31.05.2014

Rozdział 26 " Napisz wiadomość o treści 'Umarłam' "

~2 dni wcześniej~
~Angel~

Po wyjściu z domu ,pojechaliśmy na lotnisko. Załatwiliśmy wszystko i ruszyliśmy do samolotu. Lecieliśmy kilka godzin ,więc przez większość lotu spałam. Gdy wylądowaliśmy Gabriel od razu zaciągnął mnie przed Rade. Oni zdecydowali ,że mam na razie być w celi w ,której aktualnie siedziałam i bawiłam sie kostką rubika. Gabriel mi dał ,abym sie nie 'zanudziła na śmierć'. Strasznie to zabawne.
Po kilkunastu razach dobrze ustawionych ścianek zaczęło mi sie to nudzić ,więc zaczęłam odbijać piłeczkę o ściany celi.
Potem zaczęłam robić sie głodna ,a strażnik ,który akurat miał zmianę wyglądał mi na nowego ,więc...
-Jestem głodna!- krzyknęłam machając ręką przekładając ją przez kraty. Młody strażnik podszedł do mnie z tacą i kucnął ,aby przełożyć ją pod kratą. Wow... Wysilili sie na kanapki.
Gdy wstał złapałam go za kołnierzyk i chwyciłam za rękę. Zrobiłam nacięcie na nadgarstku i przyłożyłam usta do rany. Ah... Nareszcie coś normalnego!
-Angel!- usłyszałam krzyk ,więc moje pożywienie musiałam jeść szybciej. Po chwili obok strażnika stanął Gabriel.
-Puść go!- rozkazał. Spojrzałam na chłopaka. Bał sie. Puściłam jego rękę ,a on szybko zaczął sie masować po ranie i odszedł.
-Czas na ciebie- oznajmił smutno(?) i otworzył cele. Wyszłam i przeszliśmy przez korytarz. Następnie schodami w górę i następny korytarz. W końcu stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami.
-Gotowa?- zapytał.
-A ty byłbyś gotowy na śmierć?- zapytałam beznamiętnie.
-Może mogę coś dla ciebie zrobić?- zapytał nieśmiało.
-Obiecałam Liam'owi ,że wyśle mu SMS ,gdy będę już umierać ,więc... Napisz mu wiadomość o treści 'Umarłam'- pokręciłam głową z politowaniem i weszłam przez drzwi do środka.
 Caluteńka Rada siedziała na przeciwko mnie. Na środku sali stał stalowy stolik. Głośno westchnęłam i kucnęłam przy nim. Położyłam głowę na zimnym metalu i czekałam. Po chwili do pomieszczenia wszedł mężczyzna z siekierą.
To twój koniec Angel. Ciesz sie ,że nie masz nikogo ,kto by cie opłakiwał ,nie będziesz sie martwić ,że sie nie pożegnałaś.
Ugh... Weź sie zamknij!
Mężczyzna staną obok mnie i przyłożył siekierę do mojej szyi ,a ja poczułam zimny metal, po czym się zamachnął.
Żegnaj świecie.
-Chwila!- usłyszałam wrzask Gabriela. Co jest grane?!- Nie jest już przywiązana do Lucyfera. Wyrzekli sie jej. Może jest w stanie nam pomóc.
Chwila ,co?! Co tu sie w ogóle dzieje?! Miałam sobie spokojnie umrzeć ,a ten mi tu jakieś cyrki odstawia?!
-Jakby nie spojrzeć ,nawet gdy została złapana i uwięziona przez tamtych Łowców ,zabójstwa i porwania były dalej. Możliwe ,że nawet więcej- Gabriel kontynuował ,a ja patrzyłam na niego jak na idiotę. No błagam! Ja jako Łowca? Nie wyobrażam sobie tego.
W sali podniosły sie szepty ,które po chwili ucichły.
-Czy to prawda?- zapytał ,ktoś z Rady. Już nawet ich imion nie pamiętam- Mogłabyś stać sie Łowcą i pomagać ludziom?
Stałam sparaliżowana. Lekko dygnęłam ,a oni wzięli to chyba za tak.
-Wezmę za nią pełną odpowiedzialność- oznajmił Gabriel. Co on kombinuje?!
-Więc ustalone!- uniósł sie kolejny głos- Przydzielimy was do jednej z grup.
Gabriel sie uśmiechnął ukazując przy tym swoje białe ząbki ,a ja patrzyłam na wszystkich oszołomiona.
Ja i Łowcy.
Będę Łowcą...


~Teraźniejszość~


-Angel?- zapytali zdziwieni.
-A kto?- zadrwiłam. Po mnie do pokoju wszedł Gabriel.
-A ty nie miałaś umrzeć?- zapytał zdziwiony Louis.
-Nie wysyłałam żadnego SMSa ,że umieram- zaśmiałam sie- Ten tu ,mnie w to wkopał.
-Czyli wolałabyś umrzeć?- zapytał.
-Jeśli myślałeś ,że raz uratujesz mi życie i od razu sie zaprzyjaźnimy ,to grubo sie myliłeś- zadrwiłam złośliwie.
-Weź tu zrozum kobiety- wymamrotał i poszedł do taksówki po swoją torbę. Ta... Najlepiej na mnie zwalić!
Usiadłam sobie na krześle obok Liama i wskazałam palcami wskazującymi obu rąk na Zayna i Perrie oaz Eleanor i Louisa.
-To wy ze sobą ten tego?- zapytałam. Oni pokręcili przecząco głową z wielkimi ,powtarzam, z wielkimi rumieńcami.
-Taa... Jasne- zaśmiałam sie i ukradłam Liam'owi kanapkę.
-O co ci chodzi?- zapytał Louis.
-No błagam! Każdy widzi ,że wy...- na chwile ucichłam i wskazałam na nich palcem- A w ogóle jak jeszcze umiałam czytać w myślach to... Nie ukrywam ,że nie tylko u Harr'ego grzebałam w umyśle. Eleanor sie kocha w Louisie ,co on także odwzajemnia. Tak samo jest z wami.
Kończąc swoją wypowiedź wskazałam na zmiennokształtnego i blondynkę.
-Tylko ja mam wrażenie czy ona coś insynuuje?- zaśmiał sie Harry ,a Niall i Liam zgodnie pokiwali głową.
-Ja? Ależ nigdy- zaprzeczyłam- No dobra! Nie chce mi sie patrzeć na to wasze mizianie sie.Mam ochotę zwrócić śniadanie.  Mam wrażenie ,że chłopaki też.
-Ale my...- zaczęła Perrie.
-Ta jasne- zadrwiłam- Wynocha i nie wracać przed godziną 17!
Razem z chłopakami wypchnęliśmy ich za drzwi i zamknęliśmy je na klucz. Popatrzyliśmy za okno i zobaczyliśmy ,że nasze parki rozdzielają sie i znikają za rogami.
-No nareszcie!- krzyknął Niall- Dziękuje!
-Dłużej bym z nimi nie wytrzymał!- oznajmił Harry i wyszedł razem z blondynem do salonu.
-Ciesze sie ,że wróciłaś- usłyszałam za plecami.
-Taa... Bo uwierzę- zaśmiałam sie i odwróciłam do chłopaka.
-Nie kłamie- oznajmił z uśmiechem- Dziwnie tu bez ciebie było. Tak... Nudno.
-Ciesze sie. Mi też przez ten czas sie nudziło. Brakowało mi twojego gderania nad uchem- zaśmiałam sie.
-No dziękuje ,wiesz?- odwrócił sie i tupnął nogą. Jak dziecko ,jak dziecko...
-Oj ,nie obrażaj sie- szturchnęłam go w ramie- Teraz przepraszam ,ale wracam do mojego ukochanego domku.
Wyszłam na korytarz i ubrałam kurtkę. Chciałam już wyjść ,ale zatrzymał mnie Gabriel.
-Nie ma szans!- zaprzeczył- Będziesz mieszkać z nami.
-Chyba śnisz!
-Nie. Zostajesz tu- rozkazał- I nie ma 'nie'. Chyba ,że chcesz wrócić do Rady?
-Ugh... Dobra! Ale pójdę sobie po jakieś ubrania i wrócę. Okey?- wymamrotałam. Co jak co ,ale nie chce znowu być na skraju śmierci. Nadal czuje ten zimny dotyk metalu na szyi. Brr...
Gdy skończyliśmy naszą mini kłótnie ,którą niestety wygrał Gabriel ,od razu wyszłam z domu. Zamówiłam taksówkę i po paru minutach jechałam w stronę domu. Oczywiste jest chyba ,że wysiadłam z samochody nie po domem lecz trochę dalej. Co jak co ,ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Następnie przeszłam kilka przecznic i takim o to sposobem znalazłam sie na skraju lasu. Po kilku minutach spacerku po brukowanej ścieżce, przez las ,znalazłam sie przed domem.
-Tęskniłam- westchnęłam wchodząc do środka. Rzuciłam klucze na szafeczkę ,która stała koło drzwi i poszłam schodami na piętro. Przeszłam cały korytarz i weszłam przez dębowe drzwi do pokoju.
Wyjęłam torbę i zaczęłam pakować moje ulubione ubrania. Po dwóch godzinach ,weszłam do łazienki ,aby wziąć jakieś kosmetyki.
-Ale to dziwne- wymamrotałam ,gdy stanęłam przed lustrem. Podwinęłam rękaw i zobaczyłam tatuaż.
Płonące słońce.
Znak Łowców.
Zakryłam tatuaż i wrzuciłam kosmetyczkę do torby. Zadzwoniłam po taksówkę ,ponieważ po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam iż zahipnotyzuje kierowce. Takim o to sposobem nikt nie dowie sie ,gdzie mieszkam.
-Jeszcze tylko sprawdzę czy niczego nie zapomniałam- powiedziałam ,gdy kierowca włożył moje dwie torby do bagażnika. Weszłam do domu ,a następnie skierowałam sie do pokoju. Rozejrzałam sie po pokoju ,aby sprawdzić czy niczego nie zapomniałam.
-Co do...?- zapytałam sama siebie ,gdy usłyszałam dźwięk tłoczącego sie szkła. Zbiegłam po schodach i zaniemówiłam.
Przez okno wrzucone zostało ciało kierowcy.
Podbiegłam do niego i sprawdziłam puls.
-Cholera- przeklinałam pod nosem i wstałam biorąc do ręki duży kawałek szkła. Powoli sie odwróciłam i ujrzałam pięć postaci.
Wampiry.
-Czego chcecie?!- sykłam przez zaciśniętą szczękę. Ścisnęłam mocniej szkło czego skutkiem na podłogę zaczęła spływać moja krew. Jeden z wampirów nie wytrzymał. Podbiegł ,a ja wbiłam mu szkło w serce po czym wyrwałam narząd ,aby mieć pewność.
-Na nią!- krzyknął jeden z nich. Po chwili zostałam oblężona. Jeden z nich rzucił mną o ścianę i uderzyłam w lustro. Szkło wbiło mi sie w plecy ,a następnie upadłam o szafeczkę. Oczywiście kawałki szafki też mi sie wbiły.
Gdy zobaczyłam ,że następna dwójka do mnie podchodzi ,szybko chwyciłam dwa kawałki szafki i wstałam. Po chwili drewno wylądowało w ich sercach. Szybko oderwałam im głowy i rzuciłam je w kąt.
Każdy mój ruch wywoływał coraz większy ból w moich plecach oraz nogach.
Po chwili w moją stronę szła ostatnia dwójka.
-Uh... Serio? Zabiłam trójkę waszych kumpli ,a wy dalej swoje?- jęknęłam prostując sie- Życie wam nie miłe?
Nie zwrócili uwagi na moją wypowiedź i szli dalej. W końcu do mnie podeszli. Jednego odepchnęłam na bok ,a dziewczynę uderzyłam w twarz. Po chwili rozwaliłam krzesło i wbiłam jej nogę od krzesła w brzuch po czym od razu wyrwałam jej serce.
 Poczułam dotyk na ramieniu ,więc mocno pociągnęłam rękę ,która została w mojej dłoni.
Odwróciłam sie w stronę wampira ,który był wściekły.
Wyciągnął broń zza pasa i strzelił w moją klatkę piersiową po czym uciekł. Rzuciłam jego ramie za siebie i pobiegłam do taksówki. Weszłam do auta i odpaliłam. Musze dojechać do domu chłopaków. Tu jestem sama nie wytrzymam tego bólu. Co prawda Gabriel pewnie by przyszedłby do mnie ,ale dopiero jutro. Nie wytrzymałabym i z bólu wyrwała sobie serce.
-Moje płuca- jęknęłam przyśpieszając.
Angel wytrzymaj. Jeszcze tylko chwilka. Proszę ,Angel...
Po chwili wjechałam w krzak na ich ogródku. Wybiegłam z samochodu i pobiegłam do ich domu ,po drodze kilkakrotnie sie wywracając.
 Ledwo sie ruszałam ,ale upadłam pod drzwiami. Pociągnęłam za klamkę i wczołgałam sie do domu. Usłyszałam śmiechy w salonie ,więc próbowałam wstać. Zrobiłam kilka kroków i z wielkim hukiem spadłam na kolana w salonie.
-Boże ,Angel!- krzyknął Liam i podbiegł do mnie. Ja nie pozostałam mu dłużna i zwymiotowałam krwią na jego buty. Ohyda!
Po chwili przenieśli mnie na stolik ,a ja zaczęłam krztusić sie krwią. Moje płuca!
Wyplułam krew i zaczęłam krzyczeć.
Po chwili obrócili mnie na brzuch i wzięli głęboki wdech. Aż tak źle to wygląda?
-Co ci sie stało?!- oczywiście jak to mężczyźni ,zamiast mi pomóc ,zaczęli krzyczeć.
-Wyjmijcie to ze mnie- wymamrotałam ,ale chyba zrozumieli i znowu mnie obrócili. Gabriel rozciął mi klatkę piersiową i zaczął wyjmować drewienka z moich płuc. Reszta w tym czasie szukała ręczników ,wody ,apteczki i tym podobne.Ten ból.To bolało niemiłosiernie.
Wyszeptałam kilka słów ,ale chyba nie zrozumiał ,więc powtórzyłam.
-Zabij mnie ,prosze...

~~*~~

W ogromnej sali ,na środku ,stał czarny dębowy stół. Wokół mebla siedzieli najlepsi z najlepszych osób z całej armii. Jedli obiad.
Na stole leżało około dziesięciu ludzkich ciał.
Wszyscy martwi.
Nagle do sali otworzyły sie drzwi przez ,które wszedł młody chłopak bez jednego ramienia.
Ukłonił sie i powiedział ze skruchą:
-Panie... Nie udało nam sie zabić dziewczyny.
Czarnowłosy mężczyzna ,na końcu stołu, wstał od mebla i podszedł do chłopaka.
-Dlaczegóż to?- zapytał z nietypowym dla niego spokojem i kiwnął głową na znak iż chłopak ma wstać.
-Zaatakowaliśmy ją tak jak kazałeś ,ale była silniejsza- odpowiedział głośno przełykając ślinę. Po chwili dodał- Lecz doznała zbyt dużo ran by przeżyć...
-Posil sie z nami ,bracie- powiedział po chwili ciszy i wskazał na ich 'obiad'. Wszyscy spojrzeli zdziwieni lecz chłopak wykonał polecenie i usiadł na miejsce czarnowłosego.
-Więc... Ile osób przeżyło?- zapytał po chwili.
-Tylko ja. Zresztą jak widać nie do końca- spojrzał na swoje ramie.
-Powtarzam ,więc pytanie- powiedział lekko zdenerwowany- Ile osób przeżyło?
-Tylko ja- odpowiedział chłopak znowu. Czarnowłosy w zastraszająco szybkim tempie znalazł sie obok chłopaka i uderzył jego głową o stół. Zrobił to tak mocno ,że czaszka roztrzaskała sie na kawałki.
-Ja widzę zero- powiedział wycierając rękę- Jak to możliwe ,że nie potraficie zabić jednej dziewczyny?! Jeśli nie umiecie zabić ,macie mi ją przyprowadzić!
Jego wrzask rozniósł sie po sali echem.
-Niech sama przyjdzie- powiedział cicho jeden z zebranych osób.
-Co?- zapytał zdziwiony mężczyzna.
-Wyrządziłeś jej panie ,taką krzywdę ,że słyszałem iż sama cie szukała przez bardzo długi czas- wyjaśnił- Więc gdy wpadnie na twój trop... Sama przyjdzie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej ,hej ,hej... Tu ja!

Zauważyliście ,że moje rozdziały robią sie coraz dłuższe? XD
Ale to mnie teraz nie obchodzi...
Jak wam sie podobało?
Angel powraca do akcji! ;D
No to co?
Widzimy sie w środę <3

(Zapraszam do pytania bohaterów ;))

1 komentarz:

  1. WOW! KOCHAM TWOJE OPOWIADANIE! ANGEL NIE MOŻE UMRZEĆ!!!!!!!
    CZYTAM DALEJ :)

    OdpowiedzUsuń

TEMPLATE BY NATH