29.10.2014

Rozdział 51 "Choć byliśmy na skraju śmierci, trzymaliśmy sie za ręce do końca."

~Liam~

Ałć... Cofnijmy się trochę w czasie.
Pamiętam, że wczoraj dużo się śmialiśmy, rozmawialiśmy, a nawet włączyliśmy muzykę i Niall razem z Harr'ym robili striptiz na stole, ale potem... film mi się urwał. Kompletna pustka.
Teraz wróćmy do teraźniejszości.
Obudziłem się na kanapie. Niby nic dziwnego, ale... leżał na mnie Niall w samych bokserkach.
-Kurwa!- zrzuciłem go na podłogę, a on nawet nie otworzył oczu. Ugh... Ohyda! Powoli usiadłem i od razu złapałem się za głowę. Mam nadzieje, że An ma w kuchni jakieś proszki...
Wstałem powoli i rozglądnąłem się po pomieszczeniu.
Niall nadal leżał w miejscu, gdzie go rzuciłem. Harry leżał na stoliku, a Alard pod stolikiem, Zayn siedział na fotelu... to znaczy.... Trudno to nazwać siedzeniem. Jego nogi leżały na fotelu, a reszta jego ciała na podłodze. Tak jakby zjeżdżał z fotela.
Louis leżał na dywanie i przytulał się do pustej butelki, jak na razie tylko tyle zauważyłem.
Po drodze do kuchni zobaczyłem Matta, który leżał na schodach.
Pewnie zrobił sobie małą drzemkę po drodze do swojego pokoju.
Gdy w końcu doszedłem do kuchni pierwsze co zobaczyłem to Boba, który siedział do mnie tyłem przy stole.
-Nie śpi pan?- zapytałem zdziwiony. Nie odpowiedział mi, więc podszedłem do niego. On nie siedział. On spał.
-Jak kto woli- zaśmiałem się i zacząłem przeszukiwać szafki. Po jakiś dziesięciu minutach znalazłem coś na ból głowy, więc od razu to zażyłem. Przyszykowałem też trochę dla innych.
W pół godziny zacząłem robić śniadanie.
Albo chyba raczej opóźnione śniadanie bo jest po jedenastej.
Gdy naleśniki były gotowe zacząłem wszystkich budzić.
-Wstajemy, wstajemy! Szkoda takiego dnia! Pobudka, pobudka!- krzyczałem uderzając patelnią o patelnie. Pan Horan spadł z krzesła, tak jak Harry ze stolika, a reszta zaczęła wrzeszczeć.
Taki Louis na przykład krzyczał "Nie zabijajcie mnie! Weźcie El ona ma smaczniejszą krew!".
No cóż nie mogę powiedzieć, że nie wyglądało to śmiesznie bo prawie posikaliśmy się ze śmiechu!
Dziewczyny zeszły dokładnie w momencie, gdy Louis'owi odwaliło, więc wszyscy się śmialiśmy. No może oprócz Eleanor, która patrzyła na niego zła i Angel, która wyglądała jakby nie przejmowała się niczym.
Nie dziwie się El. Lou chciał ją wystawić na pożarcie wampirom, ale Angel... Normalnie by się raczej śmiała.
-Mój bohater- stwierdziła sarkastycznie i poszła do kuchni. Reszta dziewczyn ze śmiechem poszła za nią.
-Naleśniki!- krzyknęła uradowana Nicol. Wiedziałem, że im się spodoba ten pomysł. Gdy wszyscy się w miarę ogarnęli zjedliśmy razem śniadanie. Przy nowym stole w końcu mogliśmy się pomieścić.
Po śniadaniu wróciliśmy do salony, aby trochę posprzątać.
-Ale ja przecież tylko żartowałem!- do salonu weszła El, a tuż za nią Louis.
-Lepiej się bierz za sprzątanie- zbyła go i podała miotłę. Oczywiście musieliśmy się z niego śmiać. Kim byśmy byli, gdybyśmy sie nie śmiali?
-Spadajcie- wkurzył się i zaczął sprzątać. Gdy w końcu się opanowaliśmy szybko posprzątaliśmy.
Oczywiście zacne zadanie wynoszenia śmieci spadło na mnie. Niby nic takiego, ale dziewczyny dołożyły swoje butelki. Po drodze do kosza myślałem tylko, jakim cudem one wypiły tak dużo i nie zwijają się z bólu po kacu.
Pewnie Angel wypiła większość.
Taa... Tu muszę się zgodzić.
Gdy wrzucałem śmieci do kosza zobaczyłem Angel.
-Gdzie jedziesz?- zawołałem kiedy wchodziła do auta.
-Na cmentarz. A co? Chcesz jechać ze mną?
-Jasne- wyszczerzyłem się i podbiegłem do auta. Gdy tylko usiadłem na miejscu pasażera, zapiąłem pasy i spojrzałem na zdziwioną Angel.
-No co?
-Mama nie nauczyła cie rozróżniać zwykłego pytania od sarkazmu, prawda?- zadrwiła.
-Masz racje. Nie nauczyła- zaśmiałem się- To co? Jedziemy?
-Jasne- westchnęła załamana. Ruszyliśmy i wyjechaliśmy z lasu. Po drodze zatrzymaliśmy się w kwiaciarni, gdzie An kupiła chyba ze sto czerwonych róż i jeden duży znicz z aniołem.
Gdy w końcu dotarliśmy na cmentarz pomogłem Angel z tymi różami bo sama nie mogła ich unieść.
Bardzo długo chodziliśmy między grobami, ponieważ cmentarz był ogromny. Po kilku dłuższych minutach dotarliśmy do jego starej części.
Podeszła do jakiegoś małego grobu i spojrzała na napisy wygrawerowane w czarnym marmurze.
"Dimitri Fallen, najwspanialszy syn na świecie, 1653-1660 r."
Na jej policzku popłynęła pojedyncza łza lecz szybko ją wytarła.
Postawiła na środku grobu znicz i szybko go zapaliła. Następnie wszystkie róże położyła za zniczem.
Znicz z aniołkiem wyglądało naprawdę ładnie na tle krwisto czerwonych róż.
Jakim zdziwieniem było, gdy Angel kucnęła i zaczęła sie modlić. Pierwszy raz widzę ją modlącą sie.
To musiał być ktoś ważny.
Nie chciałem znieważyć zmarłego chłopca, więc zrobiłem to samo.
-Przyszłam tak jak obiecałam- wyszeptała wstając z ziemi. Spojrzała jeszcze raz na grób i odeszliśmy. Wydawało mi sie, że droga do samochodu zeszła nam wolniej niż do grobu.
W samochodzie jechaliśmy w ciszy jednak za bardzo korciło mnie by zapytać o ten grób.
-Kim był?- zapytałem lecz nie uzyskałem odpowiedzi- Na grobie było napisane twoje nazwisko. To jakiś twój kolejny brat?
-Nie- pokręciła przecząco głową- To był mój syn.
-Miałaś nieślubne dziecko?
-Miałam męża- powiedziała, a jej oczy się zaszkliły. Na szybę zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu.
-Więc jesteś wdową- stwierdziłem- Dlaczego nie odwiedziłaś też grobu męża?
-Ten potwór nie ma grabu- zacisnęła ręce na kierownicy- Spaliłam go żywcem.
-Co? Dlaczego?- zapytałem zszokowany. Jak można palić kogoś żywcem?!
-Ten bydlak zabił mi syna. Nie zasługiwał na łagodniejszą śmierć- stwierdziła, a łzy powoli wydostawały się spod powiek. Zaczęła szybko mrugać. Zapewne chciała pozbyć sie zamazanego obrazu. Deszcz już i tak utrudnia jazdę. Jedyny plus jest taki, że tą drogą jedziemy tylko my.
Nie chcieliśmy jechać główną, ponieważ utknęlibyśmy w korku.
-Hej, spokojnie- uspokoiłem ją i otarłem jej łzy. Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
-Dziękuje, że ze mną pojechałeś- powiedziała wracając wzrokiem na drogę.
-To nic wielkiego...
-Dla mnie to było ważne- oznajmiła i znowu na mnie spojrzała- Dziękuje.
Ja się tylko uśmiechnąłem pocieszająco.
Gdy spojrzeliśmy na drogę wszystko zwolniło.
Stał tam jakiś mężczyzna.
Angel zaczęła hamować. Niestety wpadliśmy w poślizg. Auto dachowało, a dzięki pogodzie kręciło się w okół własnej osi.
My natomiast byliśmy jak marionetki. Nic nie mogliśmy zrobić.
Uderzaliśmy o przednią szybę, dach i drzwi. Przyjmowaliśmy każde uderzenie jak worek treningowy.
Po kilku sekundach uderzyliśmy maską o słup. Niestety jechaliśmy z dużą prędkością i wbiliśmy się w słup do połowy maski.
Gdy w końcu auto stanęło, ja poczułem okropny ból w całym ciele.
Zobaczyłem, że z jednego ze sklepików, które stały obok drogi, wyszedł jakiś chłopak.
Spojrzałem na Angel. W jej ciele, tak jak u mnie, było pełno szkła z przedniej, jak i bocznej szyby.
Resztkami sił wyciągnęła do mnie poranioną rękę.
"Pij..."
Zrobiłem jak mi kazała. Napiłem się trochę jej krwi. Było to trudne, ponieważ pasy mi przeszkadzały.
Po kilku sekundach złapała mnie za rękę. Jej oczy powoli się zamykały.
-Kocham cie- wyszeptała i walczyła z powiekami.
Pamiętam, że jej odpowiedziałem i pogrążyłem się w głębokim śnie.
Choć byliśmy na skraju śmierci, trzymaliśmy się za ręce do końca.

~Niall~


Po sprzątaniu poszedłem razem z rodzicami do salonu.
-Usiądźcie- poprosiłem i sam usiadłem na fotelu- Jest coś co muszę wam powiedzieć...
-Niall, my...
-To trudne, ale... Greg... -znowu nie dali mi dokończyć.
-Nie żyje- powiedział tata, a ja spojrzałem na nich zdziwiony- Wiemy to jakiegoś roku.
-Co? Jak to?
-Zauważyliśmy to, gdy kilka listów przyszło z innymi datami- wyjaśniła mama.
-I nic mi nie powiedzieliście?!- wstałem zły z fotela.
-Nie chcieliśmy cie zamartwiać. Miałeś własne problemy...
-I dlatego przez cały rok dawaliście mi listy i nadzieje, że mój zmarły brat wróci do domu?!
-My nie chcieliśmy ci tego powiedzieć bo... za każdym razem, gdy dostawaliśmy lis byłeś taki szczęśliwy...- stwierdziła mama.
-To nie zmienia faktu, że mogliście mi powiedzieć!- krzyknąłem wściekły- Cały czas mnie okłamywaliście!
-Chcieliśmy żebyś był szczęśliwy- uspokajał mnie tata.
-Na tym polega problem! "Chcieliście"! To było samolubne nie powiedzieć mi, że mój brat nie żyje!
Wrzasnąłem ostatni raz i wyszedłem z salonu. Byłem wściekły. Miałem ochotę coś rozwalić!
Gdy tylko wszedłem do kuchni, wziąłem pierwszy z brzegu kubek i rzuciłem nim w ścianę.
Nikt nie zwrócił mi uwagi bo wszyscy siedzieli w piwnicy. Próbowali wyciągnąć jakieś informacje z Darcy.
Niestety usłyszeli hałas i szybko tu przybiegli.
-Co ty robisz?!- krzyknęła Perrie.
-Ukrywali to przede mną cały rok!
Podszedł do mnie Zayn i przytulił. Na pewno słyszał naszą "głośną wymianę zdań".
W tym czasie do Louisa zadzwonił telefon, więc wyszedł.
-Zrobili to dla twojego dobra- oznajmił.
-Ale jak oni mogli?- spytałem z załzawionymi oczami.
-Nie chcieli żebyś się mart...
Nie dokończył, ponieważ do kuchnie wszedł... nie... wpadł przestraszony Louis.
-Liam jest w szpitalu- powiedział zszokowany- Miał wypadek samochodowy.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale moja wena... jakby to powiedzieć... wykitowała :/
Jednak po bardzo długich namysłach udało mi się wyczarować coś takiego.
Nie bardzo mi się ten rozdział podoba, ale taka opinia należy już do was.
Mam nadzieje, że nie obraziliście się na mnie bo ostatni rozdział dodałam ponad tydzień temu i trochę zaniedbałam was jak i bloga... Przepraszam *-*
To do następnego?

16 komentarzy:

  1. No i w takim momencie ? Jak mogłaś no ? Kurcze oby nic im się poważnego nie stało !
    Życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział jak zawsze ! :)
    Oby wyszli bez szwanku z tego wypadku ;D
    Dużo weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz...są takie blogi i książki, które mimo, że czasami mają niepoukładane zdania to dobrze się je czyta. I właśnie twoje do takich należy. Nie potrafie powiedzieć dokładnie dlaczego, ale jest na prawdę dobre i można by było je czytać jako zwykłe, wydane książki. Czekam na nn <3. Wpadnij do mnie (dopiero zaczęłam)
    http://gorzki-smak-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabiję! W takim momencie sjończyć? No to trzeba mieć tupet! Mam tylko nadzieję, że następny rozdział będzie długi, i że dodasz go szybko!

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, to było cudowne!
    Komentarz będzie dosyć krótki bo źle się czuję. :/
    Jak oni mogli mieć wypadek?! Raz Li przeżył... Oby teraz też, bo inaczej naśle na Ciebie wampiry z kałaszami i Hulka. Wtedy mi nie uciekniesz XD
    Angel też ma przeżyć bo inaczej POOOOF i po tobie :)))) XD
    Weny Ci życzę i do nn ;*

    Tosia x

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko liam ? Piekny rozdział :)zinght

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG LIAAAAAAAAAAAAAAAM!!!
    I ANGEEEEEEEEEEL!!!

    Ale będzie z nimi ok? Przecież wypił jej krew! A ona jest nieśmiertelna, prawda? Będzie wszystko ok? PLSSSSS!!!!

    Rozdział wspaniały! Jeeeejku jak ja cię kocham! Rozdział cudowny! Nie! Ty jesteś cudowna!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
    (Uratuj Li i An! :(((( )

    Kocham, Nicol <3
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG! To wow.
    Li będzie żył. Ja to wiem. Bo przecież napił się krwi An.
    I Angel poszła na grób. Jejku to było wzruszające..
    Haha najlepsze to było jak Lou krzyczał żeby zabrali El. Hahaha myślałam, że tam wale.
    Oh i biedny Niall.

    Rozdział jest booski i nawet nie waż mi się mówić inaczej.
    Normalnie nie mogę się doczekać następnego!
    Dużo weny kochana :*
    Buziaki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  9. F.G. Jak ZAWSZE spóźniona -,-
    Przepraszam cię ;-;
    Ale tej gif z Lou... Jezuuuuu, kocham go *o* Jest boski!
    A rozdział jest genialny, piękny, cudny, rozbrajający, świetny, fenomenalny, zajebisty, fantastyczny i jakbym miała słownik to czytanie tego komentarza zajęłoby ci dość długo <3333333
    Ale Louis... Hahahaha XD Kocham cię. Po prostu ubóstwiam :D
    Nie mogę się doczekać kolejnego i znooowu skomentować jako ostatnia -,- Jeszcze raz ogromne przepraszam :\
    Weny ;***

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubie cię. NIGDY nie kończ w takim momencie, bo mnie ciekawość zeżre!

    OdpowiedzUsuń
  11. O jacie. Nie wierzę. Liam w szpitalu? Ciekawe, kto to był za mężczyzna... Hm. Will? A może... ojciec Angel? xD Nie mam pojęcia. Rozwalił mnie ten moment z Lou. Biedna El. ;c ♥ Czekam ne nexta <3

    Nath. xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem prawie pewna że za wypadkiem stoi Will. Tak bardzo go nie lubiłam już po rozdziale w którym się pierwszy raz pojawił Grrr.
    Bardzo proszę. Niech Angel i Liam wyjdą z tego cało. Jeśli cokolwiek się im stanie to kurde dorwe togo co to zrobił i mu flaki wypruje!
    Och. Za bardzo się wciągam.
    W każdym bądź razie proszę Cie. Nigdy więcej nie kończ w takich momentach. To katorga dla czytelnika istnieć w niewiedzy! Ale i tak bardzo kocham twoje opowiadanie. Podziwiam że masz tak wielką wyobraźnię, i że potrafisz ją przelać na kartkę i podać nam.
    Dziękuję <3
    Pozdrawiam. Am





    Ps. Jeśli możeesz...
    Moja koleżanka dopiero co zaczeła bloga. Bardzo byłybyśmy wdzięczne gdybyś weszła, przeczytała i zostawiła po sobie jakiś ślad. (Jeśli oczywiście możesz)

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH