24.12.2014

Rozdział 54 "Plan ataku"

~*~

Przez długie, czarne kotary, które zasłaniały ogromne okna, nie dostała sie nawet odrobinka światła. W całym pomieszczeniu oświetlenie dawało tylko kilka świec umieszczonych co jakąś długość na dębowym stole.
Przy obu jego końcach siedzieli dwaj mężczyźni.
W trakcie jedzenia nie lubili zagłuszać ciszy lecz tym razem było inaczej.
-Moja... córka... została porwana- oznajmił Anthony i wziął łyk wina, który zresztą miał dziwny metaliczny posmak. Wampir jednak wytłumaczył, że przez kilka wieków smak mógł trochę sie zmienić.
-Mówisz o Angel?- zapytał niewzruszony William- Dała sie podejść tak łatwo...
-Wiesz o tym?
-Dowiedziałem sie trzy dni temu. Znam jej położenie- wyjaśnił biorąc łyk krwi z kieliszka- A co? Martwisz sie o kochaną córeczkę?
-Nie jest moją córką- zezłościł sie Anthony.
-Może oboje sie siebie wyrzekliście, ale genów nie zmienisz- zadrwił czarnooki.
-Nie muszę zmieniać genów. Nie jest moją biologiczną córką- powiedział zajadając sie upieczonym indykiem.
-Zaraz! Jak to nie jest twoją biologiczną córką?- zapytał zdziwiony William.
-Nie chce rozmawiać na ten temat- uciął rozmowę, po czym dodał:- Naprawdę sie mnie wyrzekła?
-Przez wieki kilka razy o tym wspomniała- oznajmił zaintrygowany nowymi informacjami- Mówiła także jak bardzo cie nienawidzi za to co jej zrobiłeś i, że osobiście by cie zabiła, gdyby mogła.
-Nie zrobiła by tego- stwierdził ze śmiechem- Jest zbyt słaba psychicznie i zbyt wrażliwa na taki ruch.
-Spędziłem z nią dobre dwa wieki i wiem, że jest zdolna do gorszych rzeczy niż zabicie ojca- powiedział twardo- Nie znieważaj jej.
-Od kiedy tak bardzo interesujesz sie Angel?- zadrwił.
-Od zawsze- odpowiedział z tajemniczym uśmiechem. Zapadła cisza. Przerywały ją tylko stukoty widelców o talerze. Nagle zadzwonił telefon. William wyjął telefon i zaczął grzecznie rozmowę. Minęło dobrych kilka minut zanim sie rozłączył.
-Łowcy zbierają sie do ataku- oznajmił- Zapraszają innych.
-Wiedzą, że nie mają szans- powiedział ze zwycięskim uśmiechem Anthony.
-Może i wiedzą, ale trzeba powiększyć nasze szeregi- oznajmił i w kilka sekund pojawił sie obok mężczyzny.
-Co ty...- nie dokończył, ponieważ jednym, szybkim ruchem Will skręcił mu kark, a ten spadł z krzesła na podłogę.
-Jedno z głowy. Teraz tylko mała wycieczka- powiedział popijając wino kolegi ze swoją krwią. Ostatni raz spojrzał na leżącego i wyszedł.

~Liam~

-Naostrz jeszcze sztylety- poprosiłem i podałem je Sophi. Skoro już tu jest to niech sie na coś przyda.
-Skończyłam z nożami- oznajmiła i położyła je po swojej lewej. Wziąłem je i położyłem w rogu pokoju obok innych zaostrzonych broni.
Gabriel i reszta stwierdzili, że skoro mamy zaatakować wampiry to potrzebujemy dobrze przyszykowanej broni, a skoro potrzebujemy broni to ja i Sophi mamy sie tym zająć i przy okazji trochę lepiej sie dogadamy. Nie wiem co im odbiło.
W trakcie pracy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Byliśmy w piwnicy, więc nie musieliśmy sie fatygować.
-Ile ich tu jeszcze przyjedzie?- zapytała blondynka.
-Im więcej Łowców tym lepiej- stwierdziłem.
-Gdyby Angel sie o tym dowiedziała to by nas zabiła- zaśmiała sie.
-Taa... Nie byłaby zadowolona, że znowu zrobiliśmy z jej domu hotel- przyznałem z uśmiechem.
-Dlaczego my pracujemy, a inni sie...
-Opierdzielają?- zaśmiałem sie- Inni też pracują. My przygotowujemy broń, Harry i Eleanor szukają Angel, a reszta szykuje plan ataku. Tu wszyscy pracują.
Nastała cisza, którą przerywał stukot metali. Nie mieliśmy zamiaru jej przerywać.
To, że teraz rozmawialiśmy to i tak cud bo to nasza pierwsza wymiana zdań odkąd tu siedzimy. Zdecydowanie wole siedzieć w ciszy.
Po dziesięciu minutach stwierdziłem, że może jednak zagadam.
-Przepraszam, że wtedy tak zareagowałem- powiedziałem powoli.
-Nie... To... To moja wina- oznajmiła zdziwiona moimi przeprosinami.
-Ja po prostu nie mogę siedzieć spokojnie, gdy oni trzymają Angel to...- nie dokończyłem, ponieważ ktoś zszedł po schodach. Tą osobą okazał sie Brian.
-Wzywają cie na górę- powiedział oficjalnie.
-Nie mów tak sztywno. Tu nie ma Rady tylko sami swoi- wyjaśniłem przechodząc obok niego. Powoli wszedłem po schodach, a tam skierowali mnie do pokoju Eleanor.
Wchodząc do pokoju w myślach błagałem, aby wszyscy Łowcy wrócili do swoich ekip.
-Co jest?- zapytałem siadając na łóżku.
-Co ci?- zdziwił sie Harry.
-Jeżeli zawołaliście mnie tylko żeby spytać jak sie czuje to ja wracam na dół- stwierdziłem już wychodząc z pokoju.
-Jeśli nie chcesz odzyskać Angel to idź. Najwyżej posiedzi tam dłużej- usłyszałem zamykając drzwi. Natychmiast sie wróciłem.
-Co?
-El użyła jeszcze raz mocy i na chwile udało jej sie przedrzeć przez tą "barierę"- wyjaśnił Harry i wskazał na mapę. Szybko zamknąłem drzwi i podszedłem do El.
-Jest w tej okolicy- wskazała na papierze.
-Przecież to jakieś zadupie- zmarszczyłem brwi- Same lasy i pola.
-Dobrze wiesz, że moja magia nigdy nie zawodzi- oburzyła sie- Coś tam musi być.
-To na co czekamy?
-Jest jeden problem...- zaczął Harry- Nie pozwolą nam teraz wyjść. Szykujemy sie do ataku na wampiry. Nie pozwolą nam pójść.
Nie pozwolę żeby teraz jakieś durnie mi przeszkodziły! Szukamy jej od pieprzonego tygodnia i, gdy mamy trop, teraz mi nie pozwolą po nią pójść?!
-Nie ma szans- wymamrotałem pod nosem i zbiegłem na parter. Odszukałem Louisa, który siedział w salonie z innymi dowódcami, i przerwałem im dyskusje o wampirach.
-Musze wyjść- oznajmiłem, gdy odwrócił sie do mnie przodem.
-Teraz? Nie możesz. Wampiry mogą zaatakować w każdej chwili- powiedział.
-Nie możemy pozwolić na jeszcze mniejszą ilość osób do walki- stwierdził inny.
-Musze- powiedziałem twardo- Znaleźliśmy miejsce pobytu Angel. Musze jechać.
-Stary... Wiesz, że jesteśmy jak bracia, ale...
-A gdyby to Eleanor została porwana? Zrobiłbyś dla niej wszystko, prawda?- Louis przytaknął- Czułbyś, że czegoś ci brakuje. Ja właśnie tak sie czuje. I muszę jej pomóc.
Louis westchnął i spojrzał mi w oczy.
-Proszę...
Odwrócił sie do innych i zaczęli rozmawiać. Nagle wszyscy na mnie spojrzeli.
To chyba nie za dobrze...
Ugh... Zamknij sie!
Louis znowu odwrócił sie w moją stronę.
-Ile wam to zajmie? Bo podejrzewam, że nie jedziesz sam.
-To jakieś dwie godziny drogi stąd. Wrócimy pod wieczór...
Brunet odwrócił sie do reszty, a oni przytaknęli.
-Nie dopracowaliśmy jeszcze ataku i ich dokładnego miejsca pobytu... Ale musicie wrócić pod wieczór. Najpóźniej- odezwała sie jakaś kobieta. Spojrzałem na Lou.
-Dziękuje- powiedziałem i wybiegłem z salonu. Zawołałem Eleanor i Harr'ego i wzięliśmy auto Angel.
Przed nami długa droga.

~Angel~
~W tym samym czasie~

-Albo powiesz nam wszystko po dobroci, albo cie do tego zmusimy- usłyszałam męski głos nad sobą.
Ja tylko pokręciłam głową. Nie mam siły na nic. Już nawet nie stoję o własnych siłach. Trzyma mnie jakiś dwóch goryli.
-Więc zrobimy to po naszemu- warknął i wepchnął mi do ust kolejne tabletki. Wyplułam je, ale on i tak sie nie poddał. Nadal próbował truć mnie tymi pastylkami. W końcu sie wkurzyłam i ugryzłam go w rękę. Wrzasnął, ale ja nie puszczała.
Chciał żebym połknęła tabletki bez mojej zgody, to ja odgryzę mu palec.
Tak trzymaj, mała! Nie daj sie tak łatwo!
Gdy w końcu go puściłam, wyplułam jego krew. Chwile później poczułam ból. Upadłam na podłogę i chwyciłam sie za policzek.
Kilka minut później ten sam mężczyzna przyszedł z zabandażowaną dłonią i strzykawką w drugiej. Uśmiechnął sie obrzydliwie i wbił mi igłę w ramie. Poczułam chłód.
Obraz zaczął mi sie rozmazywać.
-Wiesz... Mamy tu dość sporo różnych okazów- wyjaśnił- Niektórzy, tak jak ty, są uparci i nie chcą współpracować. Mamy dla nich coś specjalnego. Takie... Serum prawdy, można tak powiedzieć.
Spojrzał na strzykawkę i sprawdził czy nic nie zostało. Po chwili odrzucił ją w kąt i kazał gorylom mnie podnieść.
-A teraz odpowiesz na kilka pytań- zaczął- Dlaczego tak szybko sie regenerujesz?
-Nie wiem- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Czy twoja krew może uzdrawiać?
-Każdego.
-Uzdrowisz każdego, bez względu na chorobę?- zapytał zdziwiony.
-Tak.
-Mieliśmy tu kiedyś demona. Ale nie umiał uzdrawiać wszystkich chorób- wyjaśnił- Czemu ty możesz, a on nie?
-Nie wiem.
-Byłaś kiedyś człowiekiem?
-Byłam aniołem.
-Jak stałaś się demonem?- zapytał zaintrygowany moimi odpowiedziami.
-Zabiłam siostrę. Stanęłam przed sądem, oderwano mi skrzydła i zrzucono na ziemie- odpowiadałam jak jakiś robot. Nie chciałam odpowiadać, ale nie mogłam sie powstrzymać. Jakby coś zmuszało mnie do mówienia całej prawdy.
-Jest was więcej?
-Większość siedzi w piekle. Tylko nieliczni zostają na ziemi.
-Co tu robicie? Na ziemi?- zapytała jakaś kobieta. Spojrzałam na nią. Emili.
-Wysyłamy dusze do piekła- syknęłam i poczułam jak moje oczy zmieniają kolor na czerwony. Po chwili znowu zostałam uderzona i wylądowałam na twardej ścianie. Jednak moje oczy wróciły do normy.
-Po co wam dusze?- zapytała przerażona.
-Szatan musi z czegoś żyć- zadrwiłam. Nastała cisza, a ja sie zaśmiałam.
Odwala ci.
Jakbym nie zauważyła.
Ostatnio, kiedy ci tak odbiło, wymordowałaś pół wioski. Opanuj sie.
Ale to oni zaczynają tą, cholerną, szopkę!
Więc nie daj im sie w to wciągnąć. Oddychaj.
Tak jak nakazał mój głosik, wzięłam głęboki wdech. I następny, następny, i kolejny... Gdy w końcu sie opanowałam powróciłam do rzeczywistości.
Wszyscy w tym pomieszczeniu uznali, że mi odbiło i podali mi kolejne tabletki. Nie miałam tu nic do gadania. Nawet jeśli bym sie szarpała, oni i tak postawiliby na swoim. Ja tylko tego nie przedłużam. Bo po co?
Gdy już ledwo kontaktowałam, mężczyzna zadał kolejne pytanie.
-Dlaczego...?- nie dokończył, ponieważ ktoś wyważył drzwi i wszedł do środka. Niewiele widziałam bo mój obraz rozmazał sie już kilka sekund temu.
Dwóch goryli mnie puściło i rzuciło mną o ścianę. Ja za to zjechałam po niej i przetoczyłam sie kilkanaście centymetrów.
Słyszałam jak ktoś sie bije i najwyraźniej goryle, Emili i ciekawski doktorek, przegrywali.
Nastała cisza. Jedyne co było słychać to mój przyśpieszony oddech.
Podszedł do mnie jakiś mężczyzna, ale nie mogłam go rozpoznać przez zamazany obraz.
Gdyby nie te tabletki...
-Dlaczego zawsze muszę cie ratować, kochana?- mężczyzna wziął mnie delikatnie na ręce i wyszedł. Może nie mogłam go zobaczyć, ale poznałam ten głos. Wiedziałam, że skądś go znam, ale nagle zapomniałam skąd. 
Przeszliśmy dość długą drogę zanim doszliśmy do dużego czarnego auta. Mężczyzna posadził mnie na fotelu, usiadł obok i nakazał osobie za kierownicą jechać.
-Już dobrze. Nic ci sie nie stanie- delikatnie i z czułością głaskał mnie po plecach. Ja natomiast bardziej wtuliłam sie w jego, o wiele bardziej od mojego, cieplejsze ciało.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heja hej!
Oto rozdział 54. Jak wam sie podoba?
Mam nadzieje, że chociaż ociupinkę =)
Mam także smutną wiadomość...
Opowiadanie skończy sie za jakieś trzy rozdziały =(
ALE mam dla was pocieszenie. Jeśli chcecie napisze część 2 Upadłej i Łowców, jeśli tylko macie ochotę czytać o dalszych losach bohaterów ;D
Na stronce jest sonda, więc głosujcie. (do nowego roku)
Jeśli większość głosów będzie na tak, to dajcie mi trochę czasu i napisze kolejną część :)
No, więc w sprawie bloga to tyle.


Z okazji świąt życzę Wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! :D
Życzę Wam, aby uśmiech nie schodził z waszych twarzy, a łzy były spowodowane tylko śmiechem.
Życzę Wam super ocen.
Życzę Wam, abyście znaleźli swoją drugą polówkę i jeszcze więcej super przyjaciół.
Życzę Wam, aby ten rok był jeszcze lepszy od poprzedniego. 
Życzę Wam żeby każde wasze marzenie się spełniło <3

19 komentarzy:

  1. Wesołych Świąt! Rozdział genialny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział <3
    Mam nadzieję, że będzie 2 czesc :)
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! ♥
    Mam nadzieję, że będzie druga część!!! ♥♥♥
    WESOŁYCH ŚWIĄT! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. O jacie! Jak słodko! <3 Lingel powraca, nareszcie. ♥ Uratowali ją. Ale się cieszę! Jak jeszcze nigdy. :P Szkoda, że zażyła te tabletki, ale cóż... nie miała wyboru. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. c;
    JAK TO ZA 3 ROZDZIAŁY KONIEC?! Żałoba. [*] Ale i tak czekam na 2 część Angel i Liamka. *O*
    Wesołych, wesołych! I wzajemnie z życzeniami + całożyciowej weny! :D

    Pozdrowionka,
    Nath. xx

    OdpowiedzUsuń
  5. boskie <3 ja chce druga czesc! nid wytrzymam bez niej :)
    tb tez merry christmas <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana nasza Nataszo.
    Rozdział oczywiście genialny!
    Will debil przemienił "ojca" An!
    Angel uratowana! I cosz czuję! Że to nie Liam! Ale w głębi duszy na to liczę!
    i jeszcze się pytasz?! Oczywiśbjie, że chcem 2 część!
    A więc czekam na kolejny!
    I życzę Ci wesołych świąt,dużo prezentów, zdrówka, miłości i by natchodzący rok przygotował wiele dobrego, byś się zawsze uśmieszała i realizowała swoje marzenia.
    Kocham Cię kobitko :*
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wesołych :D
    Rozdział genialny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji u mnhttp://gorzki-smak-ff.blogspot.com/ie :

    OdpowiedzUsuń
  9. To na pewno nie Will.
    Na pewno nie Liam.
    K___wa kto to?!
    Pfff, nie mam pojęcia ><
    Super rozdział.
    Czułam normalnie jakbym oglądała film!
    Zajebiście opisujesz sytuację!
    Kocham, życzę weny i...
    WESOŁYCH ŚWIĄT!! <3
    Mrs. Styles xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział świetny jak zawsze :D
    Druga część ? Czemu nie z chęcią jeszcze o nich poczytam ;)
    A teraz pytanie kto ją uratował ? Bo jeżeli to nie Liam ?
    To kto k*rwa ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jest zajebisty!!
    to Liam ją uratował czy nie?
    bo ta akcja jej uwolnienia była chyba w tym samym czasie...
    z niecierpliwością czekam na następny!
    kocham :* <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej! Nominowałam Cię do LBA. Szczegóły tutaj: http://maranor5story.blogspot.com/p/nominacje.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej Natasza czytam twoje blogi i dowiedziałam się że jesteś nominowana do konkursu na bloga miesiąca .

    OdpowiedzUsuń
  14. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji: http://angels-to-fly-fanfiction.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  15. Boze kocham cie. Kocham cie. Kocham. Prosze o kolejny rozdzial uzalezbilam sie od tego opowiadania. Masz talent koxhana!! Prosze o nexta czekam z niecierpliwoscia /wswoimrodzaju

    OdpowiedzUsuń
  16. Prosze kolejny. Zaraz umre ..

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam nadzieję , że będzie druga część , bo to ff jest genialne ;D Kiedy kolejny rozdział ?? Wszystko jest idealnie tylko jak dla mnie rola Horanka jest za mała XD Jest moim ulubieńcem więc wiesz <3 Szybko dawaj ten rozdział , bo nie mam co czytać :/ :*

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH