30.07.2014

Rozdział 38 "Nigdy nie dam ci spokoju"

~Angel~

-Liam!- krzyknęłam, gdy wpadł do wody uderzając o skałę. W wodzie zaczął płynąć szlaczek krwi ,a razem z nią ciało.
-Nie, nie, nie!- zdjęłam kurtkę i znalazłam mały obszar w miarę bezpieczny. Wzięłam wdech i skoczyłam. Nie pozwolę żeby to wszystko sie tak skończyło!
Gdy tylko sie wynurzyłam, poczułam jak prąd rzuca mną o skały, tak jak Liam'em.
Zaczęłam płynąć w stronę Liama, a woda wcale nie pomagała.
-Zayn! Biegnij po auto!- usłyszałam za sobą krzyk.
Po kilku sekundach udało mi sie złapać ciało.
Złapałam go najmocniej jak umiałam, ale tak aby nie zrobić mu jeszcze większej krzywdy, i wyciągnęłam go na brzeg.
Wszyscy od razu do nas przybiegli.
-Nic mu nie jest?!- krzyczeli z daleka. Spadł z piętnastu metrów do rwącej rzeki, pełnej skał. Oczywiście, że coś sie stało idioci!
-Nie rób mi tego, jasne?! Teraz nie możesz!- obmyłam jedną z moich ran i przyłożyłam do ust Liama- Proszę cie, wstań!
Ścisnęłam rękę, aby krew trochę szybciej leciała.
Po chwili Zayn podjechał autem, więc wzięłam bruneta na ręce i zaniosłam do pojazdu.
-Jedź szybko do domu!- rozkazałam na wejściu.
-Nie lepiej do szpitala?- zapytał Niall.
-Mówię "do domu". Mam ci przeliterować?!- wrzasnęłam. Zaczęliśmy jechać jak najszybciej.
Po kilkunastu minutach stanęliśmy... Przy szpitalu?!
-Mówiłam żeby jechać do domu!- krzykłam zła.
-Przepraszam, ale lekarze lepiej sie na tym znają- oznajmił Louis i wyszedł z auta. Po chwili otworzył mi drzwi i kazał wysiąść.
-Lepiej ja go zaniosę- oznajmił biorąc ode mnie ciało- Trochę dziwnie by to wyglądało, gdyby dziewczyna wniosła do środka dwa razy większego chłopaka.
Od razu ruszył do wejścia, a ja zostałam w samochodzie razem z resztą.
-My pojedziemy do domu, a Lou zostanie z Liam'em- oznajmił Zayn, po czym ruszyliśmy. Po kilku minutach byliśmy pod domem. Eleanor i Perrie zaprowadziły mnie do pokoju, chociaż mówiłam im, że wszystko ze mną dobrze.
-Połóż sie- powiedziała Eleanor- Powinnaś odpocząć.
-Jak tylko czegoś sie dowiemy, od razu cie obudzimy- dodała Perrie, po czym wyszły.
Położyłam sie na łóżku i zamknęłam oczy.

Nagle sobie coś uświadomiłam.
-To moja wina- wyszeptałam. Nie! To tylko nieszczęśliwy wypadek.
-Żartujesz sobie?! To ty go zrzuciłaś!- usłyszałam. Podeszłam do lustra i spojrzałam w odbicie.
-Dobrze słyszałaś!- moje odbicie wskazało na mnie palcem.
-Nie prawda. T-to tylko wypadek- broniłam sie- Nie z mojej winy...
-Chyba sobie żartujesz!- druga ja dalej krzyczała- Gdyby nie ty Liam siedziałby teraz w salonie i żartował z przyjaciółmi. Ty do nich nie należysz.
-Nie p-prawda. On... On mnie pocałował...
-Było mu ciebie żal!- wrzasnęła- Nic dla niego nie znaczysz!
-Nie prawda...- zaczęłam sie jąkać. Nagle moje odbicie wyciągnęło do mnie rękę. Wyszła z lustra i zaprowadziła mnie do następnego.
-Liam!- podbiegłam do niego.
-Ona ma racje, Angel- oznajmił.
-Co?
-To twoja wina. Przez ciebie leże w szpitalu- powiedział- Ty mi to zrobiłaś!
-Przepraszam. Naprawdę tego nie chciałam- wyszeptałam.
-Nie mówisz tego szczerze- stwierdził- Demony nie mówią prawdy. Nie mają uczuć.
-Nie jestem demonem. Sam tak powiedziałeś...- powiedziałam ze łzami w oczach- I mam uczucia. Zapomniałeś? Pomogłeś mi je odzyskać.
-Kto został demonem, demonem zostanie- powiedział z pogardą. Nie mogłam uwierzyć w jego słowa. To nie może być on. To nie jest mój Liam.
-Zniszczyłaś mi życie. Nie chce cie znać- po tych słowach odszedł. Nie było go już w lustrze.
Na jego miejscu pojawił sie ktoś inny... Will.
-Angel, kochanie- uśmiechnął sie złośliwie.
-Odejdź!
-Tęskniłaś?- wyszedł z lustra i podszedł do mnie.
-Nie chce cie więcej widzieć!- wrzasnęłam- To przez ciebie jestem tym!
-Oj... Przecież sama tego chciałaś- zauważył.
-Nie chciałam tego! Miałeś mnie zostawić w spokoju!
-Ja nigdy nie dam ci spokoju.
-Nienawidzę cie!- zamachnęłam się, aby go uderzyć lecz złapał moją rękę.
-Zawsze będę przy tobie. Czy tego chcesz, czy nie.
 Szybko wyrwałam ją z uścisku i chwyciłam go za szyje.
-Niedługo sie spotkamy- wysapał- Wtedy cie dopadnę.

-Angel! Puść go!- krzyczeli wszyscy, Niall próbował złapać trochę powietrza w płuca, a Harry chciał go ode mnie odciągnąć. Szybko puściłam blondyna i wstałam z łóżka.
-Ja... P-przepraszam...
-Nic sie nie stało- powiedział masując fioletowe miejsce po mojej dłoni- Lou dzwonił właśnie ze szpitala.
-Co z nim?- od razu sie ożywiłam.
-Stan stabilny. Lekarze mówią, że to cud iż nie jest w śpiączce. Twoja krew mu pomaga, ale strasznie wolno działa- oznajmił Harry- Chcemy do niego jechać. Idziesz z nami?
-Ja... Nie jadę- oznajmiłam wychodząc z pokoju -Jezu... To przeze mnie.
Wyszeptałam i wyszłam z domu. Poszłam w głąb lasu. Jest tam cicho i spokojnie, a tego teraz mi potrzeba. Musze pooddychać świeżym powietrzem. 
Do tego ten koszmar...
-Hej- koło mnie usiadł... zmiennokształtny?
-Co chcesz?
-Przyszedłem pogadać, ale jak nie chcesz to...
-Nie. Spoko- powiedziałam i spojrzałam w gwiazdy.
-To... Co sie stało?
-Ja sie stałam- stwierdziłam ze łzami w oczach- Gdyby nie ja, Liam nie siedziałby teraz w szpitalu.
-To nie twoja wina. To tylko wypadek.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale". Tak już jest- stwierdził- Czasem zdarza sie coś czego byś nie chciała, ale ty nie masz na to wpływu.
-Taa... Dobrze powiedziane- westchnęłam i otarłam oczy- Ja na nic nie mam wpływu.
-Nie przesadzaj- zadrwił.
-Łatwo ci mówić... Chłopak w którym jestem zakochana, wylądował w szpitalu, ponieważ sie całowaliśmy!
-Mała wpadka- powiedział nerwowo.
-Serio?!
-Oj, błagam cie! Wiesz ile ja miałem wpadek?- zaśmiał sie.
-Zacząłeś temat, więc teraz opowiadaj- uśmiechnęłam sie lekko.
-Okey... W przed dzień pełni nieraz mi odwala i...
-Tobie zawsze odwala- zauważyłam.
-No, słuchasz czy nie?- ja tylko przytaknęłam- I raz poszedłem w ten dzień na randkę. Już na początku moja wilcza strona wzięła górę. Zacząłem ją obwąchiwać, ale to mi wybaczyła. Weszliśmy do kina i po jakimś czasie chciała mnie pocałować, a ja...
-Zacząłeś ją lizać po twarzy?!- spojrzał na mnie zdziwiony, a ja pokazałam na głowę- Zamierzam sie tego pozbyć w najbliższym czasie. Mam dość słuchania waszych sprośnych myśli.
-Grzebiesz nam w głowach?!
-Przypadkiem...
-Dobra... Nawet cie zaprowadzę do czarownicy, tylko masz mi tam nie zaglądać- pogroził i pokazał na głowę.
-Jasne...- westchnęłam.
-Nie załamuj sie tak! Liam z tego wyjdzie- powiedział twardo.
-Jesteś w stanie mi to obiecać?- zadrwiłam.
Nastała cisza, a ja westchnęłam. Nikt nie jest w stanie tego obiecać.
-Tak- powiedział twardo. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Nie obiecuj rzeczy, których nie jesteś w stanie dotrzymać- powiedziałam, a w moich oczach zebrały sie jeszcze większe łzy.
-Nie podchodź tak pesymistycznie do życia- szturchną mnie w ramie- Liam to także mój przyjaciel... I daje ci słowo, że nie pozwolę mu odejść.
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
-Wcale nie jesteś taki zły, kundlu- stwierdziłam płacząc i oparłam głowę o jego ramie. I wtedy zaczęło padać.
-Ty też nie jesteś najgorsza, aniołku- zaśmiał sie cicho i niepewnie mnie objął.
-Dzięki, że za mną poszedłeś i mnie pocieszyłeś, ale wiesz... Ta rozmowa nic nie zmieni i nadal będę cie wkurzać- on tylko przytaknął.
-Taa... Jakoś nie widzę nas jako najlepszych przyjaciół- zrobił skrzywioną minę.
-Zgadzam sie z tobą. My nie docinający sobie to... Byłby to koniec świata- przyznałam i otarłam resztki łez.
-Także... Pogadałem z tobą i w ogóle... Ale sama sobie tu przemakaj- oznajmił i wstał.
-Z koleżanką w deszczu nie posiedzisz?- zrobiłam minę szczeniaczka. Zayn chwile sie na mnie patrzył.
-Nie.
-Ale ty jesteś...- przerwałam, ponieważ poczułam dziwny zapach- Jedziesz zmokłym psem!
-Dzięki, że mi to uświadomiłaś- zadrwił i przeczesał włosy, które mu oklapły.
-Zaniesiesz mnie do domu?
-Nie ma szans- zaśmiał sie.
-Proszę...- przeciągnęłam sylaby i spojrzałam na niego błagalnie.
-Nie!- chwila ciszy- No dobra!
Szybko wstałam i wskoczyłam mu na plecy, aby przypadkiem sie nie rozmyślił.
-Teraz wywęsz trop do domu- rozkazałam i poklepałam go po głowie jak psa- A jak dotrzemy to dostaniesz soczystą kostkę.
-Jeszcze słowo, a cie tu zostawię- powiedział twardo.
Głupie pogaduchy mam za sobą.
Teraz trzeba jechać do szpitala...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej... 
Możecie śmiało mnie opieprzać w komentarzach, ponieważ nie dodałam rozdziału w sobotę, a ten jest do dupy.
Wiem jestem koszmarna.
Ale niestety w szpitalu nie miałam czasu na pisanie bo co chwile mnie ciągnęli na jakieś badania, a po szpitalu jakoś nie miałam weny...
No cóż...
Teraz tylko się modlić żebym dodała w tą sobotę ;D
Do następnego  ( jeśli ktoś to w ogóle czyta :/ )

18 komentarzy:

  1. Genialny rozdział ♥ Czekam na nexta Zapraszam: http://maranor5story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jak dobrze że Liam żyje!
    Angel ma wyrzuty!!
    Zayn miły dla Angel?!
    Co do rozdziału to świetny! I nic się nie stało ze nie dodałaś rozdziału ważne że już jest!
    Czekam na następny!
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Nie przejmuj się. Mi to za wielkiej różnicy nie zrobiło. XD Tak. To byłby koniec świata.

    OdpowiedzUsuń
  4. krzykłam?! serio?! haahHhahaha :3 powinno by krzyknęłam, ale to ci wybacze :3
    rozdzial wspanialy <3 wcale nie do dupy, caly czas wstrzymywalam oddech przez caly rozdzial, dzieki, ze go nie usmiercilas <3 a ta rozmowa Angel i Zayna <3
    czekam na cd i pozdrawiam :)
    zycze weny :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział!!
    Rozmowa Angel i Zayna najlepsza xD
    Biedny Liam :(

    Tosia xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział, juz nie mogę doczekać się następnego. W końcu Zayn i Angel się polubili

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby Liam'owi nic się nie stało ...
    Zajebisty rozdział i czekam na następny xD

    OdpowiedzUsuń
  8. O RANY JAK DOBRZE ŻE Z LI WSZYSTKO W PORZĄDKU!!!

    Nooo i Damon w końcu wkracza do akcji :3 Hmmm ciekawe co on kombinuje? Ale zapowiada się ciekawie!

    Oby Angel opuściły te wszystkie niepewności :)

    Nicol <3
    harrykochakotki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Wpadaj na because-i-m-happy.blogspot.com
    Jest info <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Uuff przeżył! Masz szczęście dziewczyno!
    Oh jak dobrze było widzieć Angel i Zayna w takim wydaniu
    I hahahaha lizał ją po twarzy ja pizgam :D
    A jak tam wg było w szpitalu? Wszysto w porządku? Nie masz jednak wyrostka?
    Jesteś genialna kotek :*
    Czekam na następny już nie mogę się doczekać!
    Buziaki :*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakiego wyrostka?
    Wspominałam coś o wrzodach, a nie o wyrostku, ale okey... :D
    W szpitalu nie było źle, wszystko poszło dobrze i to jest właśnie do kitu :/
    Wszystkie badania wyszły dobrze i dlatego za miesiąc znowu ide do szpitala tylko tym razem na gastroskopie...
    Wolisz nie wiedzieć co to jest za badanie :\

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu kochany... Mega ci współczuję, bo ja miałam gastroskopie 2 razy :( Masakra... A rozdział genialny :*

      Usuń
  12. Liam żyje, a Zayn pomógł Angel. :o Tego nie można nazwać rozdziałem 'do dupy'. ;) Piszesz świetnie! Czekam na nn.

    Nath. xx

    OdpowiedzUsuń
  13. No masz szczęście że Liam żyję ale pisząc to mam nadzieje że w nn go nie umieścisz.

    OdpowiedzUsuń
  14. JESZCZE 4 ROZDZIAŁY I BĘDZIE BIG KOMENTARZ. ROZDZIAŁ SUPER, MAM NADZIEJĘ ŻE LIAM ŻYJE I NIC MU NIE JEST, CHOCIAŻ Z DRUGIEJ STRONY ZASTANAWIAM SIĘ JAK SKOŃCZY SIĘ TA ICH MIŁOŚĆ, BO PRZECIEŻ ONA GO NIE ZABIJE, CHYBA ŻE WYMYŚLISZ CO INNEGO. ZARĄBIŚCIE, CZYTAM DALEJ :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejuu :o twój blog jest świetny, dopiero zaczęłam go czytać, ale i tak postanowiłam, że zostawie tu komentarz, żebyś wiedzała, żeee jest świetny.:oo
    Sądzę, że zyskałaś kolejnego wiernego czytelnika ^^ Pozdrawiam i życzę weny! :D

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH