12.07.2015

Rozdział 14 " Przepraszam za to, że cie kocham "

~Perrie~
~W tym samym czasie~

Patrzyłam jak Angel wynosi Liama z salonu. Stojąc cały czas w tym samym miejscu rozejżałam sie po pokoju. Wszyscy patrzyli po sobie zdziwieni.
-Przeszłość zawsze dogoni człowieka- powiedział Michał.
-Tyle, że ona nie jest człowiekiem- zadrwił Zayn. Spojrzałam na niego i zobaczyłam czerwony ślad na jego policzku. Podeszłam i dotknęłam lekko policzka.
-Trzeba przyłożyć coś zimnego- oznajmiłam. Zayn natychmiast strzepnął moją rękę i wyszedł do kuchni. Od razu poszłam za nim. Przez dłuższą chwile stałam w progu i patrzyłam jak skutecznie mnie olewa.
-Czemu sie do mnie nie odzywasz?- zapytałam cicho. Nic. Otworzył zamrażarkę i wyjął kilka kostek lodu. Włożył je do ścierki i przyłożył do bolącego miejsca.
-Możesz chociaż na mnie spojrzeć?- zapytałam lekko zirytowana. Zayn odwrócił sie i spojrzał na mnie.
-Po co mi pomogłaś? Poradziłbym sobie.
-Właśnie widziałam jak sobie radzisz- prychnęłam.
-Czego ty ode mnie oczekujesz?- spytał.
-Żebyś mnie normalnie traktował!- wkurzyłam sie.
-Jak mam cie normalnie traktować? Jesteś wampirem!- krzyknął podchodząc do mnie- Jak mam to zrobić, Perrie?!
-Kiedyś traktowałeś mnie normalnie. Dlaczego teraz nie możesz?
-Jesteś moim naturalnym wrogiem! To nie jest łatwe, gdy twoja była dziewczyna jest wampirem!- krzyczał wymachując rękami. Przez chwile nikt sie nie odzywał. W tym czasie zdążyliśmy troszkę ochłonąć.
-Następnym razem nie baw sie w bohaterkę. Poradzę sobie sam- powiedział chłodno.
-Gdybym mogła sie cofnąć w czasie, postąpiłabym tak samo- stwierdziłam.
-Dlaczego ty to robisz, Perrie?!- znowu podniósł głos.
-Bo mi na tobie zależy! Kiedy widzę twoje cierpienie to sama cierpię! Nie mogę obojętnie przejść obok ciebie! Po prostu nie umiem o tobie zapomnieć, Zayn! Bo cie, kurwa, kocham!- wrzasnęłam na cały głos. W domu zapanowała kompletna cisza. Zayn patrzył mi w oczy, ale nadal nie widziałam w nich tego co kiedyś. Po moim policzku spłynęła jedna łza. Starłam ją i powoli podeszłam do mulata.
-Przepraszam za to, że cie kocham- wyszeptałam. Stanęłam na palcach i lekko musnęłam ustami jego usta. Odwróciłam sie i wyszłam z domu. Powoli doszłam do najbliższego baru i zamówiłam najmocniejszego drinka jakiego mają.
Dlaczego to spotkało właśnie mnie?



~Angel~


-Wcześniej czy później prawda wyszłaby na jaw- powiedział cicho- To była tylko kwestia czasu...
-Wiem, ale gdyby nie ten kundel... Czemu akurat dzisiaj?
-Wszystko ma swój czas, Angel. Dzisiaj nadszedł czas na prawdę. Nic na to nie poradzisz.
-Nie chce takich prawd- wychlipałam.
-Liam dowie sie prawdy, ale nie wiemy czy będzie zły na ciebie. Może będzie zły na swoich rodziców, a może w ogóle nie...
-Tu nie chodzi o to, że dowie sie jakich miał rodziców. Chodzi o to, że zabrałam mu dzieciństwo...
-Spokojnie- wyszeptał Michał głaszcząc mnie po głowie. Od godziny siedział ze mną w grobowcu i po prostu był.
-Chyba nawet nie chodzi o to. Chodzi o to ile razy próbowałam go zabić- powiedziałam opierając głowę o jego ramie- Zobaczy ile razy go postrzeliłam. Zobaczy ile razy wbiłam mu nóż. Zobaczy ile razy go otrułam.
Zobaczy jakim potworem naprawdę jestem...


~Liam~


Po pewnym czasie wspomnienia z dzieciństwa zamieniły sie na niedawne wspomnienia.
Pierwsze z nich było w domu Angel. To samo wspomnienie zobaczyłem w szpitalu, gdy dotknąłem jej blizn.

Leżałem na łóżku. Spałem.
Po kilku sekundach do pokoju weszła Angel.
-Tym razem to zrobię- wyszeptała i podeszła do łóżka. Usiadła koło mnie.
Pogłaskała po policzku i uniosła rękę... Rękę w której trzymała sztylet.
Zamknęła oczy po czym wbiła sztylet w mój brzuch.
Otworzyłem szybko oczy i wydałem z siebie zduszony krzyk.
-Cicici...- wyszeptała trzymając rękę na moich ustach, aby mnie uciszyć. Szybko wyjąłem sztylet, sturlałem się z łóżka i poszedłem w kąt pokoju.
Chciałem uciec od niej jak najdalej.
-To potrwa chwile- zapewniła podchodząc do mnie- Nawet tego nie poczujesz.
Podniosła z podłogi sztylet i chciała wbić w moje serce lecz w ostatniej chwili się zatrzymała. Patrzyła w moje oczy. Przez kilka długich minut milczała. W końcu odeszła ode mnie na kilka kroków.
-Nie mogę... Nie umiem...- wyszeptała- Jak to jest, że próbuje cie zabić i nie mogę tego dokonać?!
Po chwili znowu do mnie podeszła i spojrzała w moje oczy.
-Nie będziesz pamiętać co wydarzyło się tej nocy. Po prostu spałeś, dobrze?- zapytała, a ja przytaknął. Rozcięła sobie rękę i przyłożyła do moich ust. Rana sie zagoiła- Idź się przebrać, a potem daj mi tą koszulkę. Trzeba ją wyprać.
Poszedłem do łazienki, a Angel stała chwile w tym samym miejscu.
Po chwili wróciłem do pokoju.
Sprawdziła czy wymyłem krew na brzuchu i wzięła koszulkę.
-Miłych snów- wymamrotała otumaniona i wyszła. Ja natomiast poszedłem spać, jakby nic się nie wydarzyło.

Następne było w kuchni. Robiłem coś przy stole. Angel weszła do pomieszczenia i zaparzyła kawę. Po kilku minutach podała mi jeden z kubków.
-Masz jakieś marzenia?- zapytała nagle. Spojrzałem na nią zdziwiony, ale uśmiechnąłem sie po chwili.
-Pewnie. A ty jakieś masz?- zapytałem.
-Chciałabym być człowiekiem.
-Wiesz... Podobno nadzieja umiera ostatnia- powiedziałem pocieszająco i upiłem łyk cieczy. Angel tylko patrzyła na mnie zaciekawiona.
-Mam coś na twa...?- nie dokończyłem bo zacząłem sie dusić. Upuściłem kubek i zacząłem kaszleć krwią.
-Co... C-co sie dzieje?- zapytałem.
-Żeby zostać człowiekiem musiałabym zabić podopiecznego- oznajmiła, a ja upadłem na podłogę- Szukałam go przez kilka lat, a teraz ty... Gdy w końcu cie znalazłam... Moje marzenie sie nie zmieniło. Nadal chce zostać człowiekiem.
Chwyciłem sie za gardło i chciałem wołać, o pomoc, ale nic nie mogłem z siebie wydusić. Zacząłem sie czołgać.
-Albo ty, albo ja- stwierdziła i zagrodziła mi drogę. Przez kilka sekund na mnie patrzyła, po czym ukucnęła na przeciwko mnie.
-Jestem potworem, prawda?- zapytała bardziej siebie niż mnie, i spojrzała mi w oczy- Przepraszam.
Szybko wstała, podbiegła do blatu i przecięła sobie rękę. Wróciła do mnie i pozwoliła napić sie swojej krwi.
-Co mi przyszło do głowy, żeby podawać ci truciznę?
Gdy rany sie już zagoiły, posprzątała wszystkie ślady tego zdarzenia i zahipnotyzowała mnie, abym nic nie pamiętał.

W kolejnym siedziałem w salonie. Oglądałem jakiś film, a z piwnicy było słychać wrzaski bólu. To pewnie było wtedy, gdy Angel porwała i torturowała Darcy, aby zdobyć jakieś informacje. Nagle do salonu weszła Angel z maczetą. Była cała we krwi.
-Coś sie stało?- zapytałem zdziwiony.
-Sophi ma racje. Jestem potworem jak ona- stwierdziła.
-Nie. Nie jesteś nim- zapewniłem wstając.
-Żeby przestać nim być dzieli mnie jeden czyn- oznajmiła zbliżając sie do mnie. Spojrzałem zdziwiony na nóż i cofnąłem sie.
-Co ty robisz?- zapytałem podnosząc lekko ręce jakbym sie poddawał. Angel w krótką chwile wbiła w moje ciało nóż. Upadłem na podłogę i chwyciłem sie za brzuch. Wyjąłem ostrze i wystawiłem w stronę An, mając nadzieje, że jakoś sie obronie do powrotu reszty.
-Mogłabym cie zostawić, żebyś sie wykrwawił. Wypuściłbym Darcy, a jakby reszta spytała to powiedziałbym, że uciekła i cie zaatakowała. Wbiła mi sztylet w serce i nie zdążyłam cie uratować- mówiła sama do siebie krążąc po pokoju. Nagle stanęła jak wryta i spojrzał na mnie smutna.
-Nie mogę ci tego zrobić!- krzyknęła na siebie- Kiedy w końcu znalazłam kogoś dla mnie ważnego, chce go zabić. Nie! Nie zrobię tego. Przepraszam cie, Liam.
Wyrwała mi nóż i przecięła sobie nadgarstek. Napiłem sie jej krwi, a kiedy wyzdrowiałem, sprzątnęła krew z podłogi. Zahipnotyzowała mnie, abym pamiętał tylko, że oglądałem telewizor, i wyszła smutna.

Szybko otworzyłem oczy i podniosłem sie do pozycji siedzącej, przez co zakręciło mi sie w głowie. Byłem cały spocony jakby śnił mi sie jakiś koszmar. Ale tak właśnie było. Moja dziewczyna chciała mnie zabić.
Przetarłem twarz rękami i usiadłem na skraju łóżka. Spojrzałem na zegarek i zobaczyłem godzinę pierwszą trzydzieści trzy. Długo spałem.
Podszedłem do okna i spojrzałem na gwiazdy. Myślałem czy to wszystko w ogóle ma sens.


~Angel~


Cisze, która panowała między nami, przerwał telefon. Wyjęłam go z kieszeni spodni i zobaczyłam numer El.
-Angel?
W słuchawce usłyszałam głos Matta, zamiast Eleanor.
-Matt? Czemu dzwonisz z telefonu El?
-Gdyż ja nie posiadam takiego urządzenia- wyjaśnił- Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz?
-Nie wiem kiedy wrócę, a co?
-Chcielibyśmy z tobą porozmawiać- usłyszałam jego poważny głos. "My"? Jak to "my"?
-Będziemy czekać w salonie.
Rozłączył sie, a ja zdziwiona schowałam telefon. Razem z Michałem wstaliśmy i wyszliśmy z terenu cmentarza.
-Nie przyjechałeś tu autem, nie?- zapytałam, a on pokręcił przecząco głową. Westchnęłam i zamknęłam oczy. Poczułam ciężar na plecach i wzbiłam sie w powietrze. Michał zrobił to samo i polecieliśmy do domu.
Wylądowaliśmy tuż koło budynku, a dokładniej w ogródku, ale oczywiście kim bym była, gdybym wylądowała normalnie. Wpadłam do starej szopy.
Leżałam na starym stoliku, aktualnie już zgniecionym, i patrzyłam na gwiazdy przez dziurę w dachu. Powoli wygramoliłam sie z środka i strzepnęłam z siebie kurz oraz pajęczyny.
Do domu weszliśmy tylnymi drzwiami. Miałam pójść do salonu, ale zatrzymał mnie Michał.
-Wszystko będzie dobrze- wyszeptał przytulając mnie. Ja tylko przytaknęłam.
Michał poszedł na górę, a ja do salonu. Po cichu weszłam do pomieszczenia i spojrzałam na wszystkich. Alard, Mattew i Nicol siedzieli na kanapie.
-Po co mnie tu ściągnęliście?- zapytałam.
-Matt nam powiedział- oznajmiła smutna Nicol. Ja tylko spuściłam głowę.
-Dlaczego nie powiedziałaś nam od razu?- zapytał Alard.
-Bo...
-Czemu?- zapytał Mattew.
-Bo ja sie bałam, okey?!
-Czego?
-Że nie będziecie chcieli mnie znać- wymamrotałam.
-Jesteś naszą siostrą, An!- cała trójka wstała z kanapy i podeszła do mnie.
-Nie jestem nią. Jestem bękartem z ulicy- wyszeptałam.
-Nie. Jesteś naszą siostrą- stwierdził Alard- A fakt, że zostałaś podrzucona pod drzwi, nie znaczy, że nagle sie od ciebie odwrócimy! Za dużo razem przeszliśmy, żebyśmy tak po prostu cie zostawili.
Cała trójka mnie przytuliła i jak zwykle szczęśliwe zakończenie. Ale takie zakończenia w moim życiu przecież nie istnieją.
-Dziękuje wam, ale... Musze jeszcze coś załatwić- powiedziałam z lekkim, sztucznym uśmiechem. Oni tylko przytaknęli.
Wyszłam z salonu i weszłam po schodach.
Czas na poważniejszą rozmowę.


~Liam~


Siedziałem na łóżku i czekałem.
Usłyszałem skrzypienie i zobaczyłem, że do pokoju wchodzi Angel.
-Hej...- powiedziała niepewnie. Ja tylko na nią spojrzałem.
-Rozumiem- pokiwała głową. Powoli do mnie podeszła i usiadła obok. Przez dłuższą chwile panowała między nami cisza, ale postanowiłem ją przerwać.
-Ja... Ja dużo nad tym wszystkim myślałem- oznajmiłem- Ostatnio w ogóle nam nie wychodzi.
Angel spojrzała na mnie, po czym spuściła głowę.
-Ciągle sie o coś kłócimy, prawie w ogóle nie spędzamy ze sobą czasu i...
-Nic nie jest tak jak dawniej- dodała, a ja przytaknęłam.
-Mam wrażenie, że oboje nie mówimy sobie wszystkiego- stwierdziłem bawiąc sie palcami- Oddalamy sie od siebie. Nie ufamy sobie tak jak kiedyś.
Znowu nastała cisza, ale ja ją przerwałem.
-Może oni wszyscy mieli racje. Może stróż i podopieczny... Może my nie powinniśmy być razem.
-Przepraszam. Zawaliłam- powiedziała patrząc na mnie.
-Myślę, że oboje zawaliliśmy- westchnąłem. Przez kilka minut panowała kompletna cisza. Nikt sie nie odezwał. Oboje zatonęliśmy we własnych myślach.
-Właśnie tego chcesz?- zapytała dla potwierdzenia.
-Tak.
-Więc odejdę.
Wstała z łóżka i, gdy już miała wyjść, spojrzała na mnie ostatni raz. Drzwi sie zamknęły, a ja opadłem na łóżko.
Nie przejęła sie sie tym bardzo. Może nie znaczyłem dla niej tak wiele?



~Angel~


Wyszłam z pokoju i przez chwile jeszcze trzymałam klamkę od drzwi. Chciałam tam wrócić, ale uszanuje jego decyzje. Puściłam klamkę i patrzyłam tempo w drzwi. Chwile tak stałam, gdy nagle usłyszałam głos.
-Co sie stało?
Odwróciłam sie i zobaczyłam Eleanor, wychodzącą z łazienki.
-Nic. Dobranoc.
Pociągnęłam nosem i zeszłam na dół. Ruszyłam do barku, ale stwierdziłam, że alkohol nie rozwiąże moich problemów. Zamknęłam barek i ruszyłam w stronę polany. Po drodze rozmyślałam nad wszystkim co przed chwilą sie stało. Gdy dotarłam na miejsce, od razu usiadłam na środku łąki. Położyłam sie i spojrzałam na gwiazdy. Przez chwile leżałam w kompletnej ciszy. Nawet sowy i świerszcze ucichły. Wtedy poleciała pierwsza łza. Zdałam sobie sprawę co sie stało. Uświadomiłam sobie, że Liam ze mną zerwał.
Z moich oczu uwolnił sie wodospad łez. Odwróciłam sie na bok i podwinęłam nogi. Otoczyłam je rękami i płakałam.
Buzowały we mnie różne emocje, ale niestety te smutne przejęły nade mną kontrole. Poczułam sie jakby jakiś płomień wypalał mi dziurę w sercu. Płomień zawładną nad moim ciałem, po czym wybuchnął, jak ja przed chwilą. Ogień spalił wszystko w odległości dziesięciu metrów. Trawa i kwiaty sie wypaliły, a kilka drzew nadal płonęło.
Przez resztę nocy leżałam na spalonej łące, owładnięta myślami, że właśnie straciłam osobę, na której zależało mi najbardziej na świecie.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Udało mi sie! Obiecałam, że w tym tygodniu dodam rozdział i udało mi sie :)
Przez kilka dni nie miałam internetu, więc nie miałam kiedy, ale jest dzisiaj.
Później miałam problem z rozdziałem. Wiedziałam co dokładnie ma sie w nim zdarzyć, ale nie miałam pojęcia jak to ubrać w słowa.
Rano wstałam z myślą: "Nie ma bata! Dzisiaj dodam ten rozdział, choćby nawet o 23:59. Dodam go!"
No i jest xD
Myślę, że nie jest najgorszy (na tym blogu były o wiele gorsze (przynajmniej mi sie tak zdaje :P)), ale opinia należy do Was.
Mam tylko nadzieje, że Was nie zawiodłam :)
W rozdziale jest dużo zmian perspektyw, ale tak jakoś wyszło...
Mam nadzieje, że w ten sposób nic Wam sie nie pomieszało ;)
I tak wiem. Jestem strasznym i okropnym człowiekiem. Rozdzieliłam parę głównych bohaterów!
Coś mi sie zdaje, że już szykujecie na mnie jakąś kare xD
Pytanie brzmi czy mam sie bać, ale może nie będziecie na mnie tacy źli? 
Eh... Mam tylko nadzieje, że nie jest aż tak źle, i mnie nie zostawiliście :3
No to co?
Widzimy sie przy następnym poście?
Dobranoc i kolorowych! <3


15 komentarzy:

  1. Nie no zaraz sama cie tym sztyletem zabiję. Jak mogłaś ich rozdzielić? Moje życie nie ma sensu idę się pociąć mydłem... A tak na prawdę myślę, że przerwa im dobrze zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wieże, że to zrobiłaś naprawdę :c Chociaż może przerwa im dobrze zrobi w końcu Liam dowiedział się tylu rzeczy... Nie wiem co pisać mętlik w głowie !
    Weny życzę ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. płacze :( jak oni mogli zerwac :C
    jezu, swietny rozdzial ale i tak placze hahhaha :(((

    OdpowiedzUsuń
  4. Zerrie!Come back 😭'-' :ccccc

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowite ♥ Prawie się popłakałam... masakra ♥♥♥
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam łzy w oczach :'( Smutne :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział <3
    Weny życzę i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział ^^ szczerze, to sie ciesze że ich rozdzieliłaś ;* Wolałam tą złą Angel <3 (mam ndgieje że ona wróci) :D ~L.P.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej misiu! Zostałaś nominowana do LBA, szczegóły -> http://much-imperfections.blogspot.com/p/liebster-blog-award-nominacja-jest.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Piękny rozdział <3
    Czekam na następny i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj znalazłam twojego bloga, dziewczyną zazdroszczę ci talentu do pisania . Cięsze się, że ich rozdzieliłaś wolałam tą wredną Angel. Życzę ci weny i czekam na kolejny rozdział. :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlaczego do,jasnej anielki, chce mi się płakać? Naprawdę polecam włączenie piosenki. Masz rację, idealnie wprowadza w nastrój. O jejciu.
    Najpierw Perrie i Zayn. Później Liam i Angel. To straszne. Jesteś wyjątkowo paskudna. ;c
    A te wspomnienia? Nie wiem, co mam myśleć. Niby dobrze, że się powstrzymała, ale z drugiej strony ona chciała go zabić. To mnie najbardziej w tym wszystkim boli. Rozumiem, że propozycja zostania człowiekiem jest bardzo kusząca, ale nie wiem, czy dałabym radę kogoś zabić. Zwłaszcza swojego podopiecznego. Przecież ona powinna go chronić. Kurcze.
    Czyli Perrie odchodzi? Zostawia wszystko i wszystkich? Dobrze zrozumiałam? Oby nie. Czemu Malik nie może tego zaakceptować? Jej nie przeszkadza to, że on jest wilkołakiem. Znaczy chyba nie przeszkadza. Kurcze x2.
    Ale przynajmniej rodzeństwo się od niej nie odwróciło. Nie zostawili jej samej. Taki plusik.
    Wybacz, że piszę to na końcu, ale tak wyszło.
    Strasznie przepraszam za opóźnienie. Byłam na obozie młodzieżowym za granicą. Niestety był tam płatny internet i to dość dużo. Osiem lewów za dzień? Podziękuję.:/
    Okej, na mnie już pora.
    Pozdrawiam, karmeeleq.:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, co napisać. Po prostu mnie zatkało. Jak mogłaś ich rozdzielić?! Wiem, że już nie masz weny i chcesz zakończyć bloga, ale błagam nie w taki sposób! Niech Liam za nią pojedzie i ją uratuje... Niech będą razem szczęśliwi. ♥ Cokolwiek. Płaczę. Jestem załamana. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń, o ile takowy będzie. :c

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH