27.06.2014

Rozdział 35 "Zaprowadź mnie do Anne"

~Angel~

Obudziłam sie rano wyspana. Chwila... Ja wyspana? Hm... Dziwne.
Tak właściwie to obudziłam sie przez szelest. Rozejrzałam sie po pokoju i zobaczyłam Liama, który siedział przy biurku.
-Co robisz?- zapytałam, a on podskoczył wystraszony.
-Wystraszyłaś mnie.
-Przepraszam. To co robisz?
-Czytam- oznajmił. Spojrzałam na zegarek. Co? Dlaczego ja wstałam o piątej nad ranem?!
-Interesujesz sie czarną magią?- zapytał zdziwiony i przewrócił na następną stronę.
-To księgi Eleanor, nie moje. Nie potrzebuje magii, aby mieć to co chce- oznajmiłam wstając z łóżka.
-Zauważyłem- mruknął pod nosem. Postanowiłam udawać, że tego nie słyszę.
-O czym teraz czytasz?
-O usuwaniu sumienia...- oznajmił- Zauważyłem, że czarna magia ma pełno skutków ubocznych...
-Czekaj!- rozkazałam- O czym czytasz?
-O usuwaniu sumienia lub inaczej usuwaniu człowieczeństwa, czy coś...
Podbiegłam do niego i dosłownie wyrwałam mu książkę z rąk. Jest! To to czego szukałam!
Chwila. Czemu ja nie mogłam tego znaleźć, a jakiś głupek znalazł to jak, gdyby nigdy nic?
Dobra... Ważne, że znalazłam.
-Idź po Eleanor- poprosiłam dalej czytając o zaklęciu.
-Przecież oni śpią...
-Nic mnie to nie obchodzi! -warknęłam po czym się opanowałam- Ja... Przepraszam, nie chciałam na ciebie nakrzyczeć. Musisz po nią iść- spojrzał na mnie zdziwiony- Dobra! Sama sobie pójdę!
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w poszukiwania Eleanor. Oczywiste jest chyba, że najpierw poszłam do jej pokoju. Nie było jej, więc poszłam do pokoju Louisa.
Jak to ja, weszłam bez pukania.
Romeo i Julia spali wtuleni w siebie. Jak słodko...
Gdybym nie była Angel może bym ich nie budziła i wróciła do siebie...
-Eleanor wstawaj!-... Ale jestem Angel, więc sorry.
-Weź spadaj- jęknął Louis.
-Eleanor, ostrzegam- ostrzegłam- Jeśli Romeo sie nie zamknie to osobiście go uciszę.
-Módl sie, żeby tak nie było z tobą- wymamrotał w poduszkę.
-Dobra, przestańcie- poprosiła Eleanor, a ja od razu zamknęłam oczy. No przepraszam, ale nadal w niej widzę tą rudą wiedźmę!
-Angel daj nam sie wyspać- poprosiła zaspana- Powiesz nam rano...
-Nie! Przecież sama mówiłaś, że jeśli coś znajdę, od razu mam ci powiedzieć!
-Znalazłaś?- zapytała zdziwiona, po czym dodała:- Okey... Powiesz mi rano...
-Nie! Wstawaj! Obiecałaś mi pomóc!- krzykłam zdejmując z nich kołdrę.
-Niewyspana czarownica to nieprzydatna czarownica- wyjaśniła i przykryła sie kołdrą. Wyszłam z pomieszczenia trzaskając drzwiami. "Pomogę ci (...) od tego są przyjaciele". Pieprze takie obietnice! W życiu można liczyć tylko na siebie...
-I co?- zapytał, gdy tylko weszłam do swojego pokoju. Nie odpowiedziałam- Czyli nie poszło...
Ominęłam go i podeszłam do szafy. Wyjęłam czarne dresy i czarną bluzkę z jakimś facetem. Przebrałam sie, a Liam cały czas sie na mnie gapił.
-Zaznacz w księdze to cholerne zaklęcie, a nie gapisz sie na mój tyłek- warknęłam. Liam speszony spuścił głowę i podszedł do biurka.
-Idę poćwiczyć- warknęłam znowu i zbiegłam do 'sali treningowej'.
Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, założyłam rękawice bokserskie i biłam worek treningowy. Wisi tu specjalnie dla mnie. Bardzo często mam ataki złości. Jestem wtedy bezwzględna. Przy ostatni takim ataku rozniosłam cały salon, między innymi dlatego jest nowocześnie umeblowany, a mój samochód poszedł z dymem. Właśnie wtedy postanowiłam zrobić sobie mini siłownie w domu.
-Cholera!- po dwóch godzinach mojego bicia, worek nie wytrzymał. Sznur na, którym wisi, a raczej wisiał, pękł. Znowu będę musiała kupić nowy!
-Pieprz sie ty ruda małpo!- zaczęła wrzeszczeć na cały regulator. Worek, który leżał na podłodze, dostał ode mnie serie kopniaków.
Po kilku minutach zostawiłam worek i zdjęłam rękawice.
-Tak cie to bawi?!- stanęłam na środku pomieszczenia i zaczęłam krzyczeć do sufitu- Mam nadzieje, że teraz gnijesz w piekle!
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do środka, ale nie zwróciłam na to uwagi i darłam sie dalej.
-Nie wiem kiedy umrę, ale kiedy to nastąpi, bądź pewna, że cie dorwę!- krzyczałam do tego rudzielca. Podobno duchy słyszą wołania ze świata żywych. A nawet jeśli nie, to i tak mam prawo drzeć sie do sufitu...- Nie wiem czy jesteś w niebie, czy w piekle, ale radziłabym szukać dobrej kryjówki, bo na pewno cie znajdę. Gdy już to nastąpi to cie zabije. Tym razem osobiście!
-Duchy da sie ponownie zabić? Nie wiedziałem- usłyszałam za sobą głos Louisa. Wszyscy stali za mną i patrzyli na mnie.
-Nie wiem czy tak można, ale tak czy siak, zatruje jej życie po życiu!- wrzasnęłam do sufitu.
Nastała cisza, a ja cisnęłam rękawice w kąt sali i dalej przeklinałam mojego prześladowce.
Po kilkudziesięciu minutach moich krzyków na sufit i wiązki przekleństw, w końcu sie uspokoiłam.
-Teraz przepraszam, ale Eleanor zrobi małe czary mary- warknęłam wciąż zła i wyszłam z pomieszczenia, ciągnąc za sobą dziewczynę. Zostawiłam ją w salonie i przyniosłam księgę.
-Do dzieła- śrubowałam brzmieć w miarę normalnie. Eleanor zaczęła czytać zaklęcie, a po chwili spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem.
-Przykro mi, ale to zaklęcie jest dla mnie zbyt potężne...
-Przecież masz ten głupi rodzinny medalion, który ci dałam!- krzykłam i zdenerwowana zaczęłam krążyć po pokoju.
-Jeszcze nie umiem się nim do końca posługiwać- wyjaśniła po czym dodała- Poza tym to zaklęcie jest dla bardziej... Jakby do ująć? Dla bardziej zaawansowanych czarownic.
Skończyła wyjaśniać, a z moich ust popłynęła wiązanka przekleństw. Rzuciłam nawet wazonem. Wszyscy od razu tu przyszli.
-Co tu sie dzieje?!- krzyknął Gabriel, a ja spojrzałam na nich wzrokiem, który mógłby zabić w pięć sekund. Zobaczyłam Liama.
Jego mi teraz potrzeba.
-Liam ubieraj sie. Podwieziesz mnie gdzieś- rozkazałam, bo raczej nie poprosiłam. Przeszłam koło nich i ubrałam kurtkę. Gdy Liam sie przebierał, ja wzięłam księgę i poszłam do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera i czekałam na Liama.
Gdy w końcu raczył się pojawić, od razu powiedziałam mu adres, a on ruszył.
Na miejscu byliśmy dopiero po godzinie. Zaparkował i wysiedliśmy przed małym sklepikiem.
-Gdzie jesteśmy?
-To sklep z magicznymi dodatkami. Różne zioła i tak dalej- wyjaśniłam i weszłam do środka, a on za mną. Zadzwonił dzwoneczek przy drzwiach, a po chwili za ladą pojawiła się dziewczyna w wieku szesnastu lat. Liam zaczął sie rozglądać po sklepie, a ja od razu podeszłam do dziewczyny.
-Potrzebuje pomocy- oznajmiłam na wstępie.
-Co potrzeba?- zapytała- Mamy zioła marokańskie...
-Nie takiej pomocy- przerwałam jej- Wiem, że jesteś czarownicom. Potrzebuje pomocy w czarach.
-Nie wiem o czym mówisz- powiedziała poddenerwowana- Nie ruszaj tego!
Spojrzałam za siebie. Liam bawił sie jakąś roślinką. Była piękna lecz po chwili otworzyła paszcze i chciała odgryźć rękę Liama. Szybko do niego podbiegłam i odepchnęłam od tego czegoś.
-Nic tu nie ruszaj!- skarciłam go i wróciłam do dziewczyny.
-Więc jak?- zapytałam- Użyjemy rozwiązania pokojowego czy raczej będę zmuszona do użycia siły?
-Nie jestem wiedźmą!- warknęła.
-Taa... Jasne- zadrwiłam- Twoja matka jest wiedźmom, więc ty też. A jeśli nie chcesz mi pomóc to zaprowadź mnie do Anne...
-Skąd znasz moją matkę?- zapytała zdziwiona.
-Można powiedzieć, że sie przyjaźnimy ,czy coś w tym stylu...- wymamrotałam. Dziewczyna poszła na zaplecze, a ja i Liam szliśmy za nią.
-Jest na górze- powiedziała smutno i wskazała na schody. Szybko po nich weszłam i znalazłam sie w salonie.
-Alex, kto przyszedł?- zapytała kobieta i weszła do salonu.
-Anne!- krzyknęłam- Dawno cie nie wkurzałam! Co u ciebie?
Rozsiadłam sie na kanapie, a blondynka usiadła obok.
-Witaj Angel. Jakoś leci, a u ciebie?
-Nawiedza mnie kobieta, którą kiedyś zabiłam, ale poza tym jest super!- zadrwiłam.
-Więc to cie do mnie sprowadza- stwierdziła.
-Potrzebuje pomocy w pewnym zaklęciu...
-Przecież wiesz, że nie bawię sie już w czarownice.
-Zaraz, skąd sie znacie?- wtrącił sie Liam.
-Angel kiedyś uratowała mnie i mojego męża- wyjaśniła uśmiechnięta Anne- Jestem jej na prawdę wdzięczna, że akurat tędy przechodziła.
-Właśnie!- przerwałam- Co u Andrewa?
-Nie za dobrze- Anne pokręciła głową i wyszła z salonu. Oczywiście poszłam za nią. Zaprowadziła nas do małego, przytulnego pokoju. Weszłam do środka i zobaczyłam wrak człowieka.
Na łóżku leżał Andrew. Był cały blady i wyglądał jakby za chwile miał umrzeć.
-Co mu sie stało?- zapytałam podchodząc do łóżka.
-Ma raka -wyszeptała Anne- Lekarze mówią, że zostało mu mało czasu.
-Czemu nie jest szpitalu?- zapytał Liam.
-Nie chciał tam siedzieć.
Chwile patrzyłam na Andrew i Anne, po czym wpadłam na genialny pomysł.
-Mam pewną propozycje.
Poszliśmy do salonu i wszystko jej wytłumaczyłam. Ona tylko zawołała córkę, a po chwili zrobiły krąg.
Stanęłam po środku kręgu i nasłuchiwałam.
 Niestety, ale zaczęło mi sie kręcić w głowie i upadłam na podłogę. Wszystko zaczęło sie rozmazywać. Udało mi sie wychwycić kilka słów.
-...Vade, et conscientia. Liceat mihi sine paenitentia...- zobaczyłam jak z nosa Anne cieknie krew, ale nie poddawała sie i dalej mówiła podniesionym głosem.
Zobaczyłam zmartwionego Liama w oddali. Alex także się nie poddawała.
Po pięciu minutach bólu i mojego błagania, aby przestały, w końcu sie udało.
-I jak?- zapytała Anne. Spojrzałam na nią. Nic.
-Udało sie- wysapałam siadając na kanapie.
-Teraz wywiąż sie z umowy- poprosiła Anne. Za pomocą Liama udałam sie do Andrewa i usiadłam obok niego.
-Niech ktoś da mi nóż- rozkazałam. Po kilku sekundach rozcięłam sobie nadgarstek i przyłożyłam ranę do ust mężczyzny.
-Jutro będzie jak nowo narodzony- oznajmiłam wstając. Podeszłam chwiejnym krokiem do Anne i przytuliłam ją.
-Dziękuje za pomoc- wyszeptałam- Jeśli jeszcze kiedyś będziesz potrzebować pomocy, zadzwoń do mnie.
-Ty tak samo- uśmiechnęła sie. Pożegnałyśmy sie i poszliśmy z Liam'em do samochodu.
Po chwili siedziałam na miejscu pasażera, a Liam ruszył.
-Czemu nie mogła go uzdrowić, skoro jest czarownicą?- zapytał.
-Niektórzy są odporni na czary -wyjaśniłam cicho - Wtedy nie działają na nich żadne zaklęcia.
-Bez sensu.
-Niestety, ale tak czasem jest- wyszeptałam- Dlatego są razem. Anne jet pewna, że Andrew kocha ją naprawdę, a nie przez czary.
-Słodkie- zaśmiał sie. Jechaliśmy przez następne pół godziny, gdy w końcu stanęliśmy przed domem. Powoli wyszłam z auta i upadłam. Na szczęście koło mnie ponowił sie Liam.
-Pomogę ci- oznajmił i pomógł mi dojść do domu.
-Co jej jest?- właśnie to zdanie usłyszałam jako pierwsze.
Liam stwierdził, że wyjaśni im później i ruszyliśmy po schodach. Robiłam sie coraz bardziej senna, a moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Liam wziął mnie na ręce i zaniósł.
-Chyba sie prześpię- powiedziałam cicho, gdy odłożył mnie na łóżko. On tylko przytaknął i wyszedł.
Ałć... Moja głowa...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Przepraszam, wiem że rozdział miał być w środę, ale niestety wena na kilka dni mnie opuściła.
Ale spokojnie!
Już wróciła ;D
Także mam nadzieje, że rozdział sie podoba.
I...

WAKACJE! WAKACJE i  jeszcze raz WAKACJE!!!
Moje wakacje rozpoczęły sie trzy godziny temu XD i przez ten czas zdążyłam napisać rozdział, przebrać sie z niewygodnej kiecki, zagrać z bratem w wojnę i... No i to raczej tyle :D
Życzę wam najlepszych wakacji jakie kiedykolwiek mieliście <3

(Zapraszam do pytania bohaterów XD)

11 komentarzy:

  1. Rozdział jest super.
    Liam opiekuje się Angel, a powinno być na odwrót XD
    Dobrze, że Angel już nie będzie widzieć tej kobiety. Chyba, że jednak coś poszło nie tak. Wtedy byłoby ciekawiej...
    Życzę Ci weny i miłych WAKACJI <33

    Tosia xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział zajebisty!
    Mam nadzieje że nic nie stanie się Angel!
    Rozdział następny pojawi się jutro? Czy nie?
    Czekam!
    Udanych wakacji :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział!
    Ale nie wierzę... Nie mogę uwierzyć, że Anne z córką znów zabrały sumienie Angel. Na pewno im się to nie udało, nie mogło!
    Ona musi nadal mieć to coś z człowieka! Bo inaczej nie będzie kochać Liama! A ja wiem, że ona go kocha ^^.
    Więc rozdział świetnie mi się czytało, pisz szybko NN!
    Miłych wakacji! ♥
    Dzisiaj miałam zakończenie roku i trochę mi smutno, że nie będę widziała pewnych mordek w tej szkole, gdy zacznie się wrzesień. Muszę ciupkę za nimi popłakać, może mi przejdzie. Matko, jak ja będę za nimi tęskniła :'''''(((((((((((((.
    Oby tylko wakacje mi się udały ^^
    I Tobie także! <3
    Do poczytania! ♥
    http://put-forehead-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam rozumieć, że następny w sobotę?
    Bo jeśli tak, to świetnie!
    Rozdział mi się podoba, zaintrygowała mnie Anne i Andrew.
    Mam nadzieję, że będzie o nich więcej :)
    Believe. xoxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział ♥
    Życzę weny ;*
    I udanych wakacji
    Zapraszam do mnie:
    nadzieja-jestzawsze.blogspot.com
    I niech moc będzie z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet moja mama powiedziała że jest fajny xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaaaaaa....
    Boże, boże jaki boooski :D
    mam nadzieję, że nic się nie stało Angel. Ale czekaj, znowu nie ma człowieczeństwa?! Czy jak bo się zagubiłam... Ale ona miała być z Li!
    dobra koniec bo świruję!
    A więc WAKACJE weee normalnie skacze z radości. A więc życzę udanych wakacji i mile spędzonych chwil w dobrym gronie :**
    Weny ;*
    Czekam na nn :*
    Buziolki ;*
    A.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam te FF. Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. WSPANIAŁY!!!! PO PROSTU REWELACJA!
    Oby Angel nic nie było :/

    Nicol <3
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. TYM RAZEM INNY KOMENTARZ. TWOJE OPOWIADANIE JEST ZAJEKURWABISTE *_* TAKIE PO PROSTU SANJKCNIEHSJIHFCSKETFHIWESJKD *__________*
    KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH