28.05.2015

Rozdział 11 "Nie istnieje życie bez kłamstwa. Naucz sie tego"

~Pięć dni później~
~Angel~

Ogień. Płomienie. Stałam na łące płomieni. Przede mną pojawiła sie postać. Szatan.
-To zdecydowanie za szybko sie zaczęło- powiedział zdezorientowany.
-Co sie zaczęło? Co sie ze mną dzieje?!
-To przez twoją śmierć. Zapoczątkowała przemianę- mamrotał dalej- Wierze jednak, że poradzisz sobie z tym, kochana.
-Co? Ale co mam zrobić?- zapytałam. Ten za to podszedł do mnie i przytulił.
-Poradzisz sobie- powiedział to takim tonem jakby... jakby mnie pocieszał. Nie. Na pewno nie. To przecież Szatan! On nie zna takich uczuć.
-Lecz jeśli masz to opanować, musisz sie obudzić- oznajmił, a jego głos zaczął się zmieniać- Obudź sie. Obudź sie Angel. Obudź sie mamo...


-Obudź sie mamo, prosze- usłyszałam jakby zza ściany- Nie możesz mnie zostawić. Ja cie kiedyś zostawiłem, ale ty mi tego nie rób, prosze...
-Idę po coś do jedzenia- drugi głos także znałam. Ale skąd? Nie mogłam nic sobie przypomnieć.
-Mów do niej dalej. Lekarz twierdzi, że to pomoże- oznajmił i wyszedł. Więc gdzie ja jestem? Co tu robię? Pamiętam... Pamiętam jak sie dusiłam, ale potem... Pustka. Nic.
A może ja nie żyje? Może umarłam?
-Chodzę do szkoły, wiesz? Poznałem kilkoro nowych przyjaciół- ktoś złapał mnie za rękę i kciukiem lekko rysował okręgi na jej zewnętrznej stronie- Pamiętasz jak obiecałem ci, że zostanę stróżem, aby móc cie odwiedzać na ziemi? Za niedługo kończę szkolenie- oznajmił ucieszony- Na początku było trudno. Niektórzy mi dokuczali z twojego powodu. Nie chcieli zadawać sie z synem demona- prychnął zły. Chciałam wstać, przytulić go. Cokolwiek. Ale nie mogłam- Ale ja sie nie wstydzę. Opowiedziałem im troche o tobie, gdy mieliśmy przedstawić swoją rodzinę na lekcji. Wszyscy przyprowadzili rodziców, ale ja cie przedstawiłem jak najlepiej. Chociaż dostałem gorszą ocenę z powodu braku twojej obecności... Ale jestem dumny z tego, że jesteś moją mamą. Kocham cie. Nawet nie wiesz jak bardzo- stwierdził- Boje sie, że cie zawiodę. Boje sie, że coś zrobię źle i będziesz na mnie zła. Boje sie, że obleje egzamin końcowy. Potrzebuje cie, wiesz? Bez ciebie nie dam rady... Jeśli sie nie obudzisz... Ja nie dam sobie rady...
Udało sie. Jedna powieka uległa.
Teraz druga. Postaraj sie.
Z wielkim trudem podniosłam drugą powiekę. Światło, które było w pomieszczeniu, oślepiło mnie. Spojrzałam w stronę głosu. Na krześle, przy łóżku, siedział Dimitri. Przez chwile mu sie przyglądałam i zauważyłam, że znowu urósł. Wyglądał na piętnaście lat.
Z wielkim trudem, lekko ruszyłam palcem wskazującym u prawej ręki.
Dimitri szybko uniósł głowę, by spojrzeć na mnie.
-Obudziłaś sie- stwierdził ucieszony.
-Pójdę z tobą do szkoły i poprawisz ocenę- wychrypiałam. Chłopak tylko sie zaśmiał i przytulił mnie. Rozglądnęłam sie i zobaczyłam, że pokój nie był już biały. Wszystko w odległości, nie więcej niż metr ode mnie, było spalone.
-Co tu sie stało?- zapytałam siadając.
Już chciał odpowiedzieć, gdy do pokoju wszedł Gabriel z Michałem.
-Angel!- krzyknął Gabriel i podszedł do mnie. Odstawił tackę z jedzeniem i od razu mnie przytulił.
-Udusisz mnie- wymamrotałam, gdy nie mogłam złapać oddechu. Gabriel puścił mnie i usiadł na drugim krześle.
-Dobrze, że sie obudziłaś- powiedział uśmiechnięty Michał i oparł sie o ścianę.
-Co tu sie stało?- powtórzyłam pytanie.
-Wiesz... Kiedy spałaś lekarze chcieli zrobić ci kilka badań, ale gdy tylko cie dotknęli... Tak jakby, zaczęłaś sie palić, a twoje skrzydła cie chroniły przed jakimkolwiek dotykiem z zewnątrz- wyjaśnił Michał. Moje oczy w tej chwili były wielkości spodka kosmicznego.
-Wyglądałaś jak kokon- zaśmiał sie Gabriel.
-Zaraz, chwila! Ile ja tak spałam?- zapytałam przestraszona.
-Prawie tydzień- oznajmił Michał.
-Przecież Liam mnie zabije! O kurw... ku... kurde...-wymamrotałam na sam koniec, gdy wszyscy spojrzeli na mnie karcąco. Chwile później powrócił mój strach.
Szybko chwyciłam za telefon i... I zorientowałam sie, że go nie ma. Z mojego kochanego telefonu została spalona blaszka.
-Potrzebuje telefon. Już- powiedziałam twardo patrząc po wszystkich. Nic. Jak to jest? Niby w niebie jest taki raj, a głupiego telefonu nie ma!
-Mam przekichane- oznajmiłam chowając twarz w dłoniach.
-Jak wrócisz to wszystko mu wytłumaczysz- uspokajał mnie Michał.
-Tak, a ty mi w tym pomożesz- wskazałam na niego.
-Co? Czemu?- zdziwił sie.
-Bo to lepiej będzie wyglądać, gdy oboje to wytłumaczymy- stwierdziłam, po czym spojrzałam na nich jak na idiotów- Zawołacie tych lekarzy czy mam czekać kolejny tydzień?
-Taa... Jasne, już idę- Gabriel wyszedł z pokoju.
-No to co?- spojrzałam na Dimitri'ego- Idziemy do tej szkoły?
Chłopak zaśmiał sie i pomógł mi wstać. Razem z Michałem wyszedł, a ja przebrałam sie w świeże ubrania. Oczywiście nie mogłam liczyć na ubrania w swoim stylu, więc zostałam skazana na ubrania anielskie.
Miałam na sobie białą bluzkę z krótkim rękawem w złote wzory, krótkie spodenki w tym samy kolorze oraz złote buty na obcasach i mały złoty paseczek. Ugh... No dobra. Ubrania są fajne, ale czemu białe?!
Dzięki jasnym kolorom, moje czarne skrzydła prezentowały się pięknie.
Chociaż jeden plus.
Wyszłam na korytarz, a lekarze od razu zaciągnęli mnie do jakiejś sali, aby pobrać krew. Trwało to krótko, więc po chwili byliśmy w drodze do anielskiej szkoły Dimitri'ego.
Eh... I znowu wracasz do budy...


~Następny dzień~


Gdziekolwiek sie pojawiłam, wszyscy sie na mnie patrzyli. Wczoraj myślałam, że oszaleje. Dosłownie każdy wybałuszał oczy na mój widok.
Rozumiem, że jestem demonem w niebie, ale bez przesady...
Gdy tylko wróciliśmy ze szkoły Dimitri'ego, lekarze od razu wzięli mnie na wszystkie możliwe badania. Hm... Ale chyba sie opłacało. Dzisiaj mogę spokojnie wracać do domu.
Wszystko szłoby jak po maśle, gdyby nie mój nagły atak kaszlu i duszności. Lekarz pomógł mi tak jak pierwszego dnia, gdy tutaj przybyłam.
Nadal siedząc na łóżku, z maską tlenową i kroplówką podpiętą do ręki, czekałam na lekarza. Michał, Gabriel i Dimitri dotrzymywali mi towarzystwa i próbowali uspokoić.
Po chwili lekarz przyszedł do pokoju z plikiem różnych kartek.
Spojrzałam na niego wyczekująco.
-Badania wyszły dobrze, oprócz faktu, że w pani ciele pojawiło sie kilka zmian.
-Jakich zmian?- zapytał Gabriel.
-Ma pani ciągłą gorączkę, która pani szkodzi- oznajmił patrząc na mnie- Wygląda to tak, jakby coś wypalało panią od środka. Coś sie w pani zmienia, a organizm nie jest w stanie to wytrzymać.
-Przemiana...- wyszeptałam przypominając sobie mój sen.
-Tak. Jestem lekarzem w niebie, a nie w piekle, więc nie spotkałem sie nigdy z czymś takim, ale demony raczej nie przechodzą takich przemian- powiedział zamyślony- Coś zapoczątkowało pani przemianę, a organizm najwyraźniej nie jest na to gotowy.
-Ostatnio umarłam. To coś złego?- oznajmiłam, a lekarz spojrzał na mnie zdziwiony.
-Tak. Śmierć z reguły jest czymś złym, panno Fallen- przytaknął, patrząc na mnie pobłażliwie- Powracając jednak do tematu. Czy zmieniła pani coś w swoim życiu? Jakaś dieta, zmniejszone lub zwiększone godziny odpoczynku, dużo alkoholu, nikotyny...?
-Ostatnio nie śpię, i praktycznie zmniejszyłam swój podstawowy składnik jedzenia do minimum...
-Radziłbym natychmiast przywrócić ten składnik, i brać jakieś środki nasenne- odparł.
-Dobra, ale ja w ogóle nie śpię. Nawet godziny. Nic- wytłumaczyłam.
-Oh... Więc oprócz gorączki jest brak snu- westchnął zapisując coś na kartkach- Coś jeszcze sie zmieniło?
-Dużo pije i pali- wtrącił sie Gabriel.
-Wcale, że nie!
-Tak? A kto ostatnio wypalił paczkę papierosów w pół godziny i pił z rana?- popatrzył na mnie jak surowy rodzic zły na dziecko, które coś przeskrobało.
-Proszę natychmiast zerwać z tym nawykiem i...
-Ale to nic nie daje!- krzyknęłam zła. Wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni- Nikotyna na mnie nie działa tak jak alkohol! Nie mogę sie upić!
-Jak to?
-No, normalnie. Nie mogę sie upić.
-Jest pani pewna?- zapytał dla potwierdzenia, po czym znowu coś zapisał, gdy przytaknęłam.
-Ostatnio wypiłam prawie cały zapas alkoholu w jakimś barze i nic. Po takiej ilości normalny człowiek powinien umrzeć z dziesięć razy, a ja? Ja piłam dalej!- wyjaśniłam załamana. Wiecie jaki to ból nie móc sie upić w niektórych momentach? Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi!
-To dziwne...- stwierdził zamyślony.
-Więc, co teraz?- zapytał Gabriel. Co on taki nadopiekuńczy?
-No cóż... Może pani wrócić do domu, ale gdy tylko coś sie stanie, od razu prosze tu przyjść- powiedział twardo. My tylko przytaknęliśmy, a mężczyzna opuścił sale.
-Gotowa?- zapytał Michał, na co przytaknęłam. Podeszłam do Dimitri'ego i mocno go przytuliłam.
-Nigdy sie na tobie nie zawiodę, rozumiesz?- wyszeptałam- Kocham cie, Dim.
-Ja ciebie też, mamo- oznajmił, gdy wypuściłam go z uścisku.
-Zdasz ten egzamin. Wierze w ciebie- dodałam na koniec i podeszłam do Michała.
-Idziemy?- zapytałam. Ten przytaknął i mieliśmy wyjść z sali, gdy zorientowałam sie, że Gabriel za nami nie idzie.
-Co sie dzieje? Czemu nie idziesz z nami?
-Mam do załatwienia jeszcze kilka spraw. Wrócę za niedługo- wyjaśnił. Przytaknęłam i razem z Michałem wyszliśmy za bramę, do Piotra.
Oczywiście on był ucieszony, że w końcu sobie stąd pójdę. Objęłam Michała, aby w jakiś dziwny sposób nie znaleźć sie w całkowicie innym miejscu niż zaplanowany cel podróży, i zniknęliśmy.
Hm... Nie widziałam jednak, że Michał mówiąc, że pojawimy sie w moim domu, dosłownie miał na myśli mój dom.
Wylądowaliśmy w salonie. Niefortunnym trafem, potknęłam sie i przewróciłam. Michał upadł na podłogę, a ja na niego. Nasze usta na kilka sekund sie spotkały, ale szybko wstałam.
-Przepraszam...- oznajmiłam zakłopotana. Michał podrapał sie po karku i przytaknął.
Rozejrzałam sie po pokoju i zobaczyłam, że wszyscy domownicy akurat siedzieli w salonie i oglądali film. Chociaż aktualnie to oglądali moją małą wpadkę z Michałem.
Taa... To moje szczęście...
-Angel?- zapytał zły Liam.
-Em... Popcorn sie skończył!- oznajmił głośno Niall- Idę uzupełnić zapasy.
-Pomogę ci- zaproponował Harry. Oboje wyszli do kuchni. Spojrzałam zdziwiona w ich stronę. Po chwili każda osoba znalazła pretekst, aby wyjść z pokoju.
-Liam, to...
-Nie jest tak jak sądzę?- zapytał wstając z fotela- A co mam sądzić? Tydzień temu zniknęłaś z jakimś kolesiem, nie odezwałaś sie nawet słowem, a gdy wracasz całujesz sie z nim!
-Nie podejmuj pochopnych wniosków...- poprosił Michał.
-Ty sie lepiej nie odzywaj!- krzyknął zły- No słucham! Co mam o tym sądzić?!
-Od jakiegoś czasu miałam duszności i kaszel. Michał zabrał mnie do szpitala i zapadłam w śpiączkę. Nie mogłam oddzwonić- wyjaśniłam.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- wyraźnie ochłonął- Nie ufasz mi?
-Nie chciała żebyś sie martwił- odezwał sie Michał.
-A ten "pocałunek" to przypadek. Po prostu sie potknęłam- tłumaczyłam dalej. Liam popatrzył na mnie, a ja nadal wyczuwałam w nim złość, smutek i niepewność.
Nagle usłyszałam wrzask. Ktoś mnie wołał między prośbami o pomoc.
Do salonu wpadł Zayn z Alex, przerzuconą przez bark. Dziewczyna wierzgała, kopała, i biła go rękami, a jego mina wyrażała kompletny brak cierpliwości jej zachowaniem.
-Puść mnie! Pomocy! Nie zabijajcie mnie, prosze...- płakała. Chwila! Alex płakała?!
-Co tu sie dzieje, do cholery jasnej?! Puść ją!- wrzasnęłam na niego. Gdy tylko ją puścił, kopnęła go w krocze i przybiegła do mnie. Zayn skulił sie pod wpływem bólu i spojrzał na nią morderczo.
-Angel, pomóż mi... Oni chcą mi coś zrobić...
-Stop! Co tu sie dzieje?! Nie ma mnie tydzień, a wam odwala!
-Angel, oni mieli kły i chcieli mnie zabić... A potem wbili mi nóż w brzuch i...
-Zaraz, zaraz... Co?!- wrzasnęłam. Do salonu weszli wszyscy domownicy. Chociaż brakowało Perrie.
-Co tu sie dzieje do cholery?!- wrzasnęłam, po raz trzeci zadając to pytanie.
-Zaatakowały nas ostatnio wampiry i prawie zabiły Alex, ale jej nie zabiły- uspokoiła mnie na koniec Eleanor.
-Przecież widzę, że jej nie zabiły!- krzyknęłam, uspakajając sie po chwili- Jak ją uzdrowiliście?
-Tak, właściwie to Perrie jej pomogła...
-Przestań- wtrącił sie Zayn.
-Za chwile wracam i żądam wyjaśnień- powiedziałam wynosząc z salonu Alex. Ta nadal do mnie przytulona poszła ze mną do jej pokoju. Pozmieniałam jej znowu wspomnienia, tak aby myślała, że w tym tygodniu nic sie nie wydarzyło.
Źle sie z tym czułam. Znowu zmieniłam jej wspomnienia.
-Eh... Zgnije w piekle- zanuciłam pod nosem. Zbiegłam po schodach, zostawiając śpiącą Alex w pokoju, i poszłam do salonu. Stanęłam po środku pokoju i patrzyłam po twarzach wszystkich zebranych.
-Więc? Czekam na wyjaśnienia- oznajmiłam składając ręce w koszyczek na wysokości klatki piersiowej.
-Wampiry zaatakował nas i prawie zabiły Alex, ale Perrie dała jej swoją krew i ją uratowała- powiedziała na jednym wydechu, Eleanor.
-Chwila, co?- zdziwiłam sie.
-No bo Perrie jest wampirem, i dała jej swoją krew i wtedy ona wyzdrowiała, ale potem pokłóciła sie z Zayn'em i uciekła...- El powiedziała to tak szybko, że plątała sie w słowach, powtarzając co chwile literę "i".
-Perrie sie ujawniła?!- krzyknęłam zdziwiona, po chwili zasłaniając ręką usta.
Cholera! Miałaś tego nie mówić na głos!
-Co ty powiedziałaś?- zapytał Zayn- Ty o wszystkim wiedziałaś?!
-Gdzie ona jest?- zapytałam.
-Wiedziałaś?!
-Tak!- wrzasnęłam wkurzona- Wiedziałam o tym, że Perrie jest wampirem, okey?!
W domu zapadła kompletna cisza. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni.
-Ty żyjesz kłamstwem- stwierdził. Spojrzałam na niego pobłażliwie.
-Nie istnieje takie coś jak życie bez kłamstwa- zadrwiłam zła- Naucz sie tego, dzieciaku.
Prychnęłam, wzięłam kluczyki i wyszłam z domu. Pojechałam do najbliższego sklepu i kupiłam telefon. Jak najszybciej wybrałam numer Perrie i zadzwoniłam.
Odebrała po kilku sygnałach.
-Halo?
-Gdzie ty jesteś, do cholery?!- krzyknęłam do słuchawki.
-Angel?- zapytała zdziwiona.
-Nie, komornik. Jasne, że Angel!- krzyknęłam- Jeśli natychmiast nie podasz mi jakiegoś adresu, to przysięgam, zabije sie.
-Obiad gotowy!- usłyszałam w tle.
-Wyśle ci SMS, okey?
Po chwili sie rozłączyła. Gdy tylko dostałam adres, odjechałam spod sklepu.
Znalezienie odpowiedniego budynku zajęło mi dość sporo czasu, ale sie udało. Wbiegłam na odpowiednie piętro i zaczęłam dobijać sie do drzwi.
Otworzył mi jakiś mężczyzna.
-Ty...- zaczął dziwnie mi sie przyglądając. Nie obchodziło mnie co ma mi do powiedzenia. Wepchnęłam sie do mieszkania i zaczęłam wołać Perrie. Siedziała sobie w kuchni i jadła obiad, jak gdyby nigdy nic.
-Co ty sobie jaja robisz?!- krzyknęłam zła.
-O co ci chodzi?- zapytała zdziwiona.
-Wracasz ze mną do domu. Już!- stwierdziłam twardo. Brązowowłosy stał w progu i cały czas mi sie przyglądał. O co mu chodzi?!
-Nie wrócę tam! Oni mnie nienawidzą!
-Przestań gadać bzdury. Nie nienawidzą cie- powiedziałam spokojnie- Nie rób głupot i wróć ze mną do domu.
-Ale... A Zayn? On na pewno mnie nienawidzi!- powiedziała wstając od stołu.
-W dupie mam tego cholernego wilkołaka, rozumiesz? Masz zamiar uciekać od nas bo jakiś koleś ma do ciebie wąty? Nie przejmuj sie nim! W domu nie jest tylko on! Jesteśmy też my, twoi przyjaciele, i martwimy sie- powiedziałam z wyrzutem. Perrie przez dłuższy czas stała i patrzyła mi w oczy. Tak jakby myślała nad tym co ma zrobić. Wzięłam głęboki wdech i wybuchłam. Po prostu nie wytrzymałam.
-Przestań sie na mnie gapić, koleś!- wrzasnęłam patrząc na mężczyznę- O co ci chodzi?!
-O nic- uśmiechnął sie złośliwie.
-Zaraz zetrę ci ten uśmieszek z twarzy- warknęłam wściekła. Ruszyłam w jego stronę, przy okazji podwijając rękawy swej kurtki, ale Perrie stanęła mi na drodze.
-Nie rób mu krzywdy. Pomógł mi- oznajmiła przytrzymując mnie. Wzięłam wdech i chciałam sie uspokoić, ale to co usłyszałam tylko podniosło moje ciśnienie.
-Nic sie nie stało, Perrie. Demony już tak mają. Nie zmienisz tego.
-Szykuj sobie trumnę pijawko- ostrzegłam i próbowałam odsunąć od siebie Per. Nie udało sie.
Eh... Przyznajmy szczerze. Kiedy ty ostatnio cokolwiek jadłaś? Nie masz szans, ale dla niego zrobisz wyjątek. Wykrzesz z siebie te ostatnie szczątki energii i skop mu tyłek!
-Jeśli zrobisz mu krzywdę to nigdzie z tobą nie pójdę!- ostrzegła mnie. Przestałam sie szamotać i spojrzałam jej w oczy. Widziałam w nich triumf. Nawet nie wie jak bardzo sie myliła.
-Mogę go zabić, a ciebie wynieść siłą- oznajmiłam.
-Proszę cie, An.
Spojrzałam jeszcze raz na brązowowłosego i na Perrie.
-Okey... Ale idziemy teraz- stwierdziłam twardo. Blondynka pokiwała głową i puściła mnie. Minęłam ją i przeszłam obok mężczyzny.
-Następnym razem, jeśli kiedykolwiek sie spotkamy, to ci przywalę- powiedziałam do niego. Stanęłam przy drzwiach i teraz to ja ich obserwowałam.
Per podeszła do niego i przytuliła.
-Dziękuje za pomoc- powiedziała- Mam u ciebie dług. Jeśli będziesz cokolwiek potrzebował, od razu dzwoń. Przynajmniej jakoś będę mogła ci sie odwdzięczyć.
-Nie trzeba, mała. Idź bo demonek sie niecierpliwi- zaśmiał sie puszczając ją z objęć. Powstrzymałam sie od komentarza. Grzecznie czekałam aż Perrie wyjdzie i trzasnęłam drzwiami, tak mocno, że dziwie się że nie wyleciały z zawiasów.
Zeszłyśmy na dół do auta i odjechałyśmy stamtąd jak najszybciej.
-Nienawidzę wampirów- prychnęłam, po czym spojrzałam przepraszająco na Perrie- Bez urazy.
-Nic sie nie stało- westchnęła i wcisnęła sie w fotel pasażera.
-Czego sie boisz?- zapytałam.
-Ich reakcji- wyjaśniła poddenerwowana.
-Nie masz o co sie bać. Wszytko im wyjaśnimy i będzie dobrze. Zobaczysz. Wszystko będzie jak dawniej.
-Angel, nic nie będzie takie jak dawniej- stwierdziła patrząc na mnie- Umarłam. Dawna Perrie także odeszła. Teraz jestem wampirem. Jeśli Rada sie o tym dowie to mnie zabiją...
-Im też to wyjaśnimy- przerwałam jej twardo. Per lekko sie uspokoiła.
Jechałyśmy w ciszy, jak na skazanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejka! ;D
Wiem, wiem... Macie prawo mnie zabić :P
Nie było mnie tu dwa tygodnie... No cóż, wena zrobiła sobie wakacje. Co poradzić? Z weną nie miałam szans... :/
Hm... Ten rozdział nie bardzo mi sie podoba, ale... Ale nie chciałam was zawieść, więc stwierdziłam "Nie ma bata! Dodam dzisiaj ten rozdział!".
I dodałam xD
Rozdział dedykuje Karme eleg, która jako pierwsza zgadła, że Angel przechodzi przemianę! Gratulejszyn! <3
Dziękuje za wszystkie komentarze, obserwatorów, i wyświetlenia! Jesteście wielcy i wielce kochani! ;*
Do zobaczenia! ;****

Ps. Rozdział niby sprawdzony, ale nie sprawdzony xD

10 komentarzy:

  1. No więc na początku powiem, że brakuję Ci dość sporej ilości przecinków. Jak piszesz ,,się'', to musi być Ę, a nie E. No nic, z błędów to chyba tyle. Teraz przejdę do treści..
    No cóż. Strasznie mi się spodobało to, jak ,,tajemniczy brunet'' się gapił na Angel. To takie, hm, fajne! Znaczy, może i dla niej irytujące, ale ja nie jestem na jej miejscu, więc mogę mówić to, co mi się wydaje bez konsekwencji. Prawda?
    No nic, ja lecę się uczyć. :C
    Dziękuję za dedykację! <3
    Pozdrawiam, karmeeleq.:*

    OdpowiedzUsuń
  2. przemiana, przemiana i jeszcze raz przemiana grr... i jak to mówią "jak się jebie jedno to zaraz cała reszta" xD nie no rozdział świetny, a co do wilkołaka to mam nadzieje, że mu wróci rozsądek i będzie dalej z Perrie.
    Czekam na kolejny i życzę duuużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział <3
    Weny życzę :3
    Miłego wieczoru ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, tylko mam pytanie...
    Czy Angel może kopnąć Zayn'a z to co zrobił Perrie?
    I co za przemiana?
    Czekamy na następny.

    Za ewentualne błędy przepraszam, ale jestem na telefonie

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow... Angel i jakaś przemiana? No nieźle. :D Zapowiada się ciekawie. No i znowu Stefanek! <3 Dobrze, że Per wraca już do domu... A Zayn niech się zakopie pod ziemią jak jej nie chce widzieć! #hehe Do następnego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Blog został nominowany do Bloga Miesiąca: Maj. Po więcej informacji zapraszam na stronę: http://spis1d.blogspot.com/
    Pozdrawiamy, S1D ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. jezu cudowny rozdzial, jak zawsze nooo... co poradzic ze chodza sobie po tym swiecie takie genialne osobki jak ty i pisza genialne opowiadania jak to.. xd
    pisz szybciutko kolejny kochanie, czekam z niecierpliwoscia <333333
    zapraszam jeszcze do siebie:
    much-imperfections.blogspot.com
    calkieemnienormalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH