12.06.2015

Rozdział 12 "Powrót, wyznania i kłótnia"

~Angel~

Jadąc do domu, Perrie po raz kolejny skrzywiła sie, gdy promyki słońca przedostały sie przez szybę. W schowku znalazłam okulary przeciwsłoneczne, więc podałam je jej, z nadzieją iż przestanie robić te krzywe miny.
Po kilku minutach wjechałyśmy w las, a chwile później byłyśmy pod domem.
Obie siedziałyśmy w ciszy, ale postanowiłam ją przerwać.
-Wszystko będzie dobrze- oznajmiłam uśmiechając sie w jej stronę. Wyszłam z samochodu i stanęłam przed drzwiami. Perrie siedziała zamyślona w samochodzie. Wyglądała tak, jakby toczyła wewnętrzną walkę. Miałam wrażenie, że jej myśli składały sie z kilku prostych słów- "iść czy nie?".
Pierwsza opcja zwyciężyła. Perrie po chwili stała obok mnie, posyłając mi wymuszony uśmiech.
-Jesteśmy!- krzyknęłam, gdy weszłyśmy do środka. Poszłyśmy do salonu. Stanęłam w progu pomieszczenia, a Perrie schowała sie za mną. Odsunęłam sie, aby wszyscy ją zobaczyli i zaczęłam swój monolog.
-Nie będę sie bawić w demokracje, bo to jest mój dom i to ja decyduje kto tu mieszka. Perrie zostaje, czy tego chcecie, czy nie- w tym momencie zerknęłam na Zayna- To jest ta sama osoba. Nie zmieniła sie. W pewnym sensie... Myślę, że jeśli naprawdę jesteście jej przyjaciółmi to zaakceptujecie ją, taką jaka jest. Nie zabije was, nie zje was, a pomorze w trudniejszych akcjach. Nauczyła sie już w miarę panować nad głodem, więc raczej was nie zaatakuje...
-Raczej- powtórzył Zayn. Spojrzałam na niego karcąco i czekałam na reakcje innych. Pierwsza wstała El i podeszła do blondynki. Spojrzała jej w oczy, po czym uśmiechnęła sie i przytuliła ją. Zauważyłam, że Perrie troche ulżyło. Potem poszło już z płatka. Wszyscy stwierdzili, że to nie jest takie złe i zaczęli mówić, że przecież nie opuściliby przyjaciółki. Hm... Takie słodkie scenki to nie dla mnie.
Wzięłam laptopa i zaczęłam szukać jakiegoś lotu do Amsterdamu. No przecież nie będę lecieć do głównej siedziby Rady na własnych skrzydłach. Nie szalejmy.
W trakcie tego wszystkiego, gdy inni sie pogodzili, do mnie podszedł Liam.
-Musimy pogadać- oznajmił.
-Czy moglibyśmy z tym poczekać do wieczora?- zapytałam zerkając na niego.
-To naprawdę ważne- stwierdził.
-Dobrze. Ułożę tą rozmowę obok innych bardzo ważnych spraw i porozmawiamy wieczorem- powiedziałam uśmiechnięta.
-Proszę cie, An...
-Liam, kochanie, naprawdę teraz nie mogę. Obiecuje, że wieczorem poświecę ci całą moją uwagę i poważnie porozmawiamy na ten temat, okey?- zapytałam patrząc mu w oczy. Chwile sie zastanawiał, ale pokiwał głową.
W końcu znalazłam odpowiedni lot. Zarezerwowałam bilety na Środę, czyli za trzy dni, o godzinie 15:35.
Podeszłam do Perrie i szepnęłam jej na ucho, kiedy lecimy do Rady. Lekko skinęła głową i wróciła do rozmowy z resztą domowników.
Wyciągnęłam papierosa i, gdy wyszłam tylnymi drzwiami do ogródka, zapaliłam go. Usiadłam na starych schodkach i patrzyłam na nagrobki, w rogu ogrodu.
-Obraz nędzy i rozpaczy- zaśmiał sie Michał. Spojrzałam na niego zdziwiona i kiwnęłam głową.
-Myślałam, że już poszedłeś- oznajmiłam, nadal lekko zdziwiona.
-Gabriel poprosił mnie, bym został tu na kilka dni- wyjaśnił siadając obok mnie.
-Nie potrzebuje niańki. Już ci to mówiłam- stwierdziłam.
-Lekarz mówił, że masz nie palić- odpyskował i zabrał mi papierosa z ust. Rzucił go na trawnik i zdeptał butem.
-Powiedział też, że mam przywrócić swój podstawowy składnik diety. Mam iść wyjeść serca jakiś ludzi z ulicy?- zapytałam sarkastycznie.
-Co sie stało?- zapytał zmartwiony. Spojrzałam na niego zdziwiona- Masz kompletny bałagan w głowie. Co sie dzieje?
-Wróciłam po tygodniowej śpiączce do domu i zastaje pokłóconą parę, płaczącą podopieczną...- westchnęłam- Do tego muszę załatwić sprawę ze szkołą dla Alex, Nicol i Matta. Musimy też lecieć do Amsterdamu, do Rady. Jeszcze Liam chce o czymś poważnie porozmawiać. Ja chyba wysiadam.
-Co chcesz zrobić?
-Chciałabym wrócić do nieba- wyznałam, a w kącikach moich oczu zaczęły zbierać sie łzy- Chciałabym porozmawiać z mamą. Chciałabym żeby mi pomogła, tak jak kiedyś. Chciałabym żeby to wszystko było łatwiejsze.
-Hej, nie płacz...- poprosił smutny.
-Ja chyba znowu sie załamuje. Musze znowu iść do psychologa- oznajmiłam wycierając pojedyncza łzę- Czy to nie głupie?
-To piękne- odpowiedział uśmiechnięty.
-Cieszysz sie z mojej depresji?- zapytałam zdziwiona.
-Nie. To piękne, zobaczyć tak uczuciowego demona- wyjaśnił spokojnie. Spojrzałam na niego, a on sie uśmiechnął.
-Podobno najlepiej wygadać sie nieznajomemu, więc porozmawiajmy. Może uda mi sie pomóc.
-Przecież my sie znamy...
-Ale krótko. No dawaj- zachęcał mnie.
-Wiesz... Gdy umarłam... Gdy mój ojczym mnie zabił, moja matka powiedziała, że nie są moją rodziną. Wiedziałam, że Anthony nie jest moim ojcem, ale... To zabolało, wiesz? Myślałam, że oni... Że ja... Myślałam, że chociaż oni są prawdziwi- mówiłam cicho, aby nikt nas nie usłyszał- Matka powiedziała, że gdy znaleźli mnie pod drzwiami, dostali także list. Chciałam go znaleźć, ale nie udało mi sie to. Wtedy też zrozumiałam, dlaczego ojciec mnie tak traktował. On po prostu nie mógł znieść faktu, iż pod jego dachem mieszka przybłęda. Według niego to było niedopuszczalne, aby tak wysoko ustawiony człowiek jak on wychowywał bękarta z ulicy...
-A jak cie traktował?- zapytał zerkając w stronę drzwi.
-Zawsze kochał moje rodzeństwo bardziej niż mnie. Co ja wygaduje! On w ogóle mnie nie kochał! Cały czas podnosił na mnie głos. Rozkazywał mi jak służącej. Nie pozwalał mi na nic- na chwile ucichłam, a Michał zachęcił mnie do dalszej rozmowy- On... On mnie bił. Ciągle i ciągle. Za każdym razem, gdy nikt nie patrzył, on... Krzyczał na mnie, bił i poniżał mnie. To przez niego stałam sie tym kim jestem. Przez niego zadaje ból innym, aby inni nie mogli zadać go mnie...
-Przecież to nie przez niego jesteś upadłą, tylko przez wampira- zdziwił sie Michał.
-Wiesz... Nawet Boga da sie oszukać- oznajmiłam bez emocji- Trzeba tylko wiedzieć jak...
Chwile siedzieliśmy w ciszy i uświadomiłam sobie jak łatwo dałam sie złapać. Wtedy zrozumiałam jak łatwo wyciągnął ze mnie tak długo skrywane tajemnice. Zrozumiałam, że prawie powiedziałam mu jak wykonałam największy przekręt na świecie. Prawie mu powiedziałam jak oszukałam Boga...
-Koniec rozmowy. Za dużo ci powiedziałam- stwierdziłam pociągając nosem.
-Nie. Zaciekawiłaś mnie- oznajmił.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, Michale. Chcesz skończyć tak jak ja?- zapytałam zmieniając temat- Jeśli nie, to nie wtrącaj sie w sprawy, których nawet Szatan nie rozumie.
-Dlaczego?- zapytał z głupim uśmieszkiem.
-Bo gdy bawisz sie ogniem, on sie kiedyś powiększy, a ty sie sparzysz- wytłumaczyłam, jak najmilej potrafiłam. Anioły źle na mnie wpływają. Za każdym razem, gdy rozmawiam z którymś, za bardzo sie otwieram.
Eh... Ten ich dobry wpływ na innych...
-Musze zapalić- stwierdziłam wstając. Odwróciłam sie w stronę drzwi, i jestem pewna, że w tym momencie przeżyłam zawał. W drzwiach stał Mattew.

 

-Bardzo muszę zapalić- cicho stwierdziłam przestraszona. Szybko połączyłam wątki. Wtedy, gdy Michał zerkał w stronę drzwi, wiedział że Matt nas obserwuje.
-To... To dla mnie za dużo- stwierdził załamany Matt. Poszedł w głąb domu, a ja spojrzałam morderczo na Michała.
-Nienawidzę cie- warknęłam przez zaciśnięte zęby. Pobiegłam za nim lecz zamknął sie w pokoju.
-Matt... Otworzysz drzwi?- zapytałam spokojnie.
-Daj mi pomyśleć- poprosił- Zostaw mnie...
Odeszłam od drzwi kilka kroków i uderzyłam pięścią w ścianę. Wściekła zbiegłam ze schodów i ruszyłam w stronę drzwi.
-Gdzie ty idziesz?- zapytał Michał. Odwróciłam sie do niego i rozłożyłam ręce.
-Nie wiem, kurwa! Do psychologa wygadać sie z mojego zjebanego życia!- wrzasnęłam zła. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami i wsiadłam do auta. Tak jak mówiłam, tak zrobiłam.
Pojechałam do mojej ukochanej psycholożki, Angeliki.
Tak jak ostatnio, weszłam do jej biura, zahipnotyzowałam ją, aby wysłuchała mnie do końca i przywróciłam jej wspomnienia z naszej ostatniej rozmowy. W taki o to sposób przez dwie godziny wytłumaczyłam jej wszystko co sie stało, od naszego poprzedniego spotkania, aż do teraz.
-... zamknął sie w pokoju i Pan wie co sie z nim dzieje!- zakończywszy mój monolog, wstałam z kanapy do pozycji siedzącej- Co ja mam robić, Angelika? Nie zaszkodziłoby jakbyś spojrzała na tą sytuacje okiem psychologa.
-Powinniście poważnie porozmawiać. Całą rodziną, a nie tylko z bratem- oznajmiła patrząc na mnie. Ja tylko westchnęłam. Podeszłam do niej i spojrzałam w oczy.
-Ta rozmowa nie miała miejsca. Miałaś przerwę obiadową- powiedziałam. Gdy tylko przytaknęła, ja wyszłam z budynku i odjechałam. W między czasie chciała mnie zatrzymać policja, ale kulturalnie oznajmiłam im, że wcale nie jechałam dwieście na godzinę.
Ah... Ten mój dar przekonywania...
Przed powrotem do domu musiałam sie także rozluźnić i coś zjeść. Przejeżdżałam akurat obok jakiegoś starego baru. Stwierdziłam, więc szybko, że go odwiedzę. Zaparkowałam obok i weszłam do środka.
Lokal wypełniony był ćpunami, alkoholikami, zboczeńcami i dziwkami. Inaczej sie nie da nazwać zgromadzonego tu towarzystwa.
Usiadłam przy barze, poprosiłam o kieliszek oraz butelkę wódki i czekałam aż ktoś sie dosiądzie.
Gdy wypiłam już ponad połowę butelki, w końcu ktoś usiadł obok mnie. Jakiś starszy mężczyzna położył mi rękę na udzie i uśmiechnął sie obleśnie.
Eh... Ten kryzys wieku średniego...
Odwzajemniłam uśmiech i, łapiąc go za rękę, wyprowadziłam go na zewnątrz. Ledwo wyszliśmy, a on już przygwoździł mnie do ściany. Zaczął mnie macać swoimi obleśnymi łapskami.
Możesz pomarzyć.
Stwierdziłam, że nie będę sie dłużej bawić.
Jednym ruchem sprawiłam, że przestał. Jego ciało upadło, a serce zostało w mojej dłoni. Gdy zrobiłam gryz poczułam jak jego energia rozchodzi sie po moim ciele. Poczułam ten smak, który dawno zniknął z mojego meni.
Gdy zjadłam moją przekąskę, spojrzałam na mężczyznę.
Hm... Trzeba by coś z nim zrobić...
Nie mogę go tu zostawić. Znowu byłaby jakaś afera. Po chwili namysłu postanowiłam go włożyć do auta.
Rozejrzałam sie, czy nikt nic nie widział, i odjechałam.
Gdy wjechałam w las, w połowie drogi zakopałam ciało pod jakimś drzewem, i wróciłam do domu.
Szczerze powiedziawszy... Nie czułam sie tak jak kiedyś. Nie czułam tego uczucia wyższości, gdy moja ofiara umarła... W ogóle nic nie czułam.
Z takimi myślami weszłam do domu. Wszyscy siedzieli w salonie i oglądali jakiś film. Od razu skierowałam sie do pokoju i rzuciłam sie na łóżko. Poczułam pod sobą coś twardego, więc wstałam i podniosłam ową rzecz.
Był to jeden z moich pamiętników.
Zdziwiona, pomyślałam, że może przypadkowo go tu zostawiłam, ale poczułam pewien zapach. Zapach, którego sie nie da pomylić z żadnym innym.
Dla pewności przystawiłam dziennik do twarzy i szybko go przekartkowałam.
Zapach mokrego psa podrażnił moje nozdrza.
Wściekła odłożyłam dziennik na łóżko i zbiegłam do salonu. Zayn chciał wyjść z pokoju z pustą miską, pewnie do kuchni, jednak mu przeszkodziłam.
-Ty niewdzięczny kundlu!- krzyknęłam uderzając go z pięści w policzek- Dałam ci moją krew, pozwoliłam ci tu mieszkać, a ty?! Jak śmiałeś ruszyć moje pamiętniki?! Jak śmiałeś w ogóle na nie spojrzeć?!
-O co ci chodzi?- zapytał wstając. Przygwoździłam go do ściany.
-O moją cholerną prywatność!- warknęłam i miałam go uderzyć. Niestety, ale ktoś mnie odciągnął.
-Nie wtrącaj sie, Perrie- powiedziałam w miarę miło. Chciałam podejść do Zayna i dokończyć naszą rozmowę, gdy Perrie mnie odepchnęła.
-Co ty robisz?- zapytałam zła.
-A jak myślisz?
-Pomagasz komuś, kto najchętniej by cie przebił kołkiem?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Bliskich trzeba chronić- oznajmiła cicho i zerknęła na Zayna.
-Ten bliski chce cie zabić- wysyczałam zła- Chyba mu nie wybaczysz?
-Ja...- Perrie troche sie zakłopotała, ale nadal nie pozwoliła mi przejść.
-Więc ja też nie powinienem ci wybaczać?- usłyszałam głos Liama.
-Co?- zapytałam zdziwiona i odwróciłam sie w jego stronę.
-O tym chciałem z tobą pogadać. Między innymi o tym- oznajmił.
-Nie rozumiem- przyznałam.
-Już nie raz próbowałaś mnie zabić. Dlaczego?- zapytał- Nawet w nocy, gdy wprowadziliśmy sie tutaj. Wtedy też chciałaś mnie zabić. Co ja ci zrobiłem?
-Nie rozumiesz- stwierdziłam.
-To mi wytłumacz!- zażądał.
-Ja... To trudne...- oznajmiłam. W jednej sekundzie pojawił sie obok mnie Michał.
-Gdy stróż zabije swojego podopiecznego, a on nie będzie miał dzieci, to przemienia sie w człowieka- wyjaśnił i odszedł.
-Chciałaś mnie zabić za człowieczeństwo?!- zdenerwował sie.
-To było moje marzenie. Zostać człowiekiem i żyć normalnie- oznajmiłam- Każdy chciałby spełnić swoje marzenia. Za każdym razem, gdy już miałam cie zabić... Po prostu nie mogłam. Bo cie kocham. Chciałam cie chronić przed złem, kłamstwem...
-Kłamstwem?- zapytał przerywając mi- Rozumiem, że masz jakąś swoją definicje kłamstwa, bo zdecydowanie cały czas mnie okłamujesz!
-O czym ty mówisz?- zapytałam podchodząc do niego.
-O twoich pamiętnikach!- powiedział zły.
-Nie wierze... Nakłoniłeś nawet Liama, żeby je przeczytał- spojrzałam niedowierzająco na Zayna- Może jeszcze opublikowałeś je w gazecie?
-Zostaw go w spokoju- powiedziała Perrie.
-Niby czemu? Nie umiał nawet poszanować mojej prywatności!
-A ty umiesz?- do rozmowy znowu dołączył sie Liam- Kiedy zamierzałaś mi o tym wszystkim powiedzieć? W ogóle rozważałaś powiedzenie mi tego?
-Nie rozumiem, Liam. O co dokładnie ci chodzi?- zapytałam zdezorientowana.
-O tym, że zmieniłaś całe moje życie w jedno, wielkie kłamstwo!- wrzasnął wściekły- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że tym chłopcem, którym sie opiekowałaś, jestem ja?!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Tak to ja. Nie kto inny jak ja.
Bardzo was przepraszam, jestem okropna, zawiedliście sie na mnie i w ogóle jestem zła :(
Ostatni rozdział był chyba trzy tygodnie temu... Strasznie mi przykro, ale wiecie szkoła i brak weny jednak stwierdziły "Ej! Dobijmy Natasze, przecież ona ma takie łatwe życie!"
No i cóż... Przez jakiś czas porządnie mnie dobijały, ale wczoraj moja wena wróciła, a szkołą jako tako dała mi troche luzu :/
Sami wiecie jak to jest z końcami roku. Wszystko trzeba poprawiać, pozdawać żeby potem wakacje były bez jakichkolwiek cholernych poprawek.
Ostatnio w ogóle mam jakieś problemy z rozdziałami. Trudno mi sie je pisze. Mogę coś napisać, a potem mnie spauzuje, i dopiero po kilku dniach dopisze kolejne kilka zdań.
Jakby to powiedzieć... Moja wena przelatuje sobie na inne tory.
Od jakiegoś czasu ciągnie mnie, aby napisać opowiadanie o Avengers (nie teraz bo teraz to nie mam czasu, ale i tak je kiedyś napisze! ;D) i cały czas myślę o jego fabule.
A wy jak myślicie? Spróbować z takim opowiadaniem?
Ale nie teraz o tym!
Jak wam sie (nie)podobał rozdział? o.O
Napiszcie w komach wszystko co o nim myślicie. Te złe i te dobre myśli, a nawet hejty na moje opóźnienie.
Wyżyjcie sie, a co tam, nie? ;)
Do zobaczenia <3
(jeśli ktoś tu jeszcze jest ;P)

16 komentarzy:

  1. Opowiadanie o Avengers byłoby świetne <3
    Czytałam jedno i było naprawdę niezłe ;)
    Rozdział cudowny <3 (nie wmówisz mi że jest inaczej)
    Weny życzę i pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czytam http://avengers-twosouls.blogspot.com/ całkiem ciekawe :3

      Usuń
  2. Jestem, jestem.
    Powiem Ci, że jest mi smutno. Dlaczego oni wszyscy jadą na Angel? Ok, chciała Go zabić, ale tego nie zrobiła. To, to dobrze, prawda? Nawet Perrie jest przeciwko niej! :C

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, Perrie nie jest przeciwko niej tylko broniła Zayna

    OdpowiedzUsuń
  4. Szukasz problemu tam gdzie go nie ma, rozdział moim zdaniem rewelacyjny. Wiem jak tą z tą weną jest, raz przychodzi, raz odchodzi. Czekam na next. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł z Avengers jest super. Czytam kilka i po prostu je uwielbiam xD a co do rozdziału to jest jak zwykle świetny :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż, nie rozumiem ich wszystkich! :D mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni :D
    ze niby Zayn już się pogodził z Perrie? XD tak to ją nienawidzi a teraz ona go broni :P
    czekam niecierpliwie na kolejny rozdział! ;*♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, nie rozumiem ich wszystkich! :D mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni :D
    ze niby Zayn już się pogodził z Perrie? XD tak to ją nienawidzi a teraz ona go broni :P
    czekam niecierpliwie na kolejny rozdział! ;*♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Bd następny? Super piszesz. *_*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego karzesz się hejtowaC? o.O Tym rozdziałem odkupiłaś wszystkie swoje grzechy :* Koffam

    OdpowiedzUsuń
  10. No, no, no! Jaka kłótnia! :D Do tego tej obrony Perrie, to już się w ogóle nie spodziewałam. Nieźle się zapowiada. Pisz nexta, kocie. :*
    Ps. Czekam na opowiadanko z Avengers'ów! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. nooo dzieje się <3 tęskniłam ale wreszcie coś dodałas :3
    duzo weny kochanie! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Znalazłem twojego bloga niedawno I nie mogę się oderwać masz wielki talent♡ rozdział cudowny jak byś pisała opowiadanie o Avengers na pewno bym czytał ♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy bd następny.? :* Kocham. <3

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH