07.02.2017

Rozdział 29 "Pandora"

~Angel~

W swoim nędznym życiu miałam szanse wypróbować różne zawody. Byłam płatnym zabójcą, zbierałam ludzkie dusze, byłam niańką, sprzątaczką, grabarzem, psychologiem, sprzedawczynią, szkoliłam młode demony... Było tego naprawdę wiele, lecz nigdy nie byłam adwokatem. Raczej skazywałam ludzi na śmierć, ale nigdy ich nie broniłam. Może być trudno, ale przyjmuje wyzwanie.
Razem z Perrie ukłoniłyśmy się tak nisko jak umiałyśmy, co po chwili uczynił także Max.
- Co was sprowadza? - zapytał Siro. Wyprostowałam się i spojrzałam mu w oczy. A przynajmniej próbowałam, bo opaska na jednym oku trochę to uniemożliwiała.
- Napisałam do was z prośbą o wizytę, gdyż wydarzyła się dość nieoczekiwana sytuacja - powiedziałam po chwili.
- Cóż takiego skłoniło cię do przybycia do nas? - zapytał Demetrio.
- Jak wszyscy dobrze wiemy w Devil's Town niedawno rozegrała się krwawa potyczka z wampirami... - zaczęłam, ale przerwał mi jeden z tych nadętych bęcwałów.
- Doskonale o tym wiemy. Straciliśmy przez to wielu ludzi.
- Chodzi jednak o to, że niektórzy zostali przemienieni... - kontynuowałam niezrażona.
- Zlikwidowaliśmy potencjalne zagrożenie - przerwał mi jakiś mężczyzna z Rady. Perrie lekko pobladła, ale ich śmiertelne oczy nie byłyby w stanie tego zobaczyć.
- Jak dobrze wiecie byłam martwa - powiedziałam już lekko zirytowana - Jednak, gdy Bóg zesłał mnie z powrotem, zastałam w domu przemienioną Łowczynie.
W wieloosobowej grupie na sali podniosły się szepty. Wszyscy wpatrywali się morderczym wzrokiem w Perrie. Widocznie nie są aż tak głupi i połączyli parę faktów.
- Pokaż swe nowe oblicze! - rozkazał Severo. Dziewczyna spojrzała na mnie przerażona, ale ja tylko kiwnęłam lekko głową. Wychwyciła moje pozwolenie i wysunęła powoli kły. W całej sali podniosły się głosy. Ktoś wezwał strażników, którzy otoczyli Perrie. Dwójka z nich wykręciła jej ręce do tyłu i zmusiła do klęczenia.
- Kiedy dowiedziałaś się o zdradzie? - zapytał zdenerwowany Siro.
- Wiedziałam od samego początku - powiedziałam pewnie, a głosy podniosły się jeszcze bardziej. Musiałam praktycznie krzyczeć, aby mnie usłyszeli - Sądzę jednak, że nie można jej ukarać za to, że poniosła tak wielki cios w obronie naszego świata i was! Poświęciła się, aby ratować to co ważne!
- Jest wampirem! - krzyknął ktoś, a reszta go poparła- Nie można jej ufać!
- Została przemieniona w brew jej woli! - krzyknęłam ponownie, aby zwrócili na mnie uwagę - Krocze na tej ziemi dłużej niż wy wszyscy i wiem, że wampir to dobry towarzysz! Owszem, żywi się krwią, lecz można ją zdobyć ze szpitali czy z banków krwi!
- Wampiry to bezwzględne bestie!
- Odkąd skończyła się bitwa, czy dostaliście jakikolwiek donos o masakrze w naszym mieście?! - wszyscy ucichli, a ja mogłam już normalnie mówić - Łowczyni stara się hamować swój głód i bardzo dobrze jej idzie. Odkąd wróciłam z nieba, uczę ją jak panować nad jej nowymi zdolnościami.
- Skąd możemy wiedzieć, że nie ukrywacie tych morderstw?!
- Znałam kiedyś Łowce, który wbrew swej woli został przemieniony na misji - powiedziałam patrząc na główną trójkę - Wolał umrzeć zanim ktokolwiek się o tym dowiedział, lecz wiem, że gdyby przeżył byłby wspaniałym Łowcą. Pomyślcie jak wielu dobrych wojowników straciliście skazując takie osoby na śmierć?
Wszyscy ucichli. Wpatrywali się w ich przywódców i czekali na rozkazy. Trójka wpatrywała się we mnie przez dłużą chwile, ale ja stałam dumnie z kamienną twarzą. Nie zdradzę jakiejkolwiek swojej słabości. Nie przed tymi bydlakami.
- Możecie wierzyć lub nie, ale dlaczego nie moglibyście dać jej szansy? Daliście ją mnie i nie zawiodłam was - powiedziałam pewnie - Skoro demon może się zmienić to czy wampir nie ma takiej szansy?
Demetrio powiedział coś szeptem do reszty, nadal patrząc na nas uważnie. Po chwili zaczęli dość długą dyskusje między sobą. Staliśmy w tej ciszy dobre pięć minut, gdy w końcu raczyli na nas spojrzeć.
- Od dłuższego czasu pracujemy nad nowym projektem pod nazwą Pandora- odezwał się Siro.
- Em... Nie rozumiem? - przyznałam się niepewnie.
- Pandora miała być grupą składającą się tylko z nadnaturalnych osób - z nieśmiertelnych - wyjaśnił - Mieli zajmować się misjami, którym śmiertelni Łowcy nie byliby w stanie sprostać.
- Niestety nie znaleźliśmy osób godnych miana Pandory - dodał Severo.
- Jednak teraz możemy wprowadzić plan w życie.
- Zaraz, chwila! - powiedziałam kręcąc głową - Nadal nie rozumiem.
- Od dwóch miesięcy w lesie otaczającym wasze miasto odnotowano niepokojące... Zjawiska - wyjaśnił Demetrio.
- Jakie zjawiska? - odezwała się Perrie, nadal zmuszana do klęczenia.
- Demony z całego świata zjeżdżają w wasze strony - powiedział Siro patrząc z lekką pogardą na Per - Pragniemy, aby pierwsza grupa Pandory zajęła tym, czym Łowcy nie potrafią.
- Czyli... Macie już kogoś w tej grupie? - zapytałam zaciekawiona. Jak mogłam nie wyczuć obecności moich pobratymców?! Jak mogłam bagatelizować wszelkie oznaki ich przybycia?! Zachowałam się jak samolub, myśląc, że po tym wszystkim co przeszliśmy, moje życie będzie normalne. Poświęciłam zbyt dużo uwagi sobie i swoim problemom, nie orientując się, że prawdziwy problem przybywa do mojego miasta!
- Posiadamy już dwa wampiry,  czarownice oraz... wyrocznie - odpowiedział trochę niepewnie ostatnie słowo - Chcielibyśmy, aby Pandora była zróżnicowana, lecz wampiry wręcz same pakują się do naszego podziemnego miasta. Jak wiemy, zrobią wszystko, aby przeżyć.
- Co to ma wspólnego z Łowczynią? - zapytałam wskazując na dziewczynę.
- Domyślamy się, że chcesz uratować przyjaciółkę. Mamy więc propozycje.
- Nie bawię się w układy - zadrwiłam - Jest za stara na takie gówna.
- Więc możemy śmiało skazać Łowczynie? - zapytał z okropnym uśmiechem Siro. Kiwnął głową i po chwili przy szyi Perrie pojawił się miecz jednego ze strażników. Dwójka przycisnęła ją bardziej do ziemi, aby wykonujący wyrok miał łatwiejsze zadanie. Perrie była praktycznie biała, ale patrzyłam na nią tylko przez sekundę. Nie zdradzę swoich słabości.
- Miało to na mnie zrobić wrażenie? - zapytałam marszcząc brwi - Czy może miałam się wystraszyć?
Poleciałam wzrokiem po wszystkich zebranych i, oczywiście, zatrzymałam się chwile dłużej na Michale. Patrzył wystraszony na Perrie. Wyczuł mój wzrok i spojrzał prosto w moje oczy. Wiedziałam, że miał mnie za dziwkę, po tym co mu powiedziałam. Patrzył na mnie zrezygnowany, jakby chciał mi przekazać, że dla mojej duszy nie ma już ratunku. Jakby myślał, że na prawdę nie zależy mi na nim czy na Perrie, którą praktycznie skazuje na śmierć. Skreślił mnie.


~Perrie~

Śmierć. Wiedziałam, że to spotkanie zakończy się śmiercią. Nie sądziłam jednak, że zginę w ten sposób.
- Czy przypadkiem wampiry nie były wam potrzebne do nowej "super grupy"? - zapytała robiąc niechlujny cudzysłów w powietrzu - Chcecie zabić wyszkolonego wojownika?
- Mamy już dwa wampiry, po co nam trzeci? - zapytał obojętnie Demetrio. Kiwnął jeszcze raz, a ja zamknęłam oczy. Miecz niebezpiecznie zbliżył się do mojej szyi. Zimna stal dotknęła na sekundę mojej skóry, po czym uniosła się szybko, aby zadać ostateczny cios. Odmówiłam w myślach ostatnią modlitwę i czekałam na cios. Nic się jednak nie stało. Poczułam powiew wiatru tuż obok mnie, po czym szczęk metalu o podłogę. Otworzyłam zdziwiona oczy i spojrzałam w stronę zamieszania. Płaszcz Angel leżał na ziemi, parę metrów obok mnie, a jego właścicielka wisiała przy suficie wraz z moim kątem. Przygniotła go do ściany i podduszała. Mężczyzna miotał się na wszystkie strony, lecz to nic nie pomogło. Nikt na sali nie zainterweniował. Nikt nie wydał rozkazu zabicia, nie wypowiedział ani słowa. Wszyscy wpatrywali się zafascynowani w skrzydła An.
- Angel - wyszeptałam cicho - Puść go.
Wiedziałam, że mnie usłyszy. Musiała. Zleciała powolutku na dół, nadal trzymając mężczyznę za szyje. W końcu wylądowali, a strażnik wziął głęboki wdech i masował szyje. Spojrzała na Rade krwisto czerwonym okiem. Pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego jak jego czerwień kontrastuje z kruczoczarnymi piórami, z których ciekła krew. Jej skrzydła nadal nie były zagojone i wszelkie rany, które miała otworzyły się. Złamanie także nie wytrzymało i jej skrzydło zwisało bezwładnie.
- Podobał się pokaz?! - wysyczała niczym wąż.
- Czyż nie tego potrzebujemy, koledzy? - zapytał jeden z tych durni i spojrzał na resztę Rady - Któż inny miałby pomóc nam zwalczyć demony, jak nie sam demon?
- Dołącz do Pandory - rozkazał Siro. Angel spojrzała na nich wzrokiem, od którego nawet ja schowałabym się do kąta, po czym spojrzała na moich dwóch strażników. Ktoś z Rady rozkazał im się cofnąć, a ja w końcu mogłam się wyprostować. An wzrokiem nakazała mi się podnieść.
- Chce, aby ona wsparła Pandorę u mego boku - powiedziała pewnie. Obok mnie nie stała Angel. Obok mnie był demon, który dostawał wszystko co chciał. Była to osoba, wprost stworzona do władzy. Osoba, która mogłaby wymordować wszystkich w tym pokoju w parę minut.
- Zatem niech tak będzie - zarządził Severo i wskazał na Max'a, który do tej pory trząsł się pod ścianą - Co robi tu ludzki chłopiec?
- Spotkałyśmy go w samolocie. Zdążył się mały incydent i musiałyśmy go zahipnotyzować - odpowiedziałam zamiast Angel - Niestety, ale hipnoza nie zadziałała na niego i...
- Odporny - wyszeptał ktoś z tłumu.
- Zlikwidowałyśmy zagrożenie ze strony jego rodziny i przyprowadziłyśmy tutaj - dokończyłam. Wszyscy przez chwile patrzyli na Maxa, który aktualnie krył się za skrzydłami Angel. Gdybym mogła to siedziałabym tam razem z nim.
- Chłopiec musi przejść szkolenie - zażądał ktoś z tłumu. Demetrio już miał coś, powiedzieć do strażnika stojącego najbliżej chłopca, ale Angel była pierwsza.
- Max zostaje z nami.
- Przyszły Łowca musi przejść szkolenie - stwierdził Severo.
- W dupie to mam - oznajmiła twardo - Chłopak idzie z nami. Będzie pod naszą opieką. Nauczymy go wszystkiego co będzie mu potrzebne.
- Nie ma takiej możliwości - zadrwił.
- W takim razie przygotuj się na śmierć każdej osoby, która się do niego zbliży.
W sali zapadła cisza. Siro kiwnął na jakiegoś nieszczęśnika i spojrzał wyzywająco na Angel. Czarnoskóry mężczyzna podszedł do Maxa, ale zanim zdążył zbliżyć się do niego choćby na metr, Angel skręciła mu kark.
- Ostrzegałam - rzuciła luźno - Chłopak idzie z nami.
- Zatem niech tak będzie - powiedział jeden z nich mrużąc oczy - Pozwól nam dać mu potrzebne wyposażenie.
Angel przytaknęła od niechcenia, a paru strażników miało nas poprowadzić w stronę zbrojowni. Nim wyszliśmy Siro odezwał się po raz ostatni.
- Jeśli dowiemy się, że chłopiec nie jest szkolony, a wy dwie knujecie przeciwko nam, zostaniecie skazane na oficjalną egzekucje - wysyczał z nienawiścią płonącą w oczach. Angel prychnęła i jako pierwsza wyszła z pomieszczenia. Strażnicy zaprowadzili nas do zbrojowni, gdzie czekała na nas także ekipa uzdrowicielek. Dwójka mężczyzn zajmowała się Max'em, a kobiety od razu podbiegły do nas.
- Zajmijcie się jej skrzydłami - zaprotestowałam, gdy chciały mnie przebadać. Kazały Angel usiąść na krześle i zaczęły czyścić jej skrzydła z krwi. Jedna z nich zdjęła jej opaskę i mało nie zemdlała widząc zaschniętą krew, ropę i jej poszarzałe białko oka. Strażnicy zajęli się dobieraniem broni ćwiczebnych dla Maxa, Angel otoczyły uzdrowicielki, a ja stałam z boku patrząc na wszystko. Po chwili poczułam ból, więc od razu spojrzałam w stronę oprawcy. Była to jednak uzdrowicielka, która usuwała znak płonącego słońca i po chwili na moim ramieniu pojawił się wąż. Ciągnął się od lewego barku i schodził na rękę. Owijał się wokół mojego ramienia aż w końcu doszedł do dłoni, gdzie pojawił się jego pysk. Parę sekund później pojawił się biały wąż wijący się obok czarnego, ale jego ogon zaczynał się na ręce, a głowa przy szyi. Moja lewa ręka była całkowicie pokryta tatuażem. Zerknęłam przelotnie na An i zauważyłam, że na jej prawej ręce pojawił się taki sam tatuaż. Najwidoczniej był to znak Pandory.
Uzdrowicielka zniknęła, a na jej miejsce pojawił się Michał.
- Udało się wam - powiedział - Szczerze powiedziawszy, to miałem złe przeczucie.
- Nie bądź taki surowy dla Angel - odpowiedziałam patrząc w stronę dziewczyny. Warczała na uzdrowicielkę, która czarami starała się wyjąć szkło z jej oka. Jej zdrowe skrzydło co chwile trącało resztę kobiet, które starały się nastawić złamanie pod odpowiednim kontem i zabandażować je, aby się zrosło.
- Prawie pozwoliła ci umrzeć.
- "Prawie" robi dużą różnice - zaśmiałam się smutno, nadal czując zimną stal na karku - Nie poświęciła by mnie dla kaprysu. Tak samo wykorzystała fakt, że Rada chce ją w Pandorze i zażądała w zamian mnie i Maxa. Ona dba o tych, którzy dla niej coś znaczą.
- Widocznie tylko ja mam takiego pecha - prychnął patrząc na dziewczynę, która krzyczała na uzdrowicielki.
- Masz cholerne szczęście, tylko jeszcze tego nie wiesz - stwierdziłam - Zrobiła to co musiała, abyś nie skończył tak jak ona. Abyś nie musiał przechodzić tego samego piekła.
Michał nie odezwał się już więcej. Omiotłam jeszcze raz spojrzeniem cała sale i zatrzymałam się na Max'ie. Przygarnęła go, bo wiedziała, że nie poradzi sobie z tutejszymi treningami. Wiedziałam też, że zrobiła to przez Dimitri'ego. Nie chciałam pozwolić, aby kolejne dziecko cierpiało z jej powodu.
-Zrobisz coś dla mnie? - zapytałam po chwili. Archanioł spojrzał na mnie z uśmiechem i przytaknął.
- Za chwile skończą skakać w okół Max'a - zadrwiłam - Mógłbyś go zaprowadzić do naszego hotelu? My musimy jeszcze zostać, ale dla niego to już za dużo.
Michał uśmiechnął się szerzej i odszedł w stronę chłopca. Po paru minutach obaj rozpłynęli się w powietrzu. Młody musi odpocząć, a uzdrowicielki jeszcze zajmują się Angel. Nie widziałam potrzeby, aby męczył się tu z nami.
Po jakiejś godzinie krzyków demonicy i słuchaniu wszelkich przekleństw, w końcu mogłyśmy odejść. Wzięłyśmy torbę z przydzielonymi rzeczami Max'a i ruszyłyśmy do wyjścia.
Szłyśmy korytarzem, gdy w końcu odważyłam się odezwać.
- Myślisz, że mówili prawdę?
- Nie, żartowali - zadrwiła - Widziałaś kiedyś żeby Rada żartowała? Jeśli zrobimy coś źle to nas zabiją.
- Ale ja się do tego nie nadaje!
- Ja też myślałam, że nie nadaje się na Łowce, a teraz patrz! Jestem całkiem dobra - powiedziała dumnie - Poza tym w czym widzisz problem?
- Ja nic nie wiem o demonach! - powiedziałam z lekkim strachem - Nigdy nie miałam z żadnym z nich do czynienia!
- A ja to co? - zapytała patrząc na mnie urażona.
- No, ale ty o ty - 'wyjaśniłam'. Angel poklepała mnie po plecach z uśmiechem.
- Nauczę cie.
- Wiesz, że nadal masz czerwone oczy, nie?
- Wiesz co to oznacza?! - krzyknęła podekscytowana - Musze kogoś zjeść! Jak znajdę jakiegoś przystojniaka to może się z tobą podzielę.

24.12.2016

Rozdział 28 "Jestem sławna!"

Witam Was ponownie moje miśki kochane!
Tak, to jest rozdział. I tak wiem, że ostatni rozdział pojawił się w marcu tego roku, ale jak to się mówi "lepiej późno niż wcale". Musiałam chwile odpocząć i ponownie przeczytać całą historie, aby sprawdzić czy nie pominęłam jakiś wątków czy coś w tym rodzaju. Tak czy siak rozdział jest!
A teraz uwaga!
Nie wiem czy po tak długim czasie ktoś nadal chce to czytać, więc liczba komentarzy pod tym postem i pod postem na wtt pokaże czy będę pisać dalej. Nie powiem Wam ile dokładnie potrzebuje komentarzy, aby mieć pewność czy historia będzie tworzona dalej, ale tak czy siak to Wasze komentarze zdecydują co będzie dalej z tym opowiadaniem. Także za tydzień zliczę wszystkie komentarze i dam Wam znać czy warto czekać na kolejny rozdział czy też nie.
Ps. Spamy się nie liczą oszukiści jedni xD

A teraz miłego (mam nadzieje) czytania i WESOŁYCH ŚWIĄT!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~Angel~

Dobrze. Powtórzmy sobie kilka faktów. Po pierwsze: jesteśmy w Amsterdamie. Po drugie: siedziałam z Perrie w łazience, a dokładniej w wannie. Po trzecie: przyniosłam dwie butelki czystej wódki. Po czwarte: Perrie zapomniała o swojej wizji śmierci, więc jest dobrze.
Niby to normalna sprawa, normalna rozmowa między dwiema zdołowanymi dziewczynami. Jednak jest jedno "ale".
-Jesteś kompletnie nieodpowiedzialna!
Tak, to "ale" ma na imię Michał. Właśnie stoję po środku pokoju i wysłuchuje kazania. Mój tymczasowy 'chłopak' wyciągnął mnie siłą z łazienki i robi mi wykład na temat mojej głupoty. Po tylu wiekach chyba nadal nie zrozumiał, że demony już takie są, i nic tego nie zmieni.
Mały Max, czy jak on tam miał na imię, siedzi lekko przestraszony na łóżku i przygląda się naszej małej kłótni.
-Zluzuj pióra, straszysz dziecko- mruknęłam.
-Zluzuj co?! Kpisz sobie ze mnie?!- wrzasnął wściekły- Za dwie godziny macie się zjawić u Rady! Max kompletnie nie wie co ma robić, Perrie jest zalana w trupa, a ty...! Ty jesteś sobą! Ogarnij się dziewczyno, bo w ten sposób skarzecie się na porażkę!
-Czyli jak zwykle wszystko przeze mnie?!- podniosłam głos. Może to właśnie teraz? Może teraz spełnię prośbę Gabriela?
-A nie?! Ostatnio jesteś taka nieznośna! Wszystko robisz nie tak!
-Wiesz co zrobiłam nie tak?!- wrzasnęłam wściekła. Tym krzykiem wywabiłam nawet Per z łazienki. Chyba powoli wracała do rzeczywistości.
Dziewczyna doskonale wiedziała co chciałam zrobić. Powiedziałam jej o rozkazie Gabriela.
Spojrzałam na nią kątem oka, po czym wzięłam głęboki wdech.
-Z naszym pierwszym pocałunkiem było coś nie tak! Odwzajemniłam go i to było nie tak!
-Teraz będziesz wplątywać w to nasz związek?- warknął zdenerwowany- Nie zmieniaj tematu!
-Jaki "związek"? Między nami jest jakiś związek?- zakpiłam.
-O czym ty teraz mówisz?- zdezorientował się.
-No właśnie nie ma o czym mówić! Chyba źle zinterpretowałeś to co się między nami dzieje, aniołku- prychnęłam. Podparłam się rękami o biodra i czekałam na jego reakcje.
Proszę... Nie utrudniaj mi tego! Wręcz błagałam w myślach. Nie karz mi mówić czegoś co cie zniszczy. Nie rób tego.
-O czym ty mówisz, Angel?- zapytał cicho- Według ciebie nic między nami nie było? Te wszystkie pocałunki były nic nie warte?
-Myślałeś, że coś z tego będzie? Michał, spójrz prawdzie w oczy i połącz kilka wątków.
-Jakich wątków? An...
Podszedł do mnie i chciał przytulić, jednak odepchnęłam go od siebie.
Miałeś mi tego nie robić. Nie możesz po prostu odejść? Dlaczego mnie do tego zmuszasz?
-Byłeś dla mnie tylko pocieszeniem. Zabawką, która już mi się znudziła- powiedziałam obojętnie- Liam ze mną zerwał, a że akurat napatoczyłeś się ty...
-Tylko się mną bawiłaś?- zapytał ze łzami w oczach- Nie mów tak... Proszę.
-Michale, czego się po mnie spodziewałeś?- prychnęłam- Jestem demonem. Lubie wykorzystywać ludzi do swoich celów.
-Rafał miał racje- stwierdził smutno- Ty nigdy się nie zmienisz.
Nastąpił błysk światła. Michała już nie było. Zniknął. Już nigdy go nie zobaczę.
Jak zwykle wszystko zepsułam.
-Angel- wyszeptała Per. Upadłam bezradnie na podłogę. Co miałam robić? Miałam się cieszyć? Uratowałam go, łamiąc nam obojgu serca. Czy dobrze zrobiłam?
-Nie płacz.
Otarła mi łzy i przytuliła. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać.
-Ja nie płacze, to przez to szkło- pociągnęłam nosem- Uwiera mnie.
-Usiądź na łóżku. Za chwile przyjdę.
Usłyszałam jak zamyka drzwi, więc zrobiłam tak jak kazała. Po chwili dosiadł się do mnie Max.
-Co się stało?- zapytał nieśmiało, podając mi chusteczkę. Przetarłam twarz i zerknęłam na kawałek papieru. Były na nim kropelki krwi. Łzy musiały zmieszać się z krwią, co zapewne dawało mi upiorny wygląd.
-Kochałaś go?
-Nie- odparłam- Był źle dobranym pocieszeniem.
-Więc dlaczego płaczesz?
-Bo był moim przyjacielem- wyszeptałam- Nie wiem czy przeżyjesz do jutra, ale zapamiętaj sobie moja rade - nigdy, przenigdy się nie zakochuj. To najgorsza rzecz jaką możesz zrobić, chłopcze.

~*~

Mówiłam już kiedyś, że nienawidzę szkoły? Nie? To teraz mówię.
Naprawdę tego nie lubię.
Niby nadal siedzimy w pokoju hotelowym i niby nic nie robimy, ale naprawdę czuje się jak w szkole. Albo jakbym udzielała komuś korków z matmy. Rozmawiam właśnie z Max'em i muszę przyznać, że opowiadanie mu o zasadach, których ma przestrzegać w trakcie wizyty u Rady, jest naprawdę męczące. Jakbym próbowała wyjaśnić mu jak obliczyć pierwiastki, to rozumiem, ale to tylko parę głupich zasad! To wręcz przerażające, jaka ta młodzież jest nie kumata!
-Wiesz co? Po prostu rób to co my i się nie odzywaj- westchnęłam. Poddałam się. Oficjalnie stwierdzam, że ten mały pasożyt mnie wykańcza.
-I jak?
Odwróciłam się i zobaczyłam Perrie. Zrobiła sobie prysznic i przebrała się, więc nie czuć już od niej alkoholu. Chyba w ogóle już wytrzeźwiała, więc są postępy. Spojrzałam na zegarek i z przerażeniem stwierdziłam, że zostało nam tylko pół godziny do spotkania.
-Musimy już iść.
Ubrałam moją ukochaną skórzaną kurteczkę i wyszłam z pokoju. Poczekałam aż pozostała dwójka opuści mieszkanie i zamknęłam drzwi. Wyszliśmy tylnym wejściem i ruszyliśmy w stronę De Wallen. Pytanie brzmi; jak przeprowadzić Max'a przez tą dzielnice? Przecież nie przejdę z nim tak po prostu obok prostytutek, alkoholików, ćpunów i  cholera wie co jeszcze!
-Jak my go tamtędy przeprowadzimy?- zapytała cicho Perrie.
-Nie wiem- wzruszyłam ramionami- Może weźmiesz go ze sobą i przejdziecie po dachach budynków?
-Nie możesz z nim tamtędy przelecieć?
-Niby jak?- zapytałam zirytowana- Mam złamane skrzydło, zapomniałaś?!
Spojrzałam na Maxa. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest zdenerwowany. Rozglądał się w okół siebie i co chwile wycierał ręce o swoją kurtkę.
-Daj mu okulary i niech założy kaptur- poinstruowałam ją- Powiedz mu, że ma iść za nami i nie rozglądać się. Nastrasz go, że niby cały czas nas obserwują czy coś... Grunt żeby nie gapił się na te wszystkie witryny.
Perrie pokiwała głową i podeszła do chłopaka. Chwile z nim pogadała, po czym podała mu swoje okulary przeciwsłoneczne. Poczekałam na nich, aby mnie dogonili i ruszyliśmy w głąb Dzielnicy Czerwonych Latarni. Założyłam młodemu jeszcze kaptur, tak na wszelki wypadek. Chwyciłam go za jedną rękę, a Perrie za drugą. Szliśmy wężykiem między ludźmi, aby przypadkowo nie zgubić Max'a. Ja i Perrie jakoś się znajdziemy, ale z tym kurduplem może być kłopot.
Po kilkunastu minutach przepychanki, i kilku łokciach wbitych w żebra, w końcu dotarliśmy do Oude Kerk. Kościół był kompletnie pusty, co było dla nas plusem. Uchyliłam potężne drzwi i wepchnęłam ich do środka. Rozglądnęłam się dookoła, czy przypadkiem nikt nas nie obserwuje, i sama weszłam do budynku. Przeszłam między rzędami ławek i podeszłam do ołtarza. Kucnęłam i znalazłam odpowiednią kafelkę. Podważyłam ją i wyciągnęłam, co pozwoliło mi dostać się do klamki. Pociągnęłam za klamkę i kilkanaście kafelek uniosło się, ukazując nam wejście.
-Panie przodem?- powiedziałam do Per i wskazałam na drabinkę w środku- Nie? No dobra...
Powoli zeszłam do podziemi, a chwile później łapałam gnoma, który poślizgnął się na jednym ze szczebli. Gdy Perrie zamknęła wejście i stanęła obok nas, w końcu mogliśmy ruszyć. Chodziliśmy przeróżnymi korytarzami, parę razy się gubiąc, aż w końcu dotarliśmy przed ogromne, mosiężne drzwi. Zapukałam i czekałam na odpowiedź. Po chwili ktoś uchylił lekko drzwi.
-Cel przybycia?
-Spotkanie z Radą w sprawie życia i śmierci- odparłam.
-Kim są twoi towarzysze?
-Perrie Edwards, Łowca z Devil's Town oraz Max, przyszły kandydat- wyjaśniłam. Drzwi otwarły się, pozwalając nam wejść, a ja zobaczyłam czarnoskórego mężczyznę w zbroi.
Obok natychmiast pojawiło się jeszcze dwoje w podobnych zbrojach.
-Kiepska macie tu ochronę, skoro nie wypytałeś mnie o moje dane osobowe- prychnęłam, gdy dwójka nowo przybyłych zaczęła przeszukiwać Perrie i Maxa.
-Wystarczająco dobrze cie znam, Fallen, aby poznać cię po glosie- stwierdził zirytowany- Tyle razy próbowałaś się tu włamać, że trudno cie zapomnieć. Zresztą po twojej ostatniej wizycie, jest o tobie głośno. Demon Łowcą, też mi coś...
Uśmiechnęłam się drwiąco i puściłam mu oczko. Jestem sławna!
Przeszukali jeszcze mnie, odbierając mi dwa sztylety, i w końcu mogliśmy odejść.
Tutaj korytarze wyglądały już inaczej. Były w barwach krwistej czerwieni z dodatkami złota. Co kilka metrów wisiały przeróżne obrazy, oczywiście w złotych ozdobnych ramach. Doszliśmy do windy i zjechaliśmy kilka pięter niżej.
-Jak głęboko jesteśmy?- zapytał cicho Max.
-Nie mam bladego pojęcia- wzruszyłam ramionami- Tyle razy się tu włamywałam, ale nigdy nie odkryłam wszystkich przejść i korytarzy.
-To jest aż takie wielkie?- zszokował się.
-Pięter jest chyba piętnaście i oczywiście wszystko jest pod ziemią- wyjaśniłam- Znajduje się tu główna baza Rady oraz Łowców. Szkoli się tu początkujących, takich jak ty, a po szkoleniach mieszkają tu dopóki Rada nie znajdzie im stałego miejsca pracy. To wszystko ciągnie się pod Amsterdamem i chronione jest wszelkimi zaklęciami. Nie ma prawa się zapaść.
-Jak dużo jest tu ludzi?
-Tysiące- odezwała się w końcu Perrie- Łowcy szkoleni są od małego. Znajdziesz tu dzieciaki w twoim wieku, a nawet ludzi po trzydziestce. Potem przechodzą na emeryturę i, albo szkolą nowych, albo prowadzą normalne życie.
-To miejsce jest jak podziemne miasto. Jest tu woda, elektryczność, sklepy, a nawet sztuczne parki- powiedziałam- To społeczeństwo i ludzie nigdy się o tym nie dowiedzą. To miasto jest gotowe na wszystko.
-Czyli... Armia?
-Nie- zaśmiała się Perrie- To po prostu miasto. Chociaż przyznaje, że podczas drugiej wojny światowej podobno Łowcy wyszli z ukrycia.
-Po co?
-Walczyli z nami- powiedziałam podekscytowana- Pamiętam to jak dziś! Genialnie się wtedy bawiłam! Chociaż jak zwykle musieli nas wykurzyć... Ale zajęło im to dobre kilka lat, więc trochę się pobawiliśmy!
-Kto się pobawił?- zdziwił się, a Perrie spojrzała na mnie karcąco. No co? Nie mogę powspominać?
-Em... Demony- wzruszyłam ramionami.
-To wy wywołaliście wojnę?
-Ee... Jesteśmy na miejscu!- szybko zmieniłam temat i wyszłam z windy, gdy ta w końcu stanęła. Tutaj korytarze były czarne ze złotymi szlaczkami. Przynajmniej dla mnie to były szlaczki. Niestety, ale nigdy nie miałam przyjemności poznać język elfów.
-Angel Fallen, Łowca z Devil's Town- przedstawiłam się dwóm strażnikom, którzy stali przy wielkich, dębowych drzwiach. Były na nich wyrzeźbione sceny z życia Jezusa.
-Przybyłam na spotkanie z Radą- mówiłam dalej- Towarzyszą mi Perrie oraz Max.
Strażnicy zmierzyli naszą trójkę spojrzeniem po czym otworzyli drzwi. Moim oczom ukazała się wielka sala, w której ostatnio miałam stracić życie. Jak zwykle cała Rada siedziała przy ogromnym, masywnym stole. Trzy krzesła były większe od innych. Były pięknie ozdobione srebrem.
Przeleciałam po wszystkich wzrokiem i chwile zatrzymałam się na Michale. Jednak nie na długo.
Dobra. Trzeba zabawić się w adwokata.

31.07.2016

Powrót? Możliwe...

Hej! Nie było mnie tu od Maja i, kurcze, stęskniłam się!
Właśnie wracam z nad morza. Jestem wypoczęta i mam nowe dawki weny, więc... postanowiłam, że trochę popracuje nad blogiem. Jak zapewne zauważyliście wygląd już się zmienił, za sprawą Nath, której dziękuje!
Aktualnie zmieniam tło postów, co trochę może zająć. (zawsze dawałam czarne tło i teraz gryzie się z wyglądem)
Gdy skończę zajmę się poprawianiem postów. Niektóre mogą zostać wzbogacone o jakieś dodatkowe opisy, lub pozmieniam parę rzeczy. I tu przydałaby mi się pomoc, bo postów jest w cholerę dużo, więc przydałaby mi się pomoc w postaci bety. Najlepiej dwie osoby. Chodzi o ogólne poprawki typu przecinki, kropki, odstępy, składnia zdania i inne tego typu rzeczy. Jeśli ktoś byłby chętny to napiszcie do mnie na wattpadzie > Life-is-brutal
Teraz kwestia powrotu opowiadania.
Rozdział mógłby się pojawić po "generalnym remoncie bloga" (potrwa jakiś miesiąc), o ile Wy tego chcecie, będziecie i będziecie komentować. Czytałam komy na wtt i wiem, że są tam osoby, które wręcz zadeklarowały, że będą czekać na kolejny rozdział.
Tu pytanie skierowane do Was: Czy Wy chcecie tego, czy będziecie?
Zauważyłam, że obserwatorów jest nadal tyle samo, ale może coś się zmieniło? Może ktoś przestanie w ogóle komentować? Może ktoś jednak będzie to robił?
Ogólnie chodzi mi o to, żeby wiedzieć czy ktoś w ogóle to czyta.
Jeśli Wy nie chcecie, to mogę po prostu wysyłać rozdziały do gociik na wattpada.
Decyzja zależy od Was.

Ps. W między czasie zapraszam na moje inne opowiadania Everyone Has A Demon i Tomorrow never dies ~ FF



im back john wick i'm back movies keanu reeves

29.05.2016

Koniec końców to koniec :(

Tak, to ja. Jednak żyje. 
Chciałam Was wszystkich przeprosić. Strasznie mi przykro i wstyd, że zostawiłam Was na ponad dwa miesiące bez żadnej informacji, ani nawet najmniejszej notki, ale tak jakoś wyszło.
Na początek chciałabym się jakoś wytłumaczyć, bo nie chciałabym tak po prostu zakończyć bloga bez żadnych wyjaśnień.
Zacznijmy od szkoły, czyli głównego powodu, i egzaminu. Tak, egzamin już dawno się skończył, ale ja dalej muszę zakuwać żeby tą głupią szkołę jakoś przyzwoicie zakończyć. Kolejny powód to brak mojej weny, a nawet chęci do pisania. Po prostu wypaliłam się przy tym opowiadaniu. Próbowałam przez ten czas cokolwiek napisać, ale po prostu... Sama nie wiem co się dzieje. 
Pisze jeszcze drugie opowiadanie o Avengers, a jakoś przy nich nie mam problemu.
Może po prostu to opowiadanie mnie wykańcza i nie wiem co dalej robić.
Widzę, że rozdziały są coraz gorsze, więc stwierdziłam, że wole zakończyć to teraz, gdy jeszcze jakoś to wygląda.
W dodatku mam zamiar ukończyć kursy i zostać wolontariuszem w schronisku, a to także zabierze trochę czasu.
Może jeszcze kiedyś wrócę do opowiadania, może zacznę go od nowa, może po prostu udoskonalę rozdziały na jakimś innym blogu... Jeśli coś takiego się stanie to obiecuje, że od razu Was poinformuje :)
Na koniec chciałabym Wam wszystkim podziękować.
Dziękuje za to, że byliście ze mną do końca oraz za wszystkie komentarze.
Jesteście wspaniali i po prostu Was kocham, wiecie?
Tak więc...
Może jeszcze kiedyś zobaczymy się i opowiem Wam resztę przygód Liama i Angel :)
Dziękuje i przepraszam.

TEMPLATE BY NATH