28.11.2015

Kreatywne Spojrzenie: Listopad

Hej!
Biorę udział w pewnym wyzwaniu, więc w każdym miesiącu będzie się pojawiać takie dodatkowe, krótkie opowiadanie.
Już wyjaśniam o co chodzi :)

"Czym jest Kreatywne spojrzenie? W każdy pierwszy dzień miesiąca na blogu ukaże się wyzwanie - czasem będzie to cytat, czasem postać, innym razem jakieś hasło czy symbol. Twoim zadaniem jest napisać krótką historię, która zawierać będzie właśnie ten element."

Mam nadzieje, że chociaż trochę Wam się spodoba ;)
Słowa na ten miesiąc to:
Duch / Mleko / Ściąga

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jestem Rose Ivanow. Mam dziewiętnaście lat i mieszkam sama. Moi rodzice zginęli w wypadku, a dziadkowie już dawno nie żyją.
Pracuje w barze "Pod Księżycem". Mój szef to wredny frajer, a bar to kompletna speluna. Już dawno bym się zwolniła, ale muszę jakoś zarabiać na życie.
Dzisiaj miałam popołudniową zmianę. Chodziłam od baru do stolików, cały czas nosząc kieliszki z alkoholem. Zerknęłam na zegarek i westchnęłam głośno, wiedząc, że jeszcze piętnaście minut do dwudziestej pierwszej i będę wolna. Wrócę do domu i umyje się, aby nie czuć smrodu tego miejsca. Potem pójdę spać, a gdy wstanę postaram się przetrwać kolejny dzień.
Niosłam kolejną kolejkę do tego samego stolika, ale gdy odchodziłam, jakiś facet klepną mnie w pupę, po czym pociągnął do siebie. Przestraszona, cicho krzyknęłam. Jego koledzy zaczęli się śmiać, a mi dobre pięć minut zajęło wydostanie się z jego objęć. Gdy w końcu mi się to udało poszłam w stronę baru. Uspokoiłam oddech i powróciłam do pracy. Niby to jest moja codzienność, ale za każdym razem boje się, że jednak któryś z nich coś mi zrobi. Wiem co się stało mojej poprzedniczce i tyle mi wystarczy, aby wyostrzyć czujność do maksimum.
Podeszłam do stolika w rogu sali i podałam mężczyźnie tego samego drinka co zawsze. Od kilku miesięcy widzę go na każdej mojej zmianie. Siedzi w najciemniejszym miejscu na sali, z kapturem na głowie. Nigdy nie widziałam jego twarzy, co trochę mnie przerażało. Usłyszałam cichy dźwięk i spojrzałam na swój zegarek. Wyłączyłam budzik i z uśmiechem zobaczyłam, że wybiła dwudziesta pierwsza. Koniec mojej zmiany.
Uradowana odeszłam od stolika i poszłam na zaplecze. Ubrałam płaszcz i czapkę i wyszłam z baru. Poczułam jak krople deszczu spadają na moje włosy, więc szybko ruszyłam w stronę mojego mieszkania. Dochodziłam do parku, gdy nagle poczułam czyjąś rękę na mojej tali. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam tego samego mężczyznę, który zaczepiał mnie w barze. Chciałam się wyrwać, ale coś mi nie wychodziło. Zza niego wyszli jego koledzy, a mój strach wyszedł poza skale.
-Taka ładna. Taka... niewinna... Co on w tobie widzi?- wymamrotał patrząc na mnie. Rozerwał mój płaszcz, a ja wrzasnęłam przestraszona. Wołałam o pomoc, ale nikogo nie było w pobliżu. Zamknęłam oczy, czekając na najgorsze. Dobierał się do moich spodni, gdy nagle jego dotyk zniknął. Otworzyłam szybko zapłakane oczy. Ktoś pojawił się obok nas, niczym duch, a facet upadł z zakrwawioną twarzą, na ziemie. Reszta jego kolegów skończyła tak samo. Spojrzałam na mojego wybawiciela, gdy nagle jeden z nich rzucił się na niego z nożem. Wbił mu ostrze w ramie i kilka razy uderzył w twarz.
Po chwili napastnik upadł ze swoim własnym nożem wbitym w szyje.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam zachrypnięty głos. Spojrzałam na postać w kapturze. Teraz kojarzyłam go z baru. To ten mężczyzna, który zawsze siedział w rogu sali.
-Zrobili ci coś?- powtórzył pytanie podchodząc do mnie. Odruchowo cofnęłam się o kilka kroków.
-Nic ci nie zrobię- powiedział spokojnie. Przyjrzałam się mu i przytaknęłam lekko. Zdjął swój płaszcz i założył mi.
-Nie będzie ci zimno?- zapytałam tak cicho, że po chwili zwątpiłam czy w ogóle mnie usłyszał.
-Odprowadzę cie- zaoferował. Podniósł moją torebkę i rozdarty płaszcz. Chciałam je wziąć, ale stwierdził, że on je zaniesie. Szliśmy w ciszy, a ja myślałam tylko o ciepłym prysznicu i moim łóżku. Przez cały czas miałam wrażenie, że mężczyzna patrzy się na mnie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi.
-To tutaj- stanęliśmy przed moim blokiem. Chciałam oddać mu płaszcz, ale nie chciał go z powrotem.
-Może... Może mogę ci jakoś podziękować?- powiedziałam cicho.
-Nie trzeba- oznajmił oddając mi torebkę i płaszcz. Wtedy mu się przyjrzałam. Jego twarz była cała we krwi, a z ramienia ciekła stróżka tej samej cieczy.
-O mój Boże...- wyszeptałam dotykając jego rany na łuku brwiowym. Od razu się odsunął.
-Wejdź na górę, oczyszczę rany- poprosiłam, ale on nie wyglądał na przekonanego- Chociaż tak mogę ci się odwdzięczyć.
Po kilkunastu sekundach w końcu się zgodził. Zaprowadziłam go na siódme piętro i wpuściłam do mieszkania. Zaczął się rozglądać, a ja nie byłam z tego powodu zadowolona. W mieszkaniu panował kompletny bałagan. W miarę szybko wszystko ogarnęłam i wskazałam na fotel. Mężczyzna usiadł, a ja poszłam do łazienki po apteczkę. Od razu, gdy wróciłam, zajęłam się jego ranami. Najpierw wytarłam zaschniętą krew, a potem oczyściłam rany. Podeszłam do mojej małej biblioteczki i znalazłam odpowiedni podręcznik. Otworzyłam książkę i przeczytałam kilka linijek.
-Co to?- usłyszałam za sobą- Nie mów, że nie umiesz tego robić...
-Wiesz... Nie często szyje ludzi, ale umiem to robić- odwróciłam się w jego stronę. Dzieliło nas kilka centymetrów. Popchnęłam go lekko w stronę fotela i położyłam książkę na stoliczku obok.
-W takim razie po co ci ta książka?- zapytał z drwiącym uśmiechem.
-To taka małą ściąga- uśmiechnęłam się lekko zarumieniona- Zdejmij bluzkę.
-No wiesz... Tak od razu?- wyszczerzył się, spełniając poją prośbę. Teraz zobaczyłam jego wysportowaną sylwetkę. Otrząsnęłam się po dłuższej chwili.
-Nie wiem jak się nazywasz- zmieniłam temat i zabrałam się za szycie jego rany po nożu.
-Dimitri- oznajmił- Nazywam się Dimitri.
-Rose- uśmiechnęłam się, kończąc swoją prace. Posprzątałam i ruszyłam do mojego pokoju. W szafie znalazłam męską bluzę, więc wróciłam do salonu.
-Myślę, że będzie pasować- oznajmiłam podając mu ubranie. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale zabrał bluzę.
-To mojego taty- wyjaśniłam smutno- Chcesz coś do picia?
-Wodę. Jeśli można.
Poszłam do kuchni i nalałam mu wodę, a sobie mleko.
-Proszę- powiedziałam podając mu szklankę. Usiadłam na kanapie i otuliłam się moim ulubionym kocykiem.
-Pijesz mleko?- zapytał zdziwiony.
-Pomaga mi się uspokoić- wyjaśniłam cicho i spojrzałam na zegarek- Jest już późno. Jeśli chcesz, możesz zostać.
-Zapraszasz nieznajomego na noc?- uniósł brew i odłożył szklankę. Przyjrzałam mu się i poczułam dziwne uczucie.
-Może to głupio zabrzmi, ale mam wrażenie jakbym znała cie od wieków- wyszeptałam patrząc mu w oczy. Przyniosłam mu poduszkę i kołdrę i poszłam do swojego pokoju. Od razu zasnęłam.

(Włączcie sobie TĄ piosenkę)

Byłam w Paryżu. Stałam na wieży Eiffla. Odwróciłam się i zobaczyłam Dimitria.
Podszedł do mnie i pocałował namiętnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno.
-Ciesze się, że cie odnalazłem, Christine- wyszeptał.
-Też się ciesze, że mnie znalazłeś- odpowiedziałam- Wiedz jednak, że oni też mnie odnaleźli.
-Nie dopadną cie. Nie tym razem- stwierdził twardo- Nie stracę cie ponownie.
-Nic na to nie poradzisz, skarbie- powiedziałam cicho- Amy zawsze będzie nas ścigać...
-Nie mów tak. Uciekniemy stąd i nigdy nas nie znajdzie.
-Kocham cie, Dimitri, ale to jest nasze przeznaczenie- spuściłam smutna głowę. Podeszłam do barierki i spojrzałam na krajobraz Paryża.
-Nie przejmujmy się tym dzisiaj, dobrze?- zapytałam- To nasz dzień, kochanie. Tylko...
-Skarbie?- zapytał zaniepokojony. Złapałam się za brzuch czując jak pocisk przechodzi przeze mnie, jak przez masło.
-Christine!- krzyknął podbiegając do mnie. W ostatniej chwili mnie podtrzymał, abym nie upadła.
-Amy pozdrawia!- usłyszeliśmy wrzask za nami. Grupa mężczyzn w garniturach stałą dziesięć metrów dalej. Jeden z nich trzymał pistolet. Dimitri już chciał do nich biec, ale zatrzymałam go.
-Nie odchodź...- poprosiłam.
-To ty mnie nie zostawiaj- poprosił przytulając mnie- Nie zostawiaj mnie znowu...
-Nie płacz- uśmiechnęłam się smutno i otarłam kilka łez spływających po jego policzku.
-Znowu mnie zostawiasz- oznajmił- Znowu cie zawiodłem...
-Nie mów tak...- powiedziałam kaszląc krwią- Nie obwiniaj się...
-Christine... Nie zostawiaj mnie. Proszę...
-Odnajdziesz mnie znowu...- wyszeptałam- Odnajdziesz mnie...
-Nie zostawiaj mnie...

-Nie zostawiaj mnie!- krzyczałam.
-Nie zamierzam, Rose- usłyszałam obok ucha. Dimitri przytulał mnie, kołysząc się na boki. Przestałam krzyczeć, a po moich policzkach spływał wodospad łez. -Spokojnie, Rose, spokojnie...- jego melodyjny głos sprawiał, że powoli się uspokajałam.
-Musze się napić mleka- oznajmiłam. Dimitri szybko poszedł do kuchni i wrócił ze szklanką. Od razu wypiłam całą zawartość. Tak jak mówiłam, to białe cudo mnie uspokajało.
-Co ci się śniło?- zapytał spokojnie.
-Ja... To znaczy ty... W sensie...- mamrotałam otumaniona- Byłam w Paryżu. Ty też tam byłeś, ale ja... Ja umarłam... Oni mnie zastrzelili... To było takie realistyczne...
-Pamiętasz mnie, Christine?- zapytał ożywiony. Spojrzałam na niego zdziwiona. Nic nie mówiłam o Christine...
-Co tu się dzieje Dimitri?- zapytałam z załzawionymi oczami. Mężczyzna spojrzał na mnie smutno.
-W 1638 roku mieliśmy romans, Rose- oznajmił, a mnie zszokowało- Byłaś służką Amy, a ja jej narzeczonym. Gdy dowiedziała się o nas, poszła do czarownicy. Rzuciła na nas zaklęcie i od tej pory, ja jestem nieśmiertelny, a ty odradzasz się co sto lat. Gdy w końcu cie odnajdę, dają nam kilka dni, a potem... Potem nas szukają. Kiedy nas znajdą, zabijają cie...
-To niemożliwe...- wyszeptałam zszokowana- To się nie dzieje naprawdę.
-Spokojnie, Rose- powiedział podchodząc do mnie.
-Ale to nie realne!- krzyknęłam załamana.
-Prześpij się- powiedział cicho- Porozmawiamy jutro...

~*~



Miesiąc. Minął miesiąc, a mi nic się nie stało. Razem z Dimitrim spędzamy całe dni ze sobą, aby nadrobić ostatnie sto lat. Codziennie przypominałam sobie coraz więcej rzeczy, co zbliżało mnie do blondyna. Zwolniłam się z pracy i przeprowadziłam do niego. Na początku tego nie chciałam, ale po tygodniu mnie namówił. Czułam się świetnie. Czułam, że komuś w końcu na mnie zależy.
Dzisiaj mieliśmy iść do restauracji. Od rana źle się czułam, ale nie chciałam mu tego mówić. Nie chciałam zepsuć mu tego wieczoru.
O godzinie dwudziestej byliśmy na miejscu.
Restauracja nie była bardzo elegancka i to mi się podobało. Dziwiło mnie tylko, że nie było nikogo oprócz nas.
-Wynająłem całą sale na dwie godziny- wyszczerzył się dumnie Dymitri.
-Zgłupiałeś- stwierdziłam ze śmiechem.
-Oj tam... Dla ciebie wszystko- powiedział, a kelner zaprowadził nas do stolika. Zamówiliśmy jedzenie i rozmawialiśmy. Jakbyśmy spędzili te wszystkie lata razem, nie osobno.
-Nie możliwe!- stwierdziłam, gdy powiedział, że wie o mnie wszystko. Nawet to czego ja nie wiem.
-Spędziłem z tobą więcej czasu niż myślisz- oznajmił- Wiem, że jesteś przesądna. Wiem, że nie umiesz patrzeć na kogoś kto cierpi. Wiem że kochasz książki, bo odrywają cie od rzeczywistości.
-No może coś tam wiesz- uśmiechnęłam się. Podszedł do nas kelner, postawił dwa kieliszki i nalał nam wina.
-Za nas- powiedział Dim. Oboje upiliśmy trochę cieczy i mieliśmy wrócić do rozmowy, ale zaczęłam się dusić. Moje płuca paliły, a tlen nie miał zamiaru dostać się do nich. Spadłam z krzesła i zaczęłam kaszleć krwią. Kelner odszedł ze śmiechem, a Dimitri podbiegł do mnie.
-Co się dzieje?!- krzyknął wystraszony. Nagle jego oczy się rozszerzyły- Otruli cie. Nie... Nie rób mi tego, Rose!
-Przepraszam...- wychrypiałam dotykając jego policzka.
-Nie, nie, nie... To moja wina- powiedział patrząc mi w oczy. Widziałam w nich łzy- To znowu moja wina!
-Kocham cie, Dimitri- wyszeptałam. W ostatniej chwili udało mi się go pocałować. To był nasz ostatni pocałunek przez najbliższe sto lat.
-Odnajdziesz mnie znowu...

11 komentarzy:

  1. Popłakałam się :(

    Dużo weny i żelków życzę
    Żelcio

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiste *-* ja już kocham tą serię .. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany!!!! Aaaaaaa boskie bardzo mi się podoba
    Ale przykro mi to mówić ale ja to kojarzę skas i to nie z jakiegokolwiek bloga ale książki nie mogę sobie przypomnieć tytułu ale ten sam motyw zabijania i odradzania się był już w jakieś książce :/
    Mam nadzieję ze nie wzielas go z niej :/
    No nic
    A poza tym czy ty czytałaś Akademię Wampirow? ^^
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Nie kojaze tej książki :/
      Opowiadanie napisałam wczoraj po 22, więc nie wzięłam tego z żadnej książki
      Nie wiedziałam, że gdzieś ten motyw występował :(

      Usuń
    2. W paru książkach... W tych czasach trudno wymyślić coś, czego jeszcze nie było ;)
      Ja się o tym przekonałam, gdy spędziłam tydzień na wymyślaniu nowego gatunku istot fantastycznych, a gdy dumna z siebie poszłam z wynikiem do przyjaciółki otrzymałam tylko tytuł książki, w której "moje" istoty występowały :,D

      Usuń
  4. Jest tylko jedno słowo, które da radę to opisać: Zajebistazajebiozaposmarowanazajebiaszczązajebistością.
    Czekam na kolejne opowiadanka z wyzwanka, haha. ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Identyczna historia była w serii "Upadli"... Chłopak anioł i zwykłą dziewczyna byli przeklęci, i za każdym razem gdy się odnajdywali i calowali, to ona umierała i chłopak znowu jej szukał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tej książki, więc...
      Tak jak wyżej zostało już napisane: "w tych czasach trudno wymyślić coś nowego" i nic na to nie poradze. Napisałam to, bodajże, po godzinie 23 bo wtedy mnie akurat natchnęło i nie pomyślałam, że gdzieś takie coś już było
      Ps. Dimitri nie jest tu aniołem ;)

      Usuń

TEMPLATE BY NATH