17.03.2015

Rozdział 2 "Przepraszam"

~Angel~

Gdy tylko zamknęłam Perrie, pojechałam do najbliższego sklepu. Kupiłam zapas jedzenia na miesiąc, ale w naszym domu zniknie w dwa tygodnie.
Jak nie szybciej.
Rozpakowałam wszystko i zaczęłam robić śniadanie. Mam nadzieje, że tosty im zasmakują. A jak nie to trudno, nie moja sprawa. Minęło pół godziny, a ja dalej chodziłam po kuchni w tą, i z powrotem, roznosząc talerze i nakładając tosty, co jakiś czas robiąc nowe.
Gdy w końcu skończyłam śniadanie usiadłam przy stole i wzięłam dzisiejszą gazetę. Zrobiłam sobie szklankę Manhattanu i próbowałam sie uspokoić po dzisiejszej nocy.
Ja jej, do cholery, próbuje pomóc, a ona co? Przez resztę życia będą mi wypominać moje błędy?! Byłam potworem i mordercą, i co?! Nadal nim jestem i nikt tego nie zmieni! Nie jes...
-Angel? Zrobiłaś śniadanie?
-Nie jestem idealna, dobra?!- wrzasnęłam na cały głos. Wszyscy stali zdziwieni w progu kuchni. Nawet Perrie wyszła już z szopy i stała z innymi w progu. Odłożyłam gazetę i wypiłam duszkiem cały alkohol. Oparłam sie łokciami o stół i schowałam głowę w rękach.
-Angel, kochanie?- poczułam na ramieniu czyjeś ręce- Co sie stało?
-Nic- powiedziałam troche spokojniej.
-Nie pijesz z byle powodu. Co sie stało?- zapytała Nicol. Spojrzałam na nich, patrzyli na mnie zmartwieni.
-Nic- odpowiedziałam znowu, ale nie umknęło nikomu, że troche ze smutkiem. Liam zareagował bardzo szybko. Podniósł mnie, usiadł na moim krześle i wziął mnie na kolana.
-Czemu jesteś smutna?- zapytał cicho i podał mi czarną róże, którą mu dzisiaj zostawiłam. Tym samym zakomunikował mi, że jest przy mnie i martwi sie.
Reszta usiadła już przy stole i nadal sie we mnie wpatrywali.
-Pokłóciłam sie z kimś i tyle- wyjaśniłam- Nie chce o tym rozmawiać. Sama sobie z tym poradzę.
-Będzie dobrze- powiedział Alard i zaczął jeść tosty- Dobre!
-Dzięki- zaśmiałam sie. Wszyscy zaczęli jeść śniadanie.
-Ciekawe...- wymamrotał Zayn- Angel umie obsługiwać tostownice!
-Szczerze powiedziawszy to ja też myślałem, że twoje zdolności kulinarne kończą sie na sercach- dodał Harry, a kundel poklepał go po plecach, patrząc na mnie ze złośliwym uśmieszkiem.
-W takim razie bardzo sie mylicie- oznajmiłam odkładając kubek z kawą.
-Pewnie nawet ja umiem więcej niż ty- zadrwił Zayn.
-Ja w tym widzę ciekawy zakład- stwierdził Matt.
-Oboje coś ugotujcie, a ja... znaczy my... ocenimy kto jest lepszy- zaproponował uradowany Niall.
-To głupie- stwierdziłam.
-Wymiękasz?
-Taa... I co jeszcze? Przyjmuje- powiedziałam pewnie- Co mamy ugotować?
-Jakiś dobry obiad i deserek na dodatek- powiedział Niall. Spojrzałam na Zayna, a ten przytaknął z cwanym uśmieszkiem.
-Co ma z tego wygrany, a co przegrany?- zaciekawiła sie Eleanor.
-Wygrany zostanie przeproszony przez przeciwnika i wymyśli przegranemu jakieś zadanie- oznajmił Louis.
Nachyliłam sie nad stołem i podałam rękę kundlowi, patrząc na niego zwycięsko.
-Liam, przetnij- poprosiłam z uśmiechem. Liam "przeciął" ręce i tak oto powstał konkurs kulinarny. Wygram go. Nie ma innego wyboru.
-To co dzisiaj robimy?- zapytał Liam, przytulając mnie lekko.
-Nie mogę dzisiaj- oznajmiłam.
-Czemu?
-Musze posegregować rzeczy na strychu. Następnie muszę pojechać do sklepu bo nie mam rzeczy potrzebnych do mojego obiadu, potem muszę wymyślić jakąś fajną kare dla Zayna, gdy już przegra...
-Chciałabyś- prychnął.
-...I na sam koniec mam lekcje latania z Gabrielem- wyjaśniłam nie zwracając uwagi na Zayna. Pamiętam jak przez pierwszy miesiąc nie mogłam wychodzić poza las, bo nie umiałam "zniknąć" swoich skrzydeł. Dopiero potem wyjaśnił mi, że chodzi oto, abym wyobraziła sobie brak skrzydeł. Jakby nie mógł tak od razu.
-Zostawisz mnie samego?- posmutniał.
-Dołączę do ciebie wieczorem- szepnęłam mu na ucho i puściłam oczko.
-Tylko jakiegoś bachora nie zmajstrujcie- zadrwił Zayn. Nawet nie wiedział jak bardzo mnie to zabolało. Nie wiedział, że trafił w mój czuły punkt. Wstałam wściekła z kolan Liama i wyszłam z kuchni, posyłając kundlowi mordercze spojrzenie. Pobiegłam schodami i stanęłam na końcu korytarza. Otworzyłam skrytkę na suficie, z której wysunęły sie małe schodki, i weszłam na strych.
W trakcie tej drogi słyszałam krzyki Liama. Coś w stylu "Zayn, ty cholerny kretynie!". Potem do niego dołączyli inni.
Zapaliłam małą, starą lampkę, odgarnęłam pajęczyny, które swoją drogą były wszędzie, i usiadłam opierając sie o stare pudło. W moich oczach pojawiły sie łzy. Zamknęłam je szybko, aby nie pozwolić im uciec i to był błąd. Przed oczami pojawił sie obraz Dimitri'ego, umierającego na moich oczach. Mój oddech nagle przyśpieszyły, choć tak bardzo tego nie chciałam.
Tylko nie to. Błagam cie nie rób tego. Wpadasz w panikę. To źle. Rozczulasz sie nad sobą. Nie rób tego!
Za późno. Mój oddech przyśpieszył do maximum, a łzy spływały wodospadem.
-Mogłam sie bardziej postarać. Gdyby nie moja głupota... on by żył- mamrotałam do siebie.
To nie twoja wina! To wina twojego męża! Nie twoja!
-Przepraszam, Dim- powiedziałam patrząc w górę- Przeze mnie tam jesteś. Powinnam sie bardziej postarać...
Po kilku naprawdę długich minutach użalania sie nad sobą, zaczęłam sprzątać. Mniej więcej wszystko posprzątałam i posegregowałam. Choć szukałam przez trzy godziny, nic nie znalazłam. Jakby list wyparował. Takim sposobem nie dojdę do moich prawdziwych rodziców. A może nawet mam rodzeństwo? Ugh... Nigdy sie tego nie dowiem, jeśli nie znajdę tego cholernego listu!
-Pewnie ojciec go spalił!- warknęłam. Najlepiej niech on spali sie w piekle!
Sprawdziłam godzinę na telefonie, i aż oniemiałam. Jest 15:23, a ja nadal siedzę na strychu. Musze jeszcze jechać do sklepu.
Schodząc ze strychu, założyłam okulary przeciwsłoneczne, które kiedyś tu wrzuciłam. Przeszłam przez korytarz, po drodze zabierając kluczyki i portfel. Gdy tylko pojawiłam sie na dole, zostałam... oblężona.
-Jak sie czujesz?- zapytał Liam i Alard.
-Tak jak zwykle... do dupy- wymamrotałam i wzruszyłam ramionami. Chciałam przejść dalej, ale obaj zagrodzili mi drogę.
-Czego?!
-Gdzie idziesz?- zapytał Gabriel.
-Do sklepu?- powiedziałam i spojrzałam na nich jak na głupków. Oczywiście oni tego nie mogli zobaczyć.
-Po co ci te okulary?- zapytał Alard.
-Słuchaj, braciszku,...- powiedziałam ironicznie, on nie wiedział o co chodzi, ale ja tak, i tyle mi wystarczyło-... ta twoja ciekawość zaczyna mnie wkurzać.
-Ma racje- przyznał Liam, a ja już chciałam sie do niego uśmiechnąć, bo przyznał mi racje, ale...- Po co ci okulary?
-Oboje mnie wkurzacie. Nie wiecie, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła...?- chciałam już iść, ale... Perrie ściągnęła mi okulary. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Oddawaj to!- warknęłam zła i wyrwałam jej okulary.
-Płakałaś- stwierdził Alard- Powinienem mu przyłożyć.
-Przestań udawać mojego brata!- wrzasnęłam. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni. Nie zamierzam sie spowiadać z moich prywatnych rzeczy. Założyłam okulary i wyszłam z domu. Mam wszystkiego dość. Najpierw robią ze mnie potwora, a później litują sie nade mną. Żałosne. Oni są żałośni!
Weszłam do samochodu i zaczęłam grzebać w skrytce. Znalazłam papierosy, więc od razu zapaliłam. Ledwo odpaliłam auto, a obok mnie siadła Perrie.
-Czego chcesz?- warknęłam- Przecież potwór mojego pokroju nie może ci pomóc.
-Przepraszam- powiedziała- Ja nie chciałam tego wszystkiego mówić... Samo tak wyszło.
-Wiem- westchnęłam odjeżdżając- Każdemu młodemu wampirowi na począdku odpieprza.
-A jednak cie to dotknęło...
-Nie dotknęło tylko wkurzyło- sprostowałam- Każdy cały czas wytyka mi moje błędy. Każdy je popełnia, a jednak wszyscy wytykają je tylko mnie. Najpierw ty, a potem kundel. To nie jest fajne, wiecznie być tą złą.
-Wiem jak sie czuj...
-Nie! Nie wiesz! Nikt tego nie wie!- krzykłam uderzając o kierownice- To ja zawsze jestem ta zła, nieudolna i najgorsza. Choć tak bardzo sie staram , wszyscy mówią, że jestem zła. Nawet sam Bóg stwierdził, że nie mogę sie zmienić. Że nie mam prawa zmienić mojego przeznaczenia, a jednak próbuje i co mi z tego? Nic! Bycie miłym nic nie zmienia! Traktują cie wtedy jak ścierwo i dobijają twoimi błędami! Bycie miłym nic nie daje, za to bycie złym przynajmniej daje ci satysfakcje. Okrywasz sie pancerzem, aby nikt cie nie zranił, a jednak nadal próbują. A gdy już trafią w czuły punkt, mieszają cie z błotem. Bycie miłym nic nie daje, Perrie. Przygotuj sie na to. Gdy dowiedzą sie, że jesteś wampirem zmieszają cie z błotem. Tak jak mnie...
-Zayn nie wiedział i nie chciał cie...
-Ale zrobił to!- wrzasnęłam- Wiem, że byłam okropną matkom i wiem, że przeze mnie mój syn nie żyje, dobra?! Nikt nie musi mi o tym przypominać! A napewno nie ten pchlarz wygnany ze stada!
Perrie ucichła i spojrzała na mnie smutna. Gdy tylko dojechałyśmy do sklepu, szybko kupiłam to co mi było potrzebne i wróciłyśmy do domu. Od razu poszłam do kuchni, jednak nie zdjęłam okularów. Nikt nie będzie patrzeć na moją chwile słabości. W dwie godziny zrobiłam pieczeń i panana cotte. Zayn zrobił coś na kształt chińszczyzny i ciasto. Jednak ostatecznie przegrał bo pomylił sól z cukrem i ciasto wyszło... słone. Co za debil.
-Będziesz przez tydzień sprzątał po jedzeniu i wynosił śmieci- oznajmiłam krótko. Nawet nie czekałam na jego sztuczne przeprosiny. Po prostu wyszłam z kuchni. Przebrałam sie w dresy i bluzkę na ramiączkach, aby skrzydła mnie nie wkurzały, i zbiegłam po schodach.
-Czekam na polanie- powiedziałam do Gabriela i chciałam wyjść. No właśnie, chciałam. Nie pozwolił mi na to Liam, który złapał mnie za nadgarstek i obrucił do siebie.
-Martwię sie o ciebie- powiedział patrząc mi w oczy.
-To jest wasz problem- warknęłam nadal nie panując nad emocjami- Wy ludzie jesteście tacy emocjonalni... Tacy krusi!
-Co?
-Nie użalaj sie nade mną. Nad potworem nie warto- strzepnęłam jego rękę i wyszłam, zostawiając wszystkich osłupiałych ze zdziwienia. Musze poćwiczyć. Musze sie wyżyć.
Z pod domu zaczęłam biec na polane, a potem kilka okrążeń wokół niej. Potem kilka pajacyków, przysiadów, pompek i tym podobne. Wszystkiego mniej więcej po trzydzieści razy, aby jak najszybciej sie zmęczyć. Jednak cała moja energia sie nie wyładowała i zaczęłam bić w drzewo. Nie obchodziło mnie, że drewno wbija mi sie w dłonie. Nie obchodziło mnie nic.
Po kilkunastu minutach moich ciosów drzewo pękło, więc podeszłam do następnego.
Tak bardzo pogrążyłam sie w tym zajęciu, że nie zauważyłam, że ktoś przyszedł.
-Nie rób tego- usłyszałam.
-Las jest duży- warknęłam- Kilka drzew nie zrobi różnicy.
-Dobrze wiesz, że nie oto mi chodzi- sprostował Gabriel i stanął obok mnie- Nie odpychaj ich od siebie. Twoje ataki agresji to pierwszy krok do stracenia ich. Nie powtarzaj starych błędów.
-Przecież mnie znasz, Gabrielu. Moje nagłe "ataki", jak to nazwałeś, bywają o wiele gorsze niż ta przed chwilą- powiedziałam, a następne drzewo sie złamało pod wpływem moich ciosów- Jak na mnie, to byłam bardzo milutka.
-Dlaczego to robisz? Dlaczego ich odtrącasz?- zapytał stając przede mną.
-Nie odtrącam ich- warknęłam.
-A jednak to robisz- dodał patrząc mi w oczy.
-Słuchaj, nędzny pomocniku Boga! Wyszłam z tego pieprzonego domu, aby nikt nie ucierpiał na zdrowiu i życiu, więc odpierdol sie puki jeszcze umiem sie opanować, rozumiesz?!- wrzasnęłam.
-Właśnie nie rozumiem i chce sie dowiedzieć- powiedział tym swoim spokojnym głosem. Za chwile zwariuje!
-Dobrze wiesz jak to u mnie wygląda! Gadam głupoty, rozwalam co popadnie i zabijam wszystko co stanie mi na drodze, więc odejdź, jeśli życie ci miłe!- powiedziałam, a moje oczy... Moje oczy stwierdziły, że muszą pokazać na co je stać i zmieniły kolor na czerwony. To zawsze zaczyna sie tak samo, ale nie... po co mnie słuchać?
-Możesz odpychać od siebie wszystkich, ale mnie nie uda ci sie przestraszyć- oznajmił z uśmiechem.
-Wkurwiasz mnie!- krzykłam i zamachnęłam sie. Gabriel dostał w twarz. W moich rękach były kawałki kory, które podczas uderzenia wbiły sie i zostały w jego twarzy.
-Zawsze mnie pouczasz! Jakbym była jakimś dzieckiem!- warknełam kopiąc go w bok. Gabriel upadł.
-Zawsze to ja byłam tą złą. To ja byłam najgorsza. To mnie wszyscy robili nadzieje, aby potem zgasić ją jak ogień na świeczce. To mnie wiecznie torturowano, za to kim jestem...
-Nie rób tego, czego będziesz żałować- poprosił, gdy kopnęłam go w brzuch.
-To mnie okłamywano całe życie! To mnie wszyscy opuszczali, gdy potrzebowałam towarzystwa! To ja jestem sierotą podrzuconą pod drzwi bo rodzice mnie nie chcieli! To nade mną znęcał sie ojczym! To ja musiałam zabić tysiące ludzi, aby usłyszeć że ktokolwiek jest ze mnie dumny! To mnie wychował Szatan, jak własną córkę! Przygarnął mnie, gdy inni mnie odrzucili! To ja jestem mordercą! To ja jestem potworem! Ja jestem demonem!
-Nie jesteś... nim. Jesteś... Angel. Nie jesteś... potworem. Nie jesteś... mordercą. Robiłaś... to wszystko bo... nie miałaś wyboru...- mówił między moimi kopnięciami w żebra, które łamały sie z trzaskiem. Podniosłam go za koszulkę i przygwoździłam do drzewa. Zaczęłam go bić po twarzy, a jednak nie poddawał sie.
-Jestem twoim... przyjacielem i zostanę z tobą... czy będziesz miła... czy wredna... i tak... zostanę...- próbował do mnie dotrzeć lecz niewiele to dało- I jestem... jestem z ciebie... du... dumny...
W tej chwili Gabriel stracił przytomność, a ja go uderzyłam jeszcze kilka razy w brzuch i puściłam.
-O matko... Co ja zrobiłam...- kucnęłam obok niego i podniosłam. Wzięłam go pod ramie i zaniosłam do domu. Szłam tak szybko jak tylko mogłam, po drodze wysyłając Perrie SMS, aby wyszła poza las pod jakimś pretekstem. Gdyby poczuła chociaż odrobinkę krwi Gabriela, rzuciłaby sie na niego. Zdemaskowali by ją.
Gdy stałam w krzakach, zobaczyłam jak Per odjeżdża spod domu. Od razu wbiegłam do budynku.
-Przynieście mi apteczkę!- wrzasnęłam na cały dom. Położyłam na kanapie i zaczęłam mu wyjmować kawałki drewna z twarzy. Po kilku sekundach dostałam apteczkę. Wszyscy zebrali sie w salonie i patrzyli to na Gabriela, to na mnie.
Wyjęłam wodę utlenioną i przemyłam rany na twarzy. Następnie wzięłam bandaż i chciałam go podnieść, ale sama nie dałam rady.
-Niech ktoś go przytrzyma w pozycji siedzącej- rozkazałam. Z pomocą przyszedł Louis. Przytrzymał go, a ja mogłam obwiązać żebra bandażem. Starałam sie to zrobić nie za mocno, ale nie za lekko.
Pobiegłam jeszcze do kuchni i wyciągnęłam groszek z zamrażarki. Przyłożyłam go do oka Gabriela, które lekko opuchło i usiadłam patrząc na niego ze smutkiem. Chciał mi pomóc, a ja go odtrąciłam. Zachowałam sie jak Perrie, tylko o wiele gorzej. Popełniłam błąd, ale chciałam go naprawić. Mam tylko nadzieje, że mi sie uda.
-Co mu sie stało?- zapytał nagle Louis.
-Wampiry?- dodał Harry, ale ja pokręciłam głową.
-Więc kto?- dołączył sie Niall.
-Ja...- wyszeptałam załamana- Ja mu to zrobiłam...
-Co?!- krzyknęli wszyscy.
-Jak ty mogłaś?!- zaczęła Nicol.
-Czemu?!- krzyknął Liam.
-Nie chciałam...- pokręciłam głową- Wściekłam sie... I potem... Nie chciałam...
Nastała cisza. Nikt sie nie odezwał. Wszyscy patrzyli na mnie, a ja... Ja patrzyłam na Gabriela. Nie chciałam mu tego zrobić. A on... Mógł ze mną walczyć, ale wolał pobawić sie w mój worek treningowy.
Minęło następne pół godziny, a wszyscy powoli rozchodzili sie do pokoi. W ostatniej sekundzie zatrzymałam Liama.
-Co chcesz?- zapytał... tak oschle. Bez emocji.
-Przepraszam. Nie chciałam tego powiedzieć. Nie chciałam cie urazić- wyjaśniłam- Nieraz mam takie jakby "ataki". Nie panuje nad tym co robię i mówię. Zayn mnie wkurzył i zapoczątkował ten gniew... Wystarczy kilka złych słów i zmieniam sie w demona... Przepraszam...
Liam spojrzał na mnie i przytulił.
-Nic sie nie stało- wyszeptał- Każdy ma czasem zły dzień.
-Ja mam taki codziennie- zadrwiłam.
-Zmienimy to- uśmiechnął sie pocieszająco i założył mi włosy za ucho. Pocałował mnie na dobranoc i poszedł do pokoju. Ja natomiast usiadłam na fotelu, na przeciwko kanapy. Usiadłam po turecku i wpatrywałam sie w Gabriela.
Nie zostawię go teraz.

~Godzina 3:28~

-Gabriel nadal nie wstał?- usłyszałam. Spojrzałam w stronę dźwięku i zobaczyłam Zayna opierającego sie o framugę.
-Anioły regenerują sie inaczej niż demony. Zresztą...- przerwałam na chwilkę-... ja jestem inna. Mogę zregenerować sie w chwilkę, a innym zajmuje to więcej czasu. Nie wiem jak to działa.
Zayn usiadł na drugim fotelu i patrzył sie na mnie. To było wkurzające.
-Co u Perrie?
-Śpi.
Taa... "Śpi". Teraz pewnie podsłuchuje naszą rozmowę, ale dam mu tą odrobinę normalności i szczęścia, i nie powiem mu tej okrutnej prawdy.
-Po co przyszedłeś? Czemu nie śpisz?- spojrzałam w jego stronę, a on westchnął.
-Nie mogłem spać. Pomyślałem, że jest okazja porozmawiać z tobą w cztery oczy i jestem- zaśmiał sie nerwowo.
-O czym chciałeś pogadać?- zapytałam zdziwiona.
-O tym co dzisiaj powiedziałem...- westchnął- Ja nie wiem co cie tak zabolało, ale... Jeśli sprawiło ci przykrość to przepraszam... Przepraszam też za ciekawość, ale... co cie tak zabolało?
-Wiesz...
Nie miałam pojęcia jak zacząć. Mam sie zwierzać kundlowi? To... dziwne.
-Jeśli nie chcesz...
-Uciekłam kiedyś z piekła, wiesz... Chciałam spróbować normalnego życia- zaczęłam. Teraz albo nigdy...- Spotkałam mężczyznę. Był wilkołakiem...
-Chodziłaś z wilkołakiem, a ze mną nie możesz nawet udawać kumpli?- zadrwił zdziwiony.
-Wtedy jeszcze nic nie miałam do waszej rasy. Ale mniejsza z tym... Zbliżyliśmy sie do siebie i zostaliśmy małżeństwem... Nic nie mów!- rozkazałam, gdy już otwierał usta- Przez pierwsze osiem lat było pięknie. Wiesz... Szczęśliwe małżeństwo z synkiem. Gdy Lucyfer dowiedział sie z jakiego powodu uciekłam, zaczął nas prześladować. Belial podjudzał mojego męża, że zdradzam go z każdym jego przyjacielem... Stracił do mnie zaufanie, zaczął pić, krzyczeć i bić nas. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać i uciekliśmy. Uciekaliśmy codziennie, przez kilka tygodni. Nie miałam jak i kiedy sie pożywić, aby odzyskać siły...- mówiłam coraz ciszej, a Zayn dalej na mnie patrzył. Słuchał mnie- Pewnego dnia złapał nasz trop i znalazł nas. Zaczął krzyczeć... Gdy chciał uderzyć nasze dziecko... Ja mu sie postawiłam. Zaczął mnie bić, krzyczeć... Straciłam przytomność... Gdy sie obudziłam... Mój syn... On nie żył...- po moich policzkach spłynęło kilka łez, ale szybko je starłam- Dimitri umarł w wieku siedmiu lat... Nie starałam sie... Mogłam... Mogłam coś zrobić, a ja... J-ja... Przeze mnie nie żyje...
Zayn nagle wstał i... przytulił mnie. Ale właśnie tego mi brakowało. Żeby ktoś mnie przytulił.
-Przepraszam- wyszeptał.

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Oto nowy rozdział! (tak jakby ktoś nie zauważył ;P)
Mam nadzieje, że w miarę wam sie podoba 
Moim obowiązkiem jest powtórzyć rutynę, więc...
Za tydzień urodzinki bloga!
W zakładce, pod tym samym tytułem co u góry, możecie zadawać pytania, albo wymyślić coś na ten specjalny dzień.
Macie tam też maila, na który możecie wysyłać wasze dzieła sztuki typu rysunki, wierszyki, obrazki, parodie, imagify i nie wiadomo co jeszcze związane z opowiadaniem. Czekam <3
Papatki <33


!Wiadomość dla Nicol Styles!

Nadal czekam na pytania do bohaterów. Chciałabym, abyś wysłała je do jutra wieczorem, ponieważ czas goni, a czas to pieniądz ;D

7 komentarzy:

  1. O fuck, Zayn pzzytulił Angel, chyba jakiś cud. xD I to takie uroczeeee... ♥ Smutno trochę z powodu Angel, ale jeszcze bardziej przykro mi z powodu Gabriela... Musiało boleć. :c Ważne, że się w końcu obudzi. Już się boję, kiedy Zayn dowie się prawdy o Perrie. To będzie masarka. :D Więc nie mogę się doczekać, a na razie czekam na next. ♥

    Ps. Jeszcze ci wyśle ten tekst, ale ostatnio mi się nie chce przepisywać i mam sporo na głowie, związanego z blogami, oczywiście. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 <3 <3 rycze :")

    OdpowiedzUsuń
  3. *.*
    Fantastyczny rozdział :)
    Życzę weny,
    pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne!!! :D ♡ czekam niecierpliwie na kolejny rozdział ;*♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się normalnie popłakałam. Ale ze mnie beksa! rozdział (PRZYNAJMNIEJ DLA MNIE) bardzo emocjonalny i rozumiem Angel. ♥

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH