19.08.2015

Rozdział 15 "Nie ma już nas. Jest tylko on i ja"

Rozdział praktycznie nie sprawdzony, bo chciałam dodać jak najszybciej ;)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~Angel~

-Wielki Panie! Co tu sie stało?
Usłyszałam głos, ale nie zamierzałam, ani odpowiadać, ani patrzeć na tą osobę. Michał chyba mnie zauważył bo ruszył w moją stronę. Kucnął obok mnie i pogłaskał po włosach.
-Co się stało?- zapytał cicho. Ja tylko pociągnęłam nosem.
-Przestań udawać, że cokolwiek cie obchodzę i daj mi cierpieć w samotności- wychrypiałam. Po całej nocy płaczu mogłam tylko i wyłącznie mówić chrypką.
Michał jednak nie poszedł sobie. Wręcz przeciwnie. Podniósł mnie i przytulił.
-Nie opowiadaj głupstw- skarcił mnie- Co sie stało?
-Liam mnie rzucił- powiedziałam wtulając sie w jego klatkę piersiową. Oczywiście nie mogłam udawać twardej suki i rozpłakałam sie znowu. Dziwie sie, że w ogóle mam czym jeszcze płakać!
-Podał jakiś powód?
-Stwierdził, że nie jest tak jak dawniej, że nie układa nam sie, nie spędźmy razem czasu i ciągle sie kłócimy...- wyjaśniłam smutno.
-A czy ty też tak myślisz?
-Tak- wyszeptałam cicho- Ale mogliśmy nad tym popracować, naprawić to, a on... On już nas skreślił.
-Więc dlaczego nie walczysz o te miłość?
-Ponieważ szanuje jego zdanie, Michale- odpowiedziałam. Nastała cisza, którą przerwał.
-Mogę spytać co tu sie stało?- zapytał cicho.
-Znowu wybuchłam- wychrypiałam.
-Tak jak w szpitalu?- zdziwił sie- Jak to sie stało?
-Nie wiem. Rozpłakałam sie. Dotarło do mnie co sie stało i po prostu wybuchłam- wzruszyłam ramionami- Poczułam ciepło w środku, a chwile później wszystko płonęło.
-Musimy z tym coś zrobić- stwierdził- Następnym razem może być jeszcze gorzej. Może nawet zrobisz coś sobie.
-Twierdzisz, że jestem niebezpieczna?- zdziwiłam sie.
-Nie o to mi chodziło...- zaczął sie tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Nie, spoko. Ja zawsze byłam niebezpieczna.
-Nie prawda!- zaprzeczył- Po prostu trzeba nad tobą popracować.
-Nie zmienię sie bo ktoś tak chce- oznajmiłam twardo.
-To nie ktoś ma cie zmienić. To ty sama musisz sie zmienić, jeśli tego chcesz- wyjaśnił. Pomógł mi wstać i otarł mój rozmazany makijaż z policzków.
-Koniec z płaczem, dobrze?
-Od teraz będę wredną suką bez uczuć- przytaknęłam.
-Nie o to mi chodziło...
-Ej, ja mam sie zmieniać, a nie ktoś mnie, tak?- zapytałam, a on przytaknął- To daj mi sie zmieniać po swojemu.
-Dobrze- westchnął- Wracamy do domu?
-Musze...?
-Tak- powiedział twardo. To po co sie mnie pyta o zdanie skoro i tak muszę tam iść? To bez sensu!
Ale przecież archanioł musi być grzeczny i musi sie zapytać, choćby osoba z którą rozmawia i tak nie miała prawa wyboru. Po cholerę być takim pomocnikiem wszechmogącego skoro musisz być wiecznie grzeczny? To do kitu praca.
Gdy prawie byliśmy pod domem, spotkaliśmy Perrie. Ledwo szła.
-Co sie stało, Per?- zapytałam podbiegając do niej. Od razu poczułam woń alkoholu.
-Moje nieżycie jest do dupy!- wymamrotała- Nie mam nikogo, Zayn ma mnie w dupie...
Co któreś słowo sie plątała i lekko jąkała. Była zalana w cztery dupy.
Też bym tak chciała!
-Masz mnie Per- oznajmiłam i wzięłam ją pod ramie- Idziemy sie położyć.
W trojkę weszliśmy do domu. Zaniosłam Perrie do jej... Tak właściwie... Ona nie ma pokoju. Przecież nie chodzi już z Zayn'em, co oznacza, że nie mają wspólnego pokoju.
-Ej! Przecież wampiry nie śpią!- stwierdziłam- Nie będę cie zanosić do pokoju bo i tak nie zaśniesz!
Taa... Mogłam to wszystko lepiej przemyśleć. Kończąc to zdanie opuściłam ręce, co równało sie z upadkiem Perrie na podłogę.
-Trzeba było sie trzymać- zadrwiłam i znowu ją podniosłam. Poszłam z nią do piwnicy i położyłam ją na jednej z mat treningowych. Kucnęłam przed nią i odgarnęłam zabłąkane kosmyki włosów z jej twarzy.
-Wyżyj sie troche i wytrzeźwiej- trzymałam ją za twarz, aby patrzyła na mnie- Dopiero potem możesz przyjść na górę, dobrze?
Przytaknęła. Byłam już przy drzwiach, gdy zobaczyłam jak Perrie wstaje, robi kilka kroków i przewraca sie. Leżała cały czas na podłodze, ale stwierdziłam, że sama sie musi ogarnąć i wyszłam. Ruszyłam do kuchni na śniadanie.
Jak zawsze wzięłam sobie serce pokrojone w kostkę. Miałam już usiąść obok Liama, tak jak codziennie, ale odstawiłam krzesło i poszłam do salonu.
Skakałam po kanałach, gdy dosiadły sie do mnie Nicol, Alex i Eleanor.
-Co sie dzieje?- zapytała El, pogłaśniając telewizor tak, aby Zayn nic nie słyszał.
-Nie rozumiem o co ci chodzi...- pokręciłam głową.
-Codziennie rano siadasz obok Liama, a jeśli idziesz do salonu to on idzie z tobą- wytłumaczyła Alex.
-Coś sie stało. Pokłóciliście sie?- dodała Nicol.
-To chyba sprawa moja i Liama, a nie wasza- westchnęłam poirytowana. Eleanor spojrzała na mnie.
-Dziewczyny zostawcie nas- poprosiła. Nicol i Alex przytaknęły i wyszły posyłając mi pocieszycielski uśmiech.
-Co sie dzieje?- zapytała ponownie El- Pokłóciliście sie, tak?
-To nasza sprawa, El!- powiedziałam troche głośniej.
-Znam cie i widzę, że coś jest nie tak- oznajmiła- Nie okłamuj mnie, prosze.
-Nie pokłóciliśmy sie- odpowiedziałam.
-Więc co sie dzieje?- zapytała znowu, ale nie dostała ode mnie odpowiedzi- Co sie z tobą dzieje, Angel?
-Zerwaliśmy- powiedziałam prosto z mostu. Spojrzała na mnie zszokowana.
-Co? Jak to?
-No normalnie- westchnęłam- Wczoraj w nocy troche pogadaliśmy. Chociaż to bardziej on mówił... Ale podsumowując: zerwaliśmy.
-Dlaczego?
-A czy to ważne? Po prostu nie ma już nas. Jest tylko on i ja- wyjaśniłam. Eleanor spojrzała mi w oczy i szybko mnie pociągnęła do siebie. W kilka krótkich sekund znalazłam sie w jej żelaznym uścisku.
-Będzie dobrze- wyszeptała. Chciałam jej odpowiedzieć, że nie. Wcale nie będzie dobrze, ale nie chciałam znowu sie rozklejać. Nie będę już płakać z tego powodu. To tylko przeszłość. Jej już nie zmienię. Teraz muszę sobie poradzić z teraźniejszością. Z teraźniejszością bez Liama.

~*~

W nocy strasznie mi sie nudziło. Naprawdę nudziło. Siedziałam z, już trzeźwą, Perrie i oglądałyśmy powtórki seriali z przed kilku lat. Najczęściej była to rodzinka Bundych. O godzinie szóstej naprawdę nie wytrzymałam.
-Ide zapalić- oznajmiłam wstając z fotela- Chcesz jednego?
-Nie pale- pokręciła przecząco głową. Wyszłam tylnymi drzwiami i usiadłam na schodkach. Znowu patrzyłam na ten dołujący ogródek. Zniszczone nagrobki, stara szopa z dziurą w dachu i zwiędnięte rośliny nie robiły dobrego wrażenia. Mam dość tego ogródka.
Jest okropny!
Wyjęłam telefon i zrobiłam zdjęcie wszystkich nagrobków.
Szybko zgasiłam peta i wróciłam do salonu.
-Dalej ci sie nudzi?- zapytałam stając nad Per. Ta tylko przytaknęła.
-No to mi pomożesz- oznajmiłam- Chodź.
Wzięłyśmy kluczyki od busa i wyjechałyśmy z lasu. Szybko wjechałam do miasta i szukałam odpowiedniego sklepu.
-Gdzie jedziemy?- zapytała.
-Do budowlanego, potem do ogrodniczego i na sam koniec do zakładu kamieniarskiego.
-Po co?- zapytała zdziwiona, ale i zaciekawiona.
-Szczerze? Mój ogródek mnie wkurwia- wyjaśniłam- Jest dołujący, brzydki, smutny i ogólnie do bani.
-Nie mów, że zamierzasz go teraz odnawiać...
-Czemu nie? Kiedyś trzeba- wzruszyłam ramionami.
-Ale przecież to zajmie wieki! A jutro mamy lecieć do Rady!- stwierdziła.
-Spokojnie. Mamy całe dwadzieścia cztery godziny na odremontowanie ogródka, kilka godzin na załatwienie spraw na uczelni i dobre dwie godziny na przygotowanie sie i wyjazd.
-Jaka uczelnia? I skąd wiesz ile to wszystko zajmie?- zdziwiła sie, gdy stanęłyśmy przed sklepem budowlanym.
-Alex, Nicol i Mattew jadą na uczelnie- wyjaśniłam- Nie wiem dokładnie ile to wszystko zajmie, ale raczej wyrobimy sie na samolot...
-Raczej?!- zapytała wchodząc do sklepu- My musimy sie wyrobić.
Nacisnęła na słowo "musimy" i wzięła wózek sklepowy. Skierowałam sie na dział z farbami i odwróciłam sie na chwile do blondynki.
-Od kiedy tak ci sie śpieszy do Rady?- zapytałam unosząc brew. Znalazłam w końcu odpowiedni odcień brązowego i włożyłam puszkę do wózka. Wrzuciłam tam też kilka pędzli.
-Po prostu chce mieć to już za sobą- westchnęła.
-Spokojnie, wszystko pójdzie dobrze- zapewniłam ją, gdy weszłyśmy na kolejny dział. Do koszyka dołożyłam kilka długich desek i ruszyłyśmy dalej. Stanęłam przed ogrodzeniami i zastanawiałam sie które wybrać...
-Które najładniejsze?- zapytałam dziewczyny. Ta tylko wzruszyła ramionami i przyglądnęła sie ogrodzeniom.
-Może to?- zapytała wskazując na ogrodzenie na samym końcu alejki. Podeszłam tam i od razu wezwałam jednego z pracowników. Ustaliliśmy, że dowiozą nam je pod dom. Tak jak altankę, o którą kłóciłam sie z Per. Stwierdziła, że altana w ogrodzie jest nam nie potrzebna, ale ze mną nikt nie wygrał. Po kilku naprawdę długich minutach kłótni, w końcu sie poddał i zgodziła na altanę. Była naprawdę ładna z grillem po środku. Grill był dookoła obłożony jasnymi kamieniami, a ławeczki były przymocowane tuż przy ściankach altany.
W wózku znalazły sie też wiertarka, śruby oraz siedem kinkiety.
Zapłaciłam za zakupy, zapakowałyśmy wszystko do busa i ruszyłyśmy do sklepu ogrodniczego.
Gdy tylko weszłyśmy do środka, od razu poszłyśmy po nasiona trawy. Wrzuciłam kilka opakowań do wózka i ruszyłam po jakieś kwiatki. W koszyku znalazło sie chyba pięć kwiatków w wiszącej doniczce, dobre dwadzieścia do zasadzenia oraz kilka małych drzewek. Aż sie rzygać chce od tych kwiatków, ale są ładne.
Wkładając wszystko do busa zauważyłam sklep zoologiczny po drugiej stronie ulicy.
-Za chwile wracam- powiedziałam szybko i zostawiłam Perrie samą z kwiatkami.
Gdy zobaczyłam sklep przypomniało mi sie moje akwarium. To zadziwiające, ale kiedy zrobiłam demolkę w salonie, jedyną rzeczą która przetrwała było akwarium. Pomyślałam, że jak szaleć to szaleć i kupiłam chyba trzydzieści różnych ryb.
Wróciłam biegiem do busa i położyłam pudełko z małymi woreczkami na tylnym siedzeniu.
-Co do ogródka mają rybki?- zapytała ze śmiechem Per.
-Nie do ogródka, ale do salonu!- upomniałam ją i wzruszyłam ramionami- Pomyślałam, że można by coś zrobić z tym akwarium w domu.
-Okey- zaśmiała sie- Gdzie teraz?
-Zakład kamieniarski.
Dziewczyna przytaknęła i ruszyłyśmy z pod sklepu. Zakład był prawie po drugiej stronie miasta, ale udało nam sie go znaleźć.
-Zostań. Szybko to załatwię i wracam- oznajmiłam zatrzymując auto obok zakładu. Przytaknęła, a ja szybko wyszłam.
-Dzień dobry- przywitał mnie mężczyzna zza lady. Podeszłam do niego i pokazałam zdjęcia z telefonu.
-Musze odnowić groby pewnych znajomych i chce, aby były dokładnie takie same, ale z marmuru- wyjaśniłam.
-Mogę prosić telefon?- zapytał. Chwile zastanowiłam sie czy nie ma tam jakiś psychicznych zdjęć i podałam mu telefon. Zgrał zdjęcia na komputer i oddał mi telefon.
-Będą gotowe na za tydzień- uśmiechnął sie miło- Proszę to wypełnić.
Podał mi kartkę. Zapisałam tam imię, nazwisko i telefon.
-Zapomniała pani o adresie- oznajmił.
-Nie podaje swojego adresu. Niech pan zadzwoni, a ja przyjadę- wyjaśniłam i wyciągnęłam portfel- Chce je mieć na dzisiejszy wieczór.
-To nie możliwe...- pokręcił przecząco głową.
-Okey... Pieniądze za groby- oznajmiłam podając mu banknoty- Drugie tyle dostanie pan jeśli załatwi je pan na wieczór.
-Jeszcze dzisiaj do pani zadzwonię- wyszczerzył sie i wziął pieniądze. Podziękowałam i wyszłam ze sklepu. Pieniądze jednak zawsze wygrają.
-No to wracamy do domu- oznajmiłam odpalając wóz. Dojechałyśmy w pół godziny, a gdy zaparkowałam pod domem zauważyłam zbliżające sie auto.
-Altanka przyjechała- wyszczerzyłam sie do Perrie i wyszłam z samochodu.
Podpisałam jakiś papierek i zanieśli wszystko do ogródka. Za małą dopłatą zanieśli też rzeczy z busa i odjechali.
-Dobra!- klasnęłam w dłonie- Przebierzmy sie i odremontujmy ten nędzny ogródek!
Obie szybko sie przebrałyśmy i poszłyśmy do ogródka. Jest dopiero godzina ósma, więc wszyscy śpią. Perrie nie chciała ich budzić, więc najpierw wzięłyśmy sie na ogrodzenie. Wszystkie nagrobki zamknęłam w pięknym kwadracie zrobionym z niskiego, czarnego, zdobionego ogrodzenia. Potem wykopałyśmy wszystkie zaschnięte rośliny oraz drzewa.
-Trawą i kwiatkami zajmiemy sie na samym końcu- oznajmiłam- Teraz odmalujemy szopę i naprawimy jej dach. Potem zbudujemy altanę.
-Dla mnie spoko- przytaknęła. Wyrzuciłyśmy wszystko z szopy i w miarę posprzątałyśmy. Rozwaliłam do końca dach i zrobiłyśmy nowy z kupionych desek. Nałożyłyśmy dwie warstwy farby i poszłyśmy na chwile odpoczynku.
-Na razie nie wygląda to najgorzej- oznajmiła Perrie.
-Dzięki- zadrwiłam odpalając papierosa. Chwile później zniknął z mojej ręki.
-Podobno nie palisz- stwierdziłam patrząc jak Per zaciąga sie dymem. Chwile później wyjęła go z ust i zaczęła kaszleć.
-Daj to- zaśmiałam sie- To nie dla małych, grzecznych dziewczynek.
-Spadaj- uśmiechnęła sie do mnie i znowu sie zaciągnęła. Tym razem nie kaszlała aż tak.
-Co wy robicie?- usłyszeliśmy za sobą. Blondynka szybko oddała mi peta i spojrzała w stronę drzwi.
-Nic- odpowiedziała szybko.
-Remontujecie ogródek?- zdziwiła sie Nicol- Pomogę wam.
-Nie trzeba...- nie dokończyłam, a dziewczyna wbiegła do domu. Chwile później przyszła przebrana, a razem z nią Alex i Eleanor.
-To co robimy?- zapytała Alex. Westchnęłam i spojrzałam na Perrie.
-Trzeba pookładać rzeczy w szopie- oznajmiła Per. Dobre.
-Okey- powiedziały uśmiechnięte Alex i Nicol i ruszyły w stronę szopy. Miałyśmy nadzieje, że je to zniechęci, ale jak widać, nie wyszło.
-No dobra, a my co robimy?- zapytała El siadając obok nas na trawie.
-Złożymy altanę- westchnęłam i wskazałam na pudła. Zgasiłam papierosa i podeszłyśmy wszystkie do pudeł. Powyjmowałyśmy wszystkie części począwszy od śrub do drewnianych belek. Dwie godziny później, czyli około godziny trzynastej, miałyśmy złożoną altanę. Przynajmniej tak nam sie zdawało dopóki El nie sprawdziła w instrukcji, że kilka belek nie jest na swoim miejscu. Perrie za to odkryła, że ławki są źle przykręcone, bo gdy chciała usiąść, ławka sie złamała.
Wysłałam je po nową ławkę, a sama wszystko odkręciłam i zaczęłam od nowa.
Jak na nienawidzę altan!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Witam Was po (chyba) miesiącu! :)
Nareszcie udało mi się coś napisać.
Podobno nie istnieje opowiadanie bez chociaż jednego nudnego rozdziału.
Ta da! Oto nudny rozdział! xD
Z rozdziałem szału nie ma, no ale cóż... Wena dopiero do mnie przyszłą :/
Mam tylko nadzieje, że nie jest najgorszy :)

Przypominam, że opowiadanie znajduje sie na wattpadzie. Gociik zaczęła już dodawać rozdziały z drugiej części:
Exposed To Trial  / L.P * Book 2*

Jeśli chcecie to tu jest pierwsza część:
Upadła i Łowcy / P.L *Book 1*

Oraz zapraszam na opowiadanie o Avengers, na którym dodałam już pierwszy rozdział ;)
Everyone Has A Damon

12 komentarzy:

  1. Oooo, wena ci wróciła! No nareszcie! Co zrobiłaś? Przywołałaś duchy? Jadłaś czekoladę? A może ta farba na całym ciele ci pomogła? Haha, już wiem, skąd ten pomysł z ogródkiem! :P Tyle, że ty malowałaś sufit... No nic, rozdział bardzo fajny, bo czasem lubię poczytać takie smęty, więc masz szczęście. :* No i do następnego! ♥
    Twoja,
    Nath. xx

    Ps. Nie zapomnij być jutro o 15:45, pani budowniczy! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział <3
    i nie jest nudny!!!
    Czy ta altanka nie była przypadkiem z IKEI?? :P
    Weny życzę i pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Według mnie w 100% nie był nudny ;) Dodawaj szybko next ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział ;* rany, ja chcę, żeby ona była z Liamem! Niech ten głupek pójdzie wreszcie po rozum do głowy i do niej wróci!!! :D ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział ;* rany, ja chcę, żeby ona była z Liamem! Niech ten głupek pójdzie wreszcie po rozum do głowy i do niej wróci!!! :D ♡

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaa ! Rozdział :o Przyznam szczerze, że jak zobaczyłam nowy rozdział to myślałam z początku, że nas wkręcasz xD Ale do rzeczy... Po pierwsze wcale nie jest nudny, nawet jeśli ktoś tak uważa to sorry ale w każdym opowiadaniu/fanfiction powinien znaleźć się taki rozdział. Po drugie Angel i Liam powinni zostać ludźmi roku normalnie... ale w tym mało pozytywnym znaczeniu. A weźcie oboje walnijcie się głową o ścianę co ? może wtedy zrozumiecie, że macie być razem :D Weny Kochana i pozdrawiam :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tam, wcale nie jest nudny. Przecież budują altankę, Angel się załamała, Perrie zlała, El dowiedziała się o rozstaniu... Jak dla mnie coś się dzieje! ;D
    Tylko jest w nim strasznie dużo powtórek. Ciągle masz ,,ogród'', ,,altanka'' itp. Możesz te wyrazy zastąpić innymi, prawda?
    Szczerze mówiąc, to myślałam, że chłopcy przyszli zobaczyć, co one robią. Zaskoczyłaś mnie tym, że to dziewczyny. No bo w końcu oni by mogli pomóc coś zmajstrować!
    Może być następny rozdział z perspektywy Liam'a? Chciałabym zobaczyć, czy jest zły na Angel, czy może zawiedziony. Czy chce do niej wrócić, czy nie?
    Jeśli chcesz, to zapraszam do siebie; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Pozdrawiam, karmeeleq:)

    OdpowiedzUsuń
  8. no nie powiem kocie, jest fajny - na pewno nie nudny!!!!
    podoba mi sie ze Angel remontuje ogródek, chcialabym go zobaczyc hahhaha
    no co tam jeszcze..... nienawidze Liama :(
    iiiiii chyba tyle :)
    weny :*
    i zapraszam do siebie :
    much-imperfections.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. mi tam sie podoba rozdział mimo że mało akcji i Zerrie<3

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH