krzykiem. Ja tylko ze śmiechem zamknęłam drzwi i wróciłam do kuchni. Uwielbiam tych głupków.
Po jakiś trzydziestu minutach wygłupów, usłyszałam jęki.
-Nicol, może przejdziecie się dzisiaj do kina?- zapytałam głośno, aby mnie usłyszała.
-No nie wiem...- wymamrotała.
-Dam wam pieniądze i przejdziecie się z Alex- powiedziałam dobitnie. Głową wskazałam w stronę salonu. Co prawda załapała dopiero po kilkunastu naprawdę długich sekundach, ale się udało.
Wyrzuciłam je w końcu z domu i ruszyłam do piwnicy.
Angel próbowała wstać, ale coś jej nie wychodziło.
-Nie ruszaj się- nakazałam kucając obok niej. Spojrzała na mnie zdziwiona, po czym upadła na podłogę z jękiem.
-Zaprowadź mnie do El- poprosiła i znowu chciała wstać.
-Pogięło cie?! Czego nie rozumiesz w zdaniu "nie ruszaj się"?!- krzyknęłam zła- Eleonor śpi. Miała mały wypadek w nocy.
-Co się stało?
-Nie jadła, nie spała, zemdlała  i spadła ze schodów- wyliczyłam wszystko na palcach, mając nadzieje, że mnie zrozumie. Naprawdę nie chcę mi się znowu tłumaczyć co się stało.
-Oh... Okey- wymamrotała, po czym znowu zaczęła jęczeć:- Cholera jasna... Plecy mnie bolą...
-Masz złamane skrzydło- wyjaśniłam i pomogłam jej usiąść. Chwile później, kulejąc na prawą nogę, podeszła do lustra. Rozłożyła skrzydła i aż sama się wzdrygnęłam. Jej lewe skrzydło było nienaturalnie wykrzywione i nadal ciekła z niego krew. Jej czarne pióra były sklejone, a pod światło można było dostrzec szkarłatne plamy.


-Co się wczoraj stało?- zapytałam- Mogłaś odlecieć...
-Nie mogłam- westchnęła dotykając swojej rany na twarzy. Wyglądała jak zombi, gdy połowa jej twarzy była zdarta ze skóry.
-Wbito mi nóż w skrzydło, a co się z tym równa - nie mogłam latać- wyjaśniła.
-Ale gdzie ty byłaś? I co ci się stało? Michał cie wszędzie szukał!
-Noo... Spadłam z dachu i... Próbowałam polecieć, ale po kilkunastu metrach runęłam w dół. Przejechałam twarzą po asfalcie i złamałam skrzydło- oznajmiła oceniając swój stan w odbiciu lustra.
-Jak wróciłaś?
-Po kilku minutach odzyskałam przytomność i ukryłam się w jakimś budynku- oznajmiła- Bałam się, że wampiry będą na mnie jeszcze polować, więc wróciłam przez las.
Podświadomie czułam, że coś przede mną ukrywa, ale nie miałam zamiaru teraz o to pytać.
-Zaraz przyjdę. Nie ruszaj się stąd, jasne?- zapytałam, na co przytaknęła, nadal obserwując się w lustrze. Musze znaleźć Michała i dowiedzieć się kiedy w końcu zjawi się Gabriel z lekarzem. Ostatnio chyba był na dachu, więc tam pójdę najpierw.
Nie za bardzo wiedziałam jak wejść na dach, więc po prostu wyszłam na zewnątrz i okrążyłam dom dopóki go nie znalazłam. To co tam zobaczyłam...
Po prostu nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.
-Ty idioto!- wrzasnęłam zła, a cztery pary oczu spojrzały w moją stronę- Może wam jeszcze podać kawę i ciasteczka?!
-Perrie!- uśmiechnął się Gabriel.
-Nie odzywaj się do mnie!- odkrzyknęłam grożąc mu palcem- Angel ledwo może się podnieść, a wy urządzacie sobie pogawędkę?!
-Obudziła się?- Michał od razu wstał.
-Nie. Przyszłam tu tak dla jaj- zadrwiłam- Jasne, że sie obudziła, kretynie!
Cała czwórka szybko wstała i sfrunęła z dachu. Gabriel od razu mnie przytulił i ruszyliśmy do domu. Za nami szli doktor i jakiś chłopak.
Możliwe, że był w moim wieku. Tylko po co on tu jest?
Zaprowadziłam ich do piwnicy. Angel siedziała pod ścianą i mamrotała coś do siebie.
-Dość długo cie nie było- stwierdziła podnosząc głowę. Gdy zobaczyła chłopaka od razu zakryła sie swoim zdrowym skrzydłem.
-Wyjdź stąd- poprosiła. Chłopak do niej podszedł i odsłonił lekko skrzydło.
-Zostaw, prosze...- wymamrotała- Proszę...
-Ale...
-Perrie, weź go stąd- poprosiła. Podeszłam do chłopaka i, dosłownie, wyniosłam go z sali. Oni sie nią dobrze zajmą.
Poszliśmy do kuchni, gdzie Louis robił śniadanie. Chyba naprawdę musieli go męczyć skoro robi gofry. Usiadłam przy stole i spojrzałam wymownie na naszego gościa.
-Jesteś głodny?- zapytałam. Louis nie czekał na odpowiedz, tylko od razu nałożył mi dwa gofry. Napakował mu śmietany i kawałków czekolady, po czym odszedł do gofrownicy.
-Kto to jest?- nachylił sie do mnie Niall. Spojrzałam na niego zdziwiona.
Właśnie. Kto to jest?
-Kim ty jesteś?- palnęłam.
-Jestem aniołem stróżem- oznajmił- Na imię mi Dimitri.
Nagle Zayn zadławił sie, po czym wypluł kawę, którą pił i spojrzał na niego zszokowany.
-Jak to możliwe, że żyjesz?- zapytał wycierając sie.
-Po kilkunastu latach, Gabriel wziął mnie pod swoje skrzydła- wyjaśnił z uśmiechem.
-Czekajcie...! O co tu chodzi? Ty go znasz?- zdziwił sie Niall.
-Nie znam osobiście- wyjaśnił nadal zdziwiony mulat- Angel mi o nim opowiadała.
-Nadal nie ogarniam- stwierdził Louis.
-Angel to moja matka- powiedział Dimitri. Chwile później usłyszeliśmy wrzask An. Zayn i Harry wymienili kilka zdań i wrócili wzrokiem do nas.
-Rozumiem, że nie mówiła wam o mnie?- powiedział spokojnie, ale ja zobaczyłam smutek w jego oczach- W sumie sie nie dziwie. Nie ma czym sie chwalić...
-Mówiła mi o tobie- powtórzył Zayn- Mówiła jak... zginąłeś.
-Przecież wy ze sobą prawie nie rozmawiacie- zauważył Harry.
-Czasem nas natchnie- zadrwił i wrócił wzrokiem do Dimitria- Nie opowiada o tym bo sie wstydzi...
-Własnego syna?- zdziwiłam sie.
-Nie. Wstydzi sie tego, że nie udało jej sie go uratować- powiedział do niego- Zemściła sie na nim. Spaliła go żywcem.
-Nie powinna...
-Postąpiłbym tak samo- powiedział twardo.
-Ale to nadal był mój ojciec- oznajmi poddenerwowany. Tak o to zamknął sie temat, którego większość z nas nie rozumiała. Zacznijmy od tego, że do niektórych jeszcze nie dotarło, że syn Angel je z nami śniadanie...
Po kilkudziesięciu minutach, dość ożywionej rozmowy, usłyszeliśmy głosy. Do kuchni wszedł Gabriel, Michał i lekarz. Chwile później dołączyła Angel. Miała złożone skrzydła, a lewe było całe zabandażowane.  Dimitri od razu wstał.
-Matko?
An nawet sie nie zastanowiła, od razu do niego podbiegła. Chłopak przytulił ją i okręcił w okół własnej osi.
-Udało ci sie- wyszeptała kładąc dłoń na jego policzku. Chwile później znowu wtuliła sie w jego klatkę piersiową.
-Obiecałem.
An wytarła kilka łez i spojrzała mu w oczy.
-To nie fair. Mój syn jest ode mnie wyższy- zaśmiała sie pociągając nosem. Przez pewien czas panowała cisza, którą przerwał Zayn.
-Jeśli można spytać... Co sie stało, że tak krzyczałaś?
-Bandażowali mi skrzydło. Uwierz mi. To nie jest miłe.
Harry nagle wstał i krzyknął szczęśliwy.
-Wygrałem! Oddaj moją kasę!- ucieszył sie. Zayn załamany oddał mu pieniądze, a do mnie dotarło co oni zrobili. Oni sie założyli, dlaczego An krzyczała.
-Jesteście idiotami- stwierdziłam.
-Przepraszam, że przerywam, ale musimy porozmawiać- odezwał sie Gabriel.
-Tak, jasne- powiedziała, po czym spojrzała w moją stronę- Spakuj sie. O piętnastej mamy samolot.
-Co?!- zszokowana prawie spadłam z krzesła. Na szczęście Niall temu zapobiegł.
-Ty myślisz, że głupi wypadek mnie powstrzyma?- zadrwiła- Poza tym już zapłaciłam za bilety. Nie mam zamiaru stracić kasy...
Chwile później poszła na piętro razem z Michałem i Gabrielem.

~Angel~

-Dobra. To teraz wytłumaczcie mi: co wy robicie?!- warknął Gabriel, gdy razem z Michałem usiadłam na łóżku w moim pokoju. Wyglądaliśmy jak dzieci, które coś przeskrobały. W sumie... Tak właśnie było.
-Nie rozumiem...- przyznałam sie.
-Oh... Daj spokój! Michał powiedział mi co sie stało!- oburzył sie.
-Kapuś- wymamrotałam.
-Nie! Wy chyba nie zdajecie sobie sprawy co robicie!- powiedział- Związek między demonem, a aniołem jest niedopuszczalny! Już kiedyś coś takiego sie stało! To właśnie dlatego teraz sie kaleczycie dotykiem!
-Czekaj. Ranimy sie tylko dlatego, że ktoś już kiedyś to zrobił?- zdziwiłam sie.
-Tak!
-To głupie- stwierdziłam.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Nie możecie tego ciągnąć dalej!- zdenerwował sie. My natomiast nic nie powiedzieliśmy. Bo co mieliśmy powiedzieć? "Przepraszamy, że sie całowaliśmy"? Taa... I co jeszcze...
-Mogę porozmawiać z An? W cztery oczy?- zapytał Gabriel. Michał spojrzał na mnie i przytaknął. Chwile później zostaliśmy we dwoje. Blondyn westchnął i usiadł obok mnie.
-Ty nie rozumiesz...- stwierdził- Wiem, że Liam z tobą zerwał. Wiem, że czujesz sie źle, ale nie wkręcaj w to Michała. Nie zrozum mnie źle. Jesteś dla mnie jak siostra i naprawdę bym tego nie chciał, ale jeśli już musisz skakać z kwiatka na kwiatek, to nie z Michałem.
-Czyli co? Znowu jestem ta zła?- zadrwiłam spuszczając głowę.
-Nie, Angel. Rozumiem, że po zerwaniu szukasz pocieszenia, ale nie z Michałem. Nie z aniołami- westchnął patrząc na mnie- Zrozum, że to mu zaszkodzi. Najpierw będziecie sie ranić dotykiem, a później jego skrzydła zmienią kolor, o ile już sie to nie zaczęło. Każde piórko będzie czarne, a następnie zabiorą go na sąd. Strącą go, tak jak ciebie.
-Co ja mam zrobić?- zapytałam patrząc mu w oczy.
-Musisz to zakończyć- powiedział twardo- Zauroczył sie. Wiem, że będzie ci trudno, bo w jakiś sposób go lubisz, ale tak trzeba.
Ja tylko przytaknęłam. Gabriel wyszedł, a ja podjęłam ostateczną decyzje. Razem z Perrie wyjeżdżamy stąd jak najszybciej.
Szybko wyjęłam torbę spod łóżka i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.
Jest godzina jedenasta, więc najwyżej troche poczekamy na lotnisku. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Poszłam do pokoju Per, a raczej Zayna. Odkąd sie rozstali, dzielą tylko szafę. Zresztą Perrie i tak nie śpi, więc to żaden problem.
-Spakowana?- zapytałam wchodząc do środka. Blondynka siedziała na łóżku, zacięcie nad czymś myśląc.
-Już jedziemy?- zdziwiła sie- Jest jeszcze dużo czasu...
-Tak, ale nasze plany troszeczkę sie zmieniły- wyjaśniłam. Wróciłam do pokoju, wzięłam walizkę i zeszłam do salonu. Chciałam jeszcze porozmawiać z El, ale nadal spała. Nie chciałam jej budzić, więc poszłam do kuchni. Wszyscy rozmawiali, tak jak zawsze.
-Dim- odezwałam sie w końcu- Musze na troche wyjechać.
-Przecież...
-Naprawdę muszę- powiedziałam- Jeśli chcesz to zostań, ale nie gwarantuje, że to dobry pomysł.
-Wrócę z Gabrielem. Musimy załatwić jeszcze kilka spraw- wyjaśnił smutno, a ja go przytuliłam.
-Przyznaj, że nie chcesz z nimi przebywać- wyszeptałam mu do ucha. Ten sie zaśmiał i wzruszył ramionami.
-To my lecimy- pomachałam wszystkim. Chwile później dołączyła do mnie Perrie. Widziałam wzrok Gabriela, którego starałam sie unikać.
Nie uda ci sie to. Nie złamiesz mnie.
Perrie ze wszystkimi sie pożegnała, a ja 'zniknęłam' moje skrzydła i założyłam płaszcz, po czym wyszłyśmy. Od razu zrobiło mi sie lepiej. Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy. Oby jak najdalej stąd.
-Dobra. Teraz jesteśmy same- odezwała sie Per- Powiedz prawdę.
-Jaką prawdę?
-Jak sie tu dostałaś? Nie wróciłaś sama, prawda?- założyła ręce w koszyczek, wyczekując odpowiedzi.
-Nie... Nie sama- westchnęłam, a ona spojrzała na mnie zwycięsko- Na wieży ktoś mi pomógł...
-Kto?- zdziwiła sie.
-Może to ci sie wydawać naprawdę dziwne, ale... widziałam go- powiedziałam pewnie- Widziałam Willa. On żyje. Pomógł mi.
-Bardzo śmieszne!- wybuchła śmiechem. Zatrzymałam auto na środku ulicy i spojrzałam na nią pewnie.
-Naprawdę go widziałam. Poznałabym go wszędzie!
-On nie żyje, An. Pojechał do Rady i został skazany na śmierć- powiedziała pewnie, po czym posmutniała- Ja też tak skończę...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Oto powróciłam z rozdziałem! :D
Mam nadzieje, że sie nie obraziliście :(
Ale tak jak wyjaśniłam w poprzedniej notce, po prostu nie miałam czasu :/
Mam nadzieje, że rozdział nie wyszedł tak źle, jak myślę...
Hm... Ocena należy do Was! :)

Kurcze... Ostatnio czytałam pewne opowiadanie. Było genialne, miało dwie części.... Ale kiedyś musiało sie skończyć, nie?
I mi sie tak smutno zrobiło, bo pomyślałam o końcu tego opowiadania... :/
Tak sie przywiązałam do moich bohaterów, do opowiadania i do Was...
Co prawda jeszcze długo sie mnie nie pozbędziecie, bo 2 cześć sie jeszcze nie skończyła, a potem (Jeśli to Wy będziecie chcieli. Chcecie? ) to będzie też część 3 i 4 (Chociaż 3 i 4 to tak jakby jedna, ale podzielona na dwie części xD)
Nie wiem, ale jakoś sobie nie wyobrażam żebym miała przestać pisać... :/

No ale, nic. Końca jeszcze nie ma, więc widzimy sie przy następnym? :)

Ps. W tym tygodniu postaram sie napisać dodatek świąteczny, a potem kolejne wyzwanie z Kreatywnego Spojrzenia ;)

Ps2. Nowy bohater czeka w zakładce "Bohaterzy"


9 komentarzy:

  1. Fantastyczny <3
    Wesołych Świąt! ♥
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne ♡♡♡ Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy Angel przytuliła Dimitriego :'))
    Czekam z niecierpliwością na rozdział, dodatek świąteczny i wyzwanie z Kreatywnego Spojrzenia :D ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczne ♡♡♡ Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy Angel przytuliła Dimitriego :'))
    Czekam z niecierpliwością na rozdział, dodatek świąteczny i wyzwanie z Kreatywnego Spojrzenia :D ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba
    Ale czy wytlumaczylby mi ktoś kto to Will?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Will to skrót od Williama.
      Stary znajomy Angel, zwerbował Sophi i jej ojczyma do wojny między wampirami, a Łowcami :)

      Usuń
  5. Jejku, sama nie wiem, co o tym sądzić. Najpierw zemdlenie El, później przybycie Dimitriego, następnie nakaz Gabriela, a na koniec bolesne wyznanie Perrie. Do tego nareszcie wspomniałaś o Willu! :D Chociaż we wcześniejszej części nie był zbyt przyjazny... Może tym razem trochę się poprawi? xd
    No i... Wesołych Świąt (chociaż pewnie jeszcze w tym tygodniu kilka razy to ode mnie usłyszysz)! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest po północy, a ja właśnie skończyłam nadrabianie Twojego bloga i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem! Zakochałam się w postaci jaką jest Angel! Ogólnie moment z Angel i Dimitrim w tym rozdziale był piękny i genialnie napisany! Poza tym wspomnienie o Willu sugeruje, że w najbliższych rozdziałach będzie się sporo działo :3

    Przy okazji życzę Ci wesołych świąt i weny!

    Czekam na kolejny rozdział i przy okazji zapraszam do czytania mojego nietypowego fanfiction, w którym bohaterem (nie do końca zwykłym) jest Harry: until-dawn-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH