28.04.2015

Rozdział 8 "Takie tam duszności, kaszel i zdrada na deser"

~Angel~

Siedziałyśmy z Alex na łące jeszcze jakieś pół godziny. Skoro nie wie, że jestem nieśmiertelna to musiałam dodać jeszcze troche detali. Opowiedziałam jej taką historie jaką każdy chciałby usłyszeć. Wspaniała rodzina, przyjaciele... W jej umyśle jej życie było fantastyczne. Niech tak zostanie.
Znowu zmieniasz czyjeś życie w jedno wielkie kłamstwo. Zgnijesz w piekle.
Tym razem nie zrobiłam tego dla siebie. To ona prosiła.
Ale ty sie zgodziłaś.
Ugh... Spadaj!
-Wracamy do domu?- zapytałam, aby nie rozmawiać dalej sama ze sobą.
-Jasne. Jestem głodna jak wilk!- zaśmiała sie. Wstała i lekko sie zachwiała.
-Co sie stało?- zapytałam, szybko do niej podchodząc.
-Zakręciło mi sie w głowie...- wymamrotała. Wzięłam ją pod ramie i poszłyśmy w stronę domu.
-Dawno nie jadłaś. Chodźmy na śniadanie. Są gofry- oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
-Uwielbiam gofry! Z bitą śmietaną i owocami!- powiedziała uradowana.
Na początku myślałam, że to zły pomysł, aby wykasować jej wspomnienia, ale teraz... Teraz widzę ją uśmiechniętą i nie żałuje tej decyzji.
-Co dzisiaj robimy?- zapytałam.
-Moglibyśmy wszyscy gdzieś pójść- odpowiedziała.
-Jesteśmy właśnie na spacerze.
-Nie o to mi chodzi- jęknęła niezadowolona- Moglibyśmy pójść do sklepu, albo na jakąś wycieczkę poza miasto, albo do zoo, albo do kina...
Alex zaczęła wyliczać na palcach chyba wszystkie dostępne opcje wycieczek.
-No nie wiem...- udałam zamyśloną. Nawet nie zauważyłam, że już prawie jesteśmy na miejscu.
-Proszę!- przedłożyła śmiesznie samogłoski.
-Zastanowię sie- zaśmiałam sie i otworzyłam drzwi. Weszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy sie do kuchni.
Wszyscy powitali nas uśmiechami.
Chyba Zayn uświadomił wszystkich co sie stało na polanie.
-Siadaj. Śniadanie na ciebie czeka- oznajmiłam wskazując na jej talerz z goframi. Przynajmniej jeszcze przedtem tam były gofry. Teraz pewien blondyn kończył je konsumować- Niall!
-No co?
-Zjadłeś jej śniadanie?
-Byłem głodny- wymamrotał przepraszająco. Westchnęłam i zaczęłam robić nowe śniadanie dla Alex. Zajęło mi to chwilkę.
-Bon appetit- powiedziałam kładąc przed nią talerz pełen gofrów.
-Ja mam to wszystko zjeść?- zapytała niedowierzająco.
-Niall zjadł- do rozmowy dołączył sie Liam.
-No tak, ale... Niall to Niall- wyjaśniła, a wszyscy sie zaśmialiśmy.
-Wypraszam sobie- powiedział urażony blondyn. Alex go przeprosiła i wzięła sie za śniadanie. Fajnie było zobaczyć jak wszyscy razem siedzimy przy jednym stole i jemy śniadanie, bez żadnych kłótni. To było miłe. Byłam naprawdę szczęśliwa. Nie żałowałam niczego. Nie żałowałam, że spotkałam tych upierdliwych Łowców, którzy są teraz moimi przyjaciółmi. Tyle zmienili w moim życiu. Nie jestem pod władzą Pana Piekieł, mam przyjaciół i rodzinę, mam chłopaka który mnie kocha, prowadzę normalne życie... O ile życie demona może być normalne.
Oczywiście, że żałuje niektórych rzeczy, ale... Podoba mi sie tak, jak jest teraz.
Ale życie nie jest takie piękne. Przykładem jestem ja. W takiej miłej chwili znowu poczułam mdłości.
Szybko pobiegłam do toalety, przy okazji wywracając krzesło, na którym siedziałam.
Gdy już nachylałam sie nad muszlą i kończyłam zwracać śniadanie, zauważyłam że tym razem nie było krwi.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca, jak to mówią. I mają racje.
Wymioty przerodziły sie w kaszel. Oczywiście nie taki zwykły, przecież moje życie byłoby za proste. Kaszlałam krwią.
-Angel?!- słyszałam pukanie do drzwi. Liam. On nie może tego zobaczyć. Podeszłam do drzwi, nadal kaszląc, i zamknęłam je na klucz.
-Eleanor...
Między dusznościami i kaszlem, udało mi sie powiedzieć tylko tyle. Na początku bałam sie, że nie usłyszał lub nie zrozumiał... I chyba miałam racje. Duszności przeszkodziły w zrozumieniu choćby jednej literki, ale mój chłopak jest mądry i wiedział o co chodzi.
-Co? E...? Eleanor. Eleanor!- słyszałam jak pobiegł do kuchni, cały czas wołając El. Chciałam wstać, ale zachwiałam sie i upadłam obok wanny. Chwile później Eleanor dobijała sie do drzwi, głośno przy tym krzycząc.
Tym razem nie wstawałam tylko przeszłam ,od wanny do drzwi, na czworaka. Podparłam sie o drzwi i otworzyłam jej. Szybko przecisnęła sie przez małą szparę w drzwiach i zamknęła je. Reszta stała po drugiej stronie.
-O mój boże!- wykrztusiła przerażona. Nie dziwie sie jej.
Wanna, jak i muszla klozetowa, była cała we krwi. Podłoga i lustro także czystością nie lśniły. Ja sama też najczystsza nie byłam. Moja bluzka jak i spodnie były zabarwione na czerwono, włosy sie kleiły, a moja twarz wyglądała jakbym była kanibalem.
-Spokojnie. Spróbuje ci pomóc. Spokojnie. Będzie dobrze.
Odniosłam takie wrażenie, że ona bardziej chce uspokoić siebie niż mnie. Przez chwile chodziła w tą, i z powrotem, i myślała.
Rozumiecie to?! Ja sie dusze, a ona sobie spacerek urządziła!
-Dobra... Już wiem...- oznajmiła i kucnęła przy mnie. Położyła rękę na mojej klatce piersiowej i zaczęła mamrotać pod nosem. Duszności ustąpiły, ale nadal kaszlałam.
-Trzeba tu posprzątać- wymamrotałam. Ktoś zaczął sie dobijać do drzwi, a my spojrzałyśmy na siebie przestraszone.
-Co sie dzieje?!- krzyczał Liam. Niestety, ale wszystkie ręczniki, na moje nieszczęście, były w praniu. Ściągnęłam swoją, już i tak brudną, koszulkę i zaczęłam nią wycierać podłogę. Eleanor szybko wymyła wannę. Spuściłyśmy wodę w sedesie, aby pozbyć sie dowodów. Ściągnęłam zakrwawione spodnie i rzuciłam je na podłogę. Spodniami do końca wyczyściłam kałuże krwi, a bluzką czyściłam lustro. Gdy wszystko było już wyczyszczone, znowu zaczęłam kaszleć. Lecz tym razem, aby nic nie pobrudzić zakryłam usta bluzką. Już i tak jest brudna, więc co mi szkodzi.
Ostatecznie, gdy reszta groziła wyważeniem drzwi, w pokoju zrobiło sie strasznie jasno, przez co sie wywróciłam.
Światło zgasło, a przede mną stał Michał. Zdziwiło mnie, gdy zobaczyłam go w białej, rozpiętej koszuli. Normalnie jej nie nosił.
-Muszą sie tobą zająć lekarze- powiedział kucając przy mnie. Eleanor już przed sprzątaniem przestała mi pomagać zaklęciami, więc duszności powróciły. Znowu zaczęłam kaszleć i zarazem dusić sie.
-Angel!- słyszeliśmy wrzask zza drzwi.
-Nie mogą mnie zobaczyć- wymamrotałam przez bluzkę, którą nadal przyciskałam do ust. Michał pomógł mi usiąść i okrył mnie swoją koszulą. Nawet nie zauważyłam, kiedy ją zdjął.
-Otwórzcie te cholerne drzwi!- krzyczeli dalej. Zaczęli uderzać w drzwi tak mocno, że... wyważyli je.
W tym samym czasie Michał szybko mnie podniósł, a ja złapałam sie go za szyje.
-Angel...- powiedział przerażony Liam.
-Zabierz mnie stąd- poprosiłam, odwracając wzrok od Liama. W jednej chwili Michał mocno złapał mnie w pasie, abym nie spadła, a obraz łazienki i moich przyjaciół nagle zniknął.
Pojawiliśmy sie przed bramą Piotra, a moje skrzydła automatycznie sie pojawiły.
-Znowu ona?- jęknął Piotr, gdy zobaczył kogo niesie Michał, ale otworzył bramę. Nie mogłam nic powiedzieć przez kaszel, ale gdy przeszliśmy przez bramę, a Michał nie patrzył, kulturalnie pokazałam Piotrowi środkowy palec.
Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja sie ładnie uśmiechnęłam, pokazując mu język.
-Zachowujesz sie jak dziecko- zaśmiał sie Michał.
-A ty jak moja niańka- zadrwiłam kaszląc na niego- Przepraszam...
Po chwili znowu zaniosłam sie kaszlem, a powietrze nie miało zamiaru przejść mi do płuc.
Dusiłam sie i kaszlałam za jednym razem. Michał zaczął biec w nieznanym mi kierunku, a ja odwdzięczyłam sie kaszląc na niego krwią.
-Potrzebuje lekarza! Szybko!- wrzasnął wbiegając do jakiegoś budynku. Myślę, że to szpital dla aniołów. Hehe... Demon w szpitalu dla aniołów. Czym ten świat mnie jeszcze zaskoczy?
Oczywiście anielscy lekarze nie bardzo mieli chęć pomóc demonowi, ale kto by sie sprzeciwił dowódcy armii anielskich? No właśnie.
Michał zaniósł mnie do jakiegoś pokoju, oczywiście białego. Jakżeby inaczej. Położył mnie na białym łóżku, które już po chwili nie było białe tylko czerwone.
Lekarz spojrzał na mnie, szybko zbadał kilka podstawowych rzeczy i podał mi jakąś kroplówkę. Chwile później dał mi jakąś maskę, która miała mi pomóc w oddychaniu, i wyszedł.
Na porządku myślałam, że na mnie nie zadziała, ale pomogło. Przestałam sie dusić, a kaszel zniknął. Nie wiem co mi podał, ale zadziałało.
Przez kilka długich minut lekarz rozmawiał z Michałem za drzwiami. Usłyszałam jak ktoś puka i wchodzi do pokoju. Chciałam wstać, ale Michał przytrzymał mnie za rękę i kulturalnie oznajmił mi, że mam sie nie ruszać z miejsca.
-Co mi jest?- zapytałam. Maska, która dotąd mi pomagała w oddychaniu, teraz mi przeszkadzała. Z mojej wypowiedzi można było zrozumieć tylko i wyłącznie paplaninę jakiegoś pijaka.
-Co mi jest?- zapytałam jeszcze raz, zdejmując maskę tlenową. Oboje popatrzyli na siebie z dziwnymi minami.
-Nie jesteśmy pewni...
-Więc co podejrzewacie?- zapytałam siadając. Odłożyłam maskę na szafeczkę obok łóżka i spojrzałam na lekarza.
-Właśnie chodzi o to, że nie wiemy co podejrzewać- powiedział powoli.
-Jak to?
-Nie mamy pojęcia co pani jest. Musi pani zostać na jakiś czas na obserwacji. Zrobimy kilka badań i może wtedy coś znajdziemy- oznajmił wychodząc.
-Mam tu zostać?- zapytałam dla potwierdzenia.
-Jeśli chcesz sie dowiedzieć co ci dolega...
-Skąd wiedziałeś, że coś mi sie dzieje? Obserwowałeś mnie czy co?- przerwałam mu.
-Gabriel poprosił mnie, abym sie tobą zajął...
-Nie potrzebuje niańki!- prychnęłam zła.
-Intrygujesz mnie- powiedział wkładając ręce do kieszeni spodni, opierając sie o ścianę.
-Co?- zapytałam zdezorientowana.
-W jednej chwili zachowujesz sie jak anioł, a w drugiej jak demon. To dość nietypowe- powiedział zamyślony.
-Czekaj, co?- powtórzyłam.
-Twoja natura gryzie sie z duszą. Natura demona, dusza anioła- wyjaśnił- Kim byli twoi rodzice?
-Sama chciałabym to wiedzieć- prychnęłam.
-Wychowałaś sie sama? Bez rodziny?- zapytał współczująco.
-Mam rodzinę. Przybraną rodzinę- oznajmiłam.
-Czyli wychowałaś sie wśród ludzi- stwierdził.
-Ale nie wśród rodziny- sprostowałam- Czemu chcesz to wszystko wiedzieć?
-A czemu nie?
-A czemu tak?- zapytałam zirytowana. Archanioł zaśmiał sie promiennie i przeczesał włosy ręką.
-Jesteś wkurzający!- warknęłam.
-Tak jak ty.
-No prosze, w końcu coś nas łączy- uśmiechnęłam sie sztucznie. Wtedy zadzwonił telefon.
-O nie...- jęknęłam widząc kto dzwoni.
-Co sie stało?
-Mój chłopak dzwoni- oznajmiłam wyłączając telefon.
-Dlaczego nie odbierzesz?
-Nie chce tego wszystkiego tłumaczyć przez telefon- westchnęłam.
-Co tu do tłumaczenia? Jesteś w szpitalu.
-No niby tak, ale... Wyobraź sobie, że jesteś moim chłopakiem. Wiem, okropna wizja, ale spróbuj- skrzywiłam sie- No więc... Jesteś moim chłopakiem. Wbiegasz do łazienki, a tam ja w samej bieliźnie, przytulająca anioła, który jest bez koszulki. Co byś pomyślał?
-To podchwytliwe pytanie?- zaśmiał sie nerwowo.
-Bardzo śmieszne...
-Dobra... Trochę źle to wygląda...
Cały czerwony podrapał sie po karku. Teraz to zrozumiał?!
-No... Takie tam duszności, kaszel i zdrada na deser.
Przez kilka minut była kompletna cisza, a Michał wydawał sie być lekko zmieszany.
-Twój syn za niedługo kończy lekcje- oznajmił patrząc na zegar- Chcesz go odwiedzić?
Przytaknęłam uśmiechnięta. Szybko wstałam z łóżka i schyliłam sie, aby ubrać pantofle. Chyba zrobiłam to wszystko za szybko bo zakręciło mi sie w głowie i upadłam. Znowu zaczęłam sie dusić. Michał chciał mi pomóc, ale go odepchnęłam. Nie potrzebuje współczucia.
Przeczołgałam sie do szafeczki, aby dostać sie do maski tlenowej. Kiedy już miałam ją w ręce, wypadła mi. Upadłam z powrotem na ziemie, ale przez duszności zaczęło mi sie robić ciemno przed oczami. Michał podbiegł do mnie i... I chyba zemdlałam bo nic więcej nie pamiętam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejka!
Więc to jest rozdział 8! Jakby ktoś nie zauważył ;)
Jak już wcześniej mówiłam, w tej części pojawi się dużo kłótni.
Tak o to zaczyna sie jedna z nich, ale spokojnie... To dopiero początek (złowieszczy śmiech)
Kim bym była gdybym nie zrujnowała im życia i nie wystawiła na próby?
Na pewno nie Nataszą xD
Wiem, wiem, wiem... Jestem okropna!
Ech... Ostatnio zrozumiałam pewną rzecz. Jako jedyna dziewczyna w rodzinie (oprócz mamy) odziedziczyłam po wszystkich wszystko co najgorsze. Ostatnio byłam w szpitalu przez bóle brzucha (mam to po babci), pamiętacie?
Teraz chodzę po lekarzach bo mam problemy z kolanem (to mam po tacie, i dziadku).
Jak ja kocham to życie i moje zdrowie! -_-#
To wy sobie czytajcie, a ja idę do lekarza....
Do następnego! :*
Papatki <3

Ps. Tym razem was po szantażuje ;)
Przynajmniej 10 komentarzy i będzie następny rozdział. Jak nie to strzelam focha i w następnym tygodniu nic sie nie pojawi xD
Błahahahaha... Jestem okropna ;P

13 komentarzy:

  1. Genialny rozdział !!!
    Ciekawe co się dzieje z Angel ..
    Biedny Liam ta sytuacja musiała go wkurzyć a zarazem zasmucić :(
    Oj będzie kołótnia mojej ulubionej pary :/
    Dużo zdrowia, weny i jeszcze raz zdrowia !! :*

    Nats Malik <3

    OdpowiedzUsuń
  2. proszę cię daj już teraz nexta bo ja tu jak abgel umieram .... kurde rozbawiło mnie to że w niebie telefon dzwoni hahahaha to było dobre rozdział jak zawsze rewelka❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Eh ;-; to by bylo chyba swieto narodowe jakbys nie namieszala ;-;
    co my sie z tb mamy
    ale rozdzial super
    laski pisac kom bo ja chce nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie. Moje myśli wcale nie idą w złym kierunku... pisz dalej, bo się do końca zepsuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super <3
    Życzę weny i zdrowia :)
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Boje sie troche o ta nasza Angie...
    Daj szybko nastepny rozdzial, bo sie o nia boje xd
    Przepraszam, ze bez poskich znakow, ale takie uroki mego telefonu... :/

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zawsze świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czlowieku! Jak moglas przerwac w takim momencie! Myslalam ze teraz bedzie nagle wizja Liama :D Dodawaj nastepny jak najszybciej :) Pozdrawiam i zycze weny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie no, dziewczyno! Taki moment! Kurde, nie wiem co jest z Angel, ale czuję, że coś się kroi... A co? Jest jedna możliwa odpowiedź. DAWAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś nominowana do Libester Blog Awards :D Więcej informacji - http://must-be-well-onedirection.blogspot.com/2015/04/libester-blog-awards-d.html?m=1

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH