09.11.2015

Rozdział 21 "Oczy"

~Angel~

Leciałam nad miastem, nie zważając na to czy ktokolwiek mnie zobaczy. W parku od razu zauważyłam kundla, więc podleciałam do niego.
-Gdzie oni są?- zapytałam lądując tuż za nim. Podskoczył przestraszony i zdenerwowany wzruszył ramionami.
-Nic nam nie mówili. Po prostu powiedzieli, że masz przyjść- powiedział szybko.
-Zadzwoń do reszty. Niech tu przyjdą- rozkazałam- Jeśli ktoś na mnie poluje to znaczy, że was też może porwać.
Zayn szybko wyjął telefon i wysłał wszystkim wiadomość. Wampiry dzwoniły do Louisa, czyli będą znowu do niego wydzwaniać.
Wszyscy w miarę szybko przybiegli.
-Jak to się stało?- zapytałam opanowana. Na twarzy miałam maskę bez emocji, ale w środku wszystko we mnie buzowało. Miałam ochotę krzyczeć, płakać i rozwalić wszystko co stanie na mojej drodze. Miałam ochotę wydrzeć się na nich, za ich nieodpowiedzialność i głupotę.
-Siedzieliśmy w klubie i piliśmy. Liam i Perrie wyszli, a kilka minut później zadzwonił ten wampir- wyjaśnił zestresowany Niall.
-Jak mogliście być tak...?!- nie dokończyłam bo przerwał mi dzwonek telefonu. Louis szybko odebrał.
-Halo?- zapytał opanowany- Nic im nie róbcie, jest tu! Już ją daje!
Lou szybko podał mi telefon.
-Czego?!
-Dlaczego od razu takim tonem panno Fallen?- usłyszałam drwiący głos- Na twoim miejscu byłbym trochę milszy, zważając na twoją sytuacje.
-Weź nie pierdol i mów czego chcesz- warknęłam zła. Usłyszałam głośny śmiech.
-Hm... Głównie chce twojej śmierci, ale dodatkowe ofiary, bliskie twemu sercu, też mogą być- powiedział obojętnie.
-Jak cie...!
-Oj, dajmy sobie spokój z tymi życzliwościami- westchnął- Czekam na wieży zegarowej.
Rozłączył się, a ja wpatrywałam się w przestrzeń przede mną. Oddałam Louis'owi telefon i odleciałam. Słyszałam jeszcze jak Zayn im wszystko tłumaczy i przyśpieszyłam.
Eh... Ten jego głupi super słuch.
Gdy byłam już blisko wieży, zobaczyłam że na jej szczycie jest kilka osób. Dwie klęczały, a reszta pilnowała ich, jakby za chwile mieli skoczyć, aby tylko uciec. Z gracją wylądowałam na przeciwko nich. Spojrzałam na Liama i Per, po czym rozglądnęłam się dookoła. Chciałam wiedzieć z kim mam do czynienia.
Obok Per stali trzej faceci, a przy Liam'ie tylko jeden, ale dość muskularny, jeśli mam być szczera. Na przeciwko, tyłem do mnie, stał jakiś facet, a za mną dwie kobiety. Wszyscy byli tak elegancko ubrani.
Czułam się jakbym mieszkała pod mostem.
Kobiety miały na sobie sukienki, a mężczyźni ubrani byli w garnitury. Miałam wrażenie jakby dopiero wyszli z jakiegoś bankietu.
-Witam- powiedział odwracając się do mnie przodem- Miło w końcu poznać wytresowaną ulubienice Lucyfera...
-Czego chcesz?- warknęłam nie zwracając uwagi na jego komentarze. Ale żeby ulubienica? Gość stanowczo przesadził...
-Hm... Zemsty. Jak każdy, chcę zemsty- wzruszył ramionami jakby to co powiedział było tak oczywiste. Jasne. Każdy chce się za coś zemścić, ale za co, do cholery?!
-Co znowu zrobiłam?- jęknęłam krzywiąc się. Nosz kurde, nie wiem!
Mężczyzna zaśmiał się cicho, widząc moją reakcje.
-Naprawdę nie wiesz?- wysyczał przez zęby. Ja tylko pokręciłam przecząco głową. Chyba już ustaliliśmy tą kwestie wcześniej.
-Zabiłaś nasze siostry!- krzyknęła jakaś blondynka za mną.
-Uspokój się, Lilly- odezwała się druga, po czym podeszła do mężczyzny- Zabiłaś nasz dwie córki.
-Były jeszcze takie młode- do rozmowy dołączył się jeden z mężczyzn, który przytrzymywał Per. Ah... Już rozumiem. Dwójka stojąca przede mną to małżeństwo, a reszta ich miłej brygady to ich dzieci. I wszystko jasne!
Problem polega na tym, że nadal nie wiem o kogo chodzi...
-Jakieś znaki szczególne?- zapytałam drapiąc się po karku. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni. No co?
-Były bliźniaczkami. Miały blond włosy!- warknął kolejny ochroniarz Perrie.
-Eh... Coś mi dzwoni, ale nie do końca wiem w którym kościele...- oznajmiłam. Dwie blondynki, dwie blondynki...
-Chwila! Który to był rok?- zapytałam nagle.
-Tysiąc osiemset osiemdziesiąty dziewiąty- powiedział ktoś zirytowanym głosem, a ja się zamyśliłam.
-Tak około metr sześćdziesiąt wzrostu i brązowe oczy?- zapytałam, a oni przytaknęli- Nie kojarzę.
-Przed chwilą je opisałaś!- wrzasnęła nijaka Lilly.
-Oj, tam... Droczę się z tobą, blondi- machnęłam ręką. Gra na czas, gra na czas... Może reszta ruszy swoje szacowne tyłki i przyjdzie mi pomóc?
Nie powiem, że nie, ale moce Eleanor by się przydały. Ich jest siódemka, a ja tylko jedna. Zresztą mam niedysponowaną prawą rękę.
Będę przedłużać tak długo, jak tylko się da.
-Jesteś...
-Tak, wiem. Jestem mordercą, potworem, i w ogóle jestem chora psychicznie- przerwałam wzruszając ramionami- W sumie... Przyzwyczaiłam się.
-Dość tego!- warknęła Lilly i wbiła mi sztylet w lewe skrzydło. Krzyknęłam zaskoczona.
-Ty mała suko...!- wrzasnęłam uderzając ją z pięści w twarz. Dziewczyna w odpowiedzi rzuciła się na mnie, a ja odepchnęłam ją na bok. Pech chciał, że zleciała z wieży. Gdyby nie fakt, że nabiła się na gałęzie jakiegoś drzewa to może by przeżyła.
Starłam stróżkę krwi z policzka, a rana którą zostawiła po sobie, zapiekła mnie przy dotyku.
Odwróciłam się do reszty i splunęłam krwią.
-Teraz pamiętam. Luna i Diana- zadrwiłam z szerokim uśmiechem- Obie tak tchórzliwe i żałosne, jak Lilly.
-Jak śmiesz?!- wrzasnęła kobieta i podbiegła do mnie. Uderzyła mnie, po czym wbiła swoje pazury w moją szczękę.
-Jak śmiesz zabijać ją na naszych oczach i oczerniać?!
-Wiesz co było najlepsze? Gdy jadłam ich serca- zaśmiałam się jak psychopatka- Takie przepełnione energią...
-Jesteś...!
Nie dokończyła bo szybko wyciągnęłam przed siebie lewą rękę, tym samym przebijając skórę i łamiąc jej żebra.
-Miały taki sam wyraz twarzy... Błagały mnie o życie- wyszeptałam jej do ucha i lekko ścisnęłam jej serce- Płakały. Prosiły o pomoc, ale nikt nie przyszedł. Wtedy zaczęłam je torturować...
Kobieta upadła, a jej serce leżało na mojej dłoni. Moje usta wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu.
-Chyba dała ci swoje serce w czasie ślubu, więc oddaje zgubę- powiedziałam i rzuciłam je w stronę mężczyzny. W jego oczach zauważyłam łzy. Ten widok tak cholernie cieszył moje serce...
Mężczyzna stojący przy Liam'ie, rzucił się w moją stronę. Upadliśmy i chwile się szamotaliśmy. Przeturlaliśmy się nad skraj wieży. Niestety, ale przegrywałam. Siedział na mnie, a moja głowa swobodnie zwisała z wieży. Wbijał mi swoje kciuki w szyje, próbując mi odciąć dopływ tlenu.
Nie mogłam do tego dopuścić. Jeślibym zemdlała, nie wiadomo co by zrobili.
Chwyciłam go za ręce i próbowałam odciągnąć od siebie. Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że ktoś w kapturze stoi na dole i patrzy na moje poczynania. Nie obchodziło mnie to teraz. Wróciłam wzrokiem na twarz mojego przeciwnika. Cieszył go fakt, że nie wiem co robić.
Puściłam jego ręce i spojrzałam na niego. Szybko złapałam jego twarz i nakierowałam kciuki na jego oczy. Przycisnęłam je lekko, ale nie puścił.
Dobra. Tak chcesz się bawić?!
Docisnęłam kciuki tak mocno jak umiałam. Gałki oczne zniknęły gdzieś w jego czaszce, tak jak moje kciuki. Usłyszałam krzyki. Mój i jego.
Moja prawa dłoń strasznie zaczęła mnie boleć, ale po chwili przestała. Poczułam, że jego dłonie zniknęły, więc szybko zepchnęłam go za siebie. Poleciał kilkanaście pięter w dół. Spojrzałam tam, a jakiś człowiek szybko wyrwał mu serce, aby mieć pewność, że umarł.
Kto to jest do cholery?!
Nie patrzyłam na niego długo, bo dostałam solidnego kopniaka w brzuch. Jeden z ochroniarzy Perrie nie wytrzymał i skopał mnie. Ledwo sięgnęłam do swojego skrzydła, aby wyciągnąć sztylet, który wbiła Lilly, i rzuciłam nim w napastnika. Trafił prosto w szyje. Szybko wstałam i wyrwałam mu serce. Lepiej od razu pozbyć się przeciwnika, niż się z nim cackać. Trzeba to załatwić, raz a porządnie.
Pozostała dwójka chwyciła mnie za ręce i rzuciła mną. Przytrzymali mnie, tak abym nie mogła wstać, i pociągnęli mnie za włosy, żebym patrzyła prosto na ich ojca.
-Będziesz cierpiała, tak jak my- warknął i podszedł do Liama.
-Zostaw go!- wysapałam zła. Uniósł jego nieprzytomne ciało i podszedł do krawędzi wieży.
-Puść go!- wrzasnęłam, próbując się wyszarpać.
-Skoro prosisz- uśmiechnął się niewinnie i puścił go. Wrzasnęłam przestraszona, ale nic nie mogłam zrobić. Nagle obok mnie ktoś przebiegł. W ostatniej chwili złapał Liama i odłożył go na bok. W pierwszej chwili myślałam, że to ktoś z Łowców. Zayn albo Louis.
Ale to był ten facet, który stał pod wieżą.
Odwrócił się w moją stronę, ale nie zobaczyłam jego twarzy, bo kaptur mi to uniemożliwiał. Ich ojciec rzucił się na niego, przez co upadł. Starałam się wyrwać, ale jedyne co mi się udało to dostać kilka porządnych ciosów w twarz. Jeden z nich odszedł, aby pomóc ojcu, który przegrywał. To był jego błąd.
Czy oni myśleli, że jak mnie pobiją, to się poddam? Chyba w ich snach!
Szybko wstałam i jednym, szybkim ruchem oderwałam mu głowę. Jego brat wrócił się do mnie. Zamachnęłam się, aby go uderzyć, ale złapał moją dłoń. Niestety zapomniałam, że moja prawa ręka jest spalona. Ledwo jej dotknął, a ja już poczułam ból. Zauważył to i ścisnął ją tak mocno, jak tylko umiał. Wrzasnęłam i upadłam na kolana. W moich oczach pojawiły się łzy, gdy wbił palce w zakrwawioną koszulkę, która imitowała bandaż.
-Och, przepraszam... Bolało?- zapytał niewinnie, po czym wyjął nóż zza pasa i wbił mi go w dłoń. Łzy bólu spływały swobodnie po moich policzkach, a ból przeszywał całe moje ciało. Miałam wrażenie, że za chwile odpłynę w ciemność. W pewnej chwili wyjął nóż, złapał mnie za włosy i pociągnął w stronę krawędzi. Chwycił mnie za rękę i wystawił mnie za krawędź budynku. Mój krzyk wypełnił nocną cisze. Nie dlatego, że mogłam spaść kilkanaście pięter w dół. Krzyczałam przez ból, który sprawiał mi facet, miażdżąc moją dłoń.
Na przeciwko mnie wisiał Liam, trzymany przez ich, cholernego, ojca. Pomiędzy nimi stał tajemniczy mężczyzna.
-Masz wybór- usłyszałam, więc podniosłam wzrok- Uratuj dziewczynę albo chłopaka.
Mężczyzna ruszył w moją stronę, ale powstrzymałam go krzykiem.
-Nie rób tego! Pomóż mu, proszę...
Spojrzał na mnie, a jego oczy błysnęły czerwienią, spod kaptura. Odwrócił się szybko w jego stronę i wyrwał serce ich ojcu. W ostatniej chwili złapał Liama. W tej samej chwili poczułam ulgę. Puścił moją rękę, przez co spadałam w dól. Starałam się polecieć, ale zranione skrzydło nie dało za wygraną. Odleciałam co najwyżej kilkanaście metrów i spadłam. Poczułam okropny ból, a moje oczy powoli się zamykały. Powoli traciłam świadomość tego co się dzieje.
Starałam się, aby nie zasnąć.
Nie mogłam stracić ich z oczu. Co się stanie jeśli stracę przytomność? Nie będę mogła pomóc Liam'owi i Per jeśli coś się stanie.
Poczułam jak ktoś mnie podnosi i zobaczyłam oczy.
Oczy, które tak dobrze znałam...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejo!
Na początku chciałam powiedzieć, że drugiej części dodatku Halloween'owego nie będzie. Końcówka jest taka jaka jest, ponieważ miała zasiać w Was troche takiej ciekawości i tajemnicy ;D
Skoro mamy to już za sobą to....
Jak Wam sie podoba rozdział? ;)
Jak myślicie, kto to jest?
Czyje to oczy?
Po co jej pomógł?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w następnym rozdziale! xD
Tak, wiem. Tekst jak w jakimś tandetnym serialu, ale co tam :D
To co? Widzimy sie za tydzień, tak? :)

7 komentarzy:

  1. świetny :) jak mogłaś skończyć w takim momencie ? :o już się nie mogę doczekać następnego rozdziału <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział poprostu są coraz lepsze , a mi sie wydaje ze to William no fajnie by bylo gdyby wrocil. Rozdzial niesamowity.Weny życze <3

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG! Kto to był??? :o
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ^^ ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Smaczku mi narobiłaś, niewdzięcznico, a teraz sobie jedziesz do Zakopca? Jak możesz?! Mam nadzieję, że to chociaż będzie jakiś przystojniak, a nie pierwszy lepszy z Google. xd Czekam na nexta! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieeee
    Ja się nie zgadzam
    Ma być druga część
    Bo jak nie to cię znajdę i ukatrupie ^^ :*
    A rozdział cudny <3
    Bardzo mi się podobał
    Brawo ^^

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH